Pinned Tweet
Czy jest możliwa walka, z zorganizowanym hejtem, w części kierowanym przez ruskie onuce na X?
Oczywiście, że jest ;)
Ja poświęciłem temu zagadnieniu ostatnie dwa lata czasu, kupę kasy oraz determinacji. To rezultaty:
- Prawie 1000 kont namierzonych zabezpieczonych aktem notarilanym, a obecnie będzie przekazane Policji. Tak, mam zamiar doprowadzić sprawę do końca bo hejt to jedno a łamanie prawa i działania na korzyść ruskich służb specjalnych drugie, ale wszystko w swoim czasie... W końcu obiecałem co niektorym osobom na X że o nich nie zapomnę... ;)
Kafir retweeted
Zapamiętajcie wszyscy
gdzie byście nie byli,
w razie niebezpeczeństwa.
Procedura 4 zasad:
Uważaj–zachowaj czujność,
rozpoznanie.
Uciekaj–jeśli istnieje bezpieczna droga ucieczki.
Ukryj się–jeśli ucieczka jest możliwa.
Udaremnij atak–to działanie ostatniej szansy.
Walcz!!!👊
KRAKÓW. SZEŚĆ OSÓB NIE ŻYJE, 15 RANNYCH! NAPASTNIK PRZYJECHAŁ PRZYGOTOWANY DO ZABIJANIA!
W Krakowie wydarzyła się niewyobrażalna tragedia. Sześć osób straciło życie, piętnaście zostało rannych. Rodziny straciły swoich najbliższych, a ludzie, którzy jeszcze dzisiaj rano prowadzili zwyczajne życie, już nigdy nie wrócą do swoich domów.
Rodzinom ofiar składam najszczersze kondolencje. Wszystkim rannym życzę powrotu do zdrowia. Szczególne słowa wsparcia kieruję do rannych policjantów, którzy z narażeniem własnego życia stanęli przeciwko uzbrojonemu napastnikowi.
Dzisiaj przede wszystkim należy uszanować cierpienie tych ludzi.
I dlatego apeluję, żebyśmy powstrzymali się od pochopnych ocen. Nie znamy jeszcze wszystkich okoliczności tragedii, nie znamy motywów sprawcy ani pełnego przebiegu wydarzeń.
Nie ma więc żadnego powodu, żeby już teraz snuć teorie spiskowe.
Niestety, niektórzy nawet w obliczu śmierci niewinnych ludzi nie potrafią zamknąć mordy i poczekać na ustalenia śledczych. Pierwsze teorie spiskowe zaczynają wypływać jak gówno na wodzie. Jeszcze nie ostygły emocje, jeszcze lekarze walczą o życie rannych, a już pojawiają się samozwańczy eksperci, którzy wiedzą wszystko o sprawcy, jego motywach i rzekomych inspiratorach.
Ludzie, opamiętajcie się! Sześć osób nie żyje. To nie jest materiał do politycznych rozgrywek ani internetowego przedstawienia!
TRUMP NIE PRZEGRAŁ WYBORÓW. ON JE PRZEPIERDOLIŁ!
Nie było mnie przez trzy dni. Musiałem odkopać się ze swoich spraw firmowych. Dzisiaj wracam, zaglądam do sieci i co widzę? Donald Trump dostał od Amerykanów taki polityczny wpierdol, że chyba nawet jego słynna blond czupryna nie zamortyzowała uderzenia!
A nie mówiłem?! Przecież pisałem, że Trump przewali te wybory! Fakt, nie przewidziałem, że aż tak koncertowo! Spodziewałem się porażki Republikanów, a dostałem transmisję z politycznego pogrzebu. I to z Trumpem w roli grabarza własnej partii! Przepierdolił je z takim rozmachem, że Demokraci powinni mu wysłać kwiaty z podziękowaniem za współpracę!
Demokraci odbili obie izby Kongresu! Zdobyli co najmniej 54 miejsca w Senacie, odbierając Republikanom siedem mandatów. Wygrali w Teksasie, Kansas, Karolinie Południowej i innych republikańskich bastionach. W Kansas demokratyczny senator wygrał po raz pierwszy od 1932 roku! Republikanie powinni teraz ogłosić wyprzedaż powyborczą. Czerwone czapeczki, patriotyczne koszulki i niespełnione obietnice po dolarze za kilogram!
Amerykanie mieli dość drożyzny, politycznego chaosu, wojny z Iranem i bajdurzenia, że wystarczy czerwona czapka, kilka patriotycznych haseł oraz złota sala balowa, żeby wszystkim żyło się lepiej. Okazało się, że przeciętnego Amerykanina bardziej interesuje cena benzyny niż kolor marmurów w Białym Domu. Co za niewdzięczny naród! Człowiek im pałac upiększa, basen chce zbudować, a oni bezczelnie pytają, za co mają zatankować samochód!
W tej chwili chciałbym zobaczyć mordeczki naszych prawicowych strategów, którzy przez ostatnie dwa lata wpatrywali się w blond czuprynę lokatora Białego Domu niczym pielgrzymi w cudowny obrazek!
KTO WAM, KURWA, PISZE TE STRATEGIE?!
Heniu z Franiem spod monopolowego, którzy między drugim a trzecim winem marki „Wino” odkryli, że Trump będzie rządził światem przez następne sto lat, bo bez dwóch zdań jest rycerzem Jedi, a Moc jest z nim, a jak z nim, to i z nami?!
Przecież wy nie prowadziliście polityki zagranicznej. Wy urządziliście regularne pielgrzymki do Białego Domu, robiąc z niego drugą Częstochowę, a z Donalda Trumpa nowego księdza Kordeckiego! Tyle że wasz Kordecki zamiast bronić Jasnej Góry przed Szwedami, zajmował się własną złotą salą balową i przekonywaniem świata, że jest największym geniuszem w historii ludzkości!
A wy jeździliście do tej amerykańskiej Częstochowy po polityczne błogosławieństwo! Były uściski, zachwyty, wspólne zdjęcia i niemal religijne uniesienia. Zabrakło tylko kadzidła, świętej wody i relikwii z blond włosa amerykańskiego prezydenta! Jeszcze trochę i zaczęlibyście organizować autokarowe pielgrzymki z Nowogrodzkiej do Waszyngtonu, z obowiązkową drogą krzyżową przez Mar-a-Lago!
A teraz cudowny obrazek spadł ze ściany i okazało się, że za nim jest zwykła amerykańska demokracja. Z Kongresem, wyborcami i politykami, którzy mają własne zdanie. Co za przykra niespodzianka! Pewnie jeszcze ogłosicie, że wybory sfałszowano, bo przecież Trump nie może przegrać, najwyżej wyborcy mogą źle zagłosować!
I tutaj dochodzimy do Karola Nawrockiego.
Panie prezydencie, pański amerykański polityczny patron właśnie dostał potężnego kopa w dupę. Nadal będzie mieszkał w Białym Domu, ale od stycznia będzie miał przeciwko sobie obie izby Kongresu. A to oznacza komisje śledcze, kontrolę wydatków, możliwość blokowania nominacji i poważne ograniczenie jego politycznej swobody.
Dotychczas miał w Kongresie ludzi, którzy często zachowywali się jak jego prywatni notariusze. Teraz będzie musiał negocjować. Dla człowieka przyzwyczajonego do wydawania poleceń może to być przeżycie porównywalne z odkryciem, że kelner w jego restauracji również ma prawo do własnego zdania!
Pańska dyplomacja, panie Nawrocki, opierała się w dużej mierze na demonstrowaniu wyjątkowych relacji z Trumpem. Spotkania, zdjęcia, uściski dłoni i opowieści o szczególnym dostępie do amerykańskiego prezydenta. Tylko co z tego, skoro teraz o wielu sprawach istotnych dla Polski współdecydować będą ludzie, z którymi polska prawica przez lata nie potrafiła utrzymywać normalnych stosunków?
Bo amerykańskie wojsko, pieniądze na obronność i polityka bezpieczeństwa nie są prywatnym folwarkiem Trumpa. Kongres ma tutaj sporo do powiedzenia. I nie wystarczy klepnąć Donalda po plecach, żeby załatwić Polsce stałą bazę wojskową. Nawet jeśli przy okazji pozwoli zrobić sobie zdjęcie z odpowiednio szerokim uśmiechem!
Zabawna jest reakcja ludzi Nawrockiego, którzy uspokajają, że nic wielkiego się nie wydarzyło, bo przecież Trump nadal jest prezydentem.
Oczywiście, że jest! Kapitan Titanica też stał na mostku, kiedy statek nabierał wody, bo miał dziurę w burcie wielkości słonia. Nawet orkiestra jeszcze grała. Tylko pasażerowie zaczynali już mieć nieco odmienne zdanie na temat jakości rejsu! I jakoś nikt nie wpadł na pomysł, żeby ogłosić sukces dlatego, że kapitan nadal miał czapkę!
Wyobraźcie sobie teraz, że PiS nadal rządzi Polską. Że zdążył podporządkować naszą politykę zagraniczną Trumpowi, jednocześnie demolując stosunki z europejskimi partnerami. Mielibyśmy niezły problem! Z jednej strony obrażeni Europejczycy, z drugiej amerykańscy Demokraci, którym polska prawica przez lata pokazywała polityczny środkowy palec.
A za wschodnią granicą wojna i Rosja, która cierpliwie czeka na każdy przejaw naszej politycznej głupoty. Kreml nie potrzebuje szczególnie wyrafinowanej strategii, kiedy jego przeciwnicy sami potrafią sobie podcinać nogi. Wystarczy usiąść, nalać sobie samogonu i obserwować, jak polscy politycy prowadzą dyplomację metodą obrażania wszystkich, którzy nie należą do ich fanklubu!
Jestem polskim patriotą i zwolennikiem silnego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Ale jestem również Europejczykiem. Polska potrzebuje dobrych relacji z Ameryką, mocnej pozycji w Europie i własnej silnej armii. Sojusz wojskowy to nie jest małżeństwo z jednym amerykańskim politykiem, a już na pewno nie konkurs na to, kto głębiej ukłoni się przed lokatorem Białego Domu!
Trump dostał od wyborców bolesny nokaut. Nie oznacza to automatycznie zwycięstwa Tuska w przyszłorocznych wyborach, ale powinno zakończyć bajdurzenie o niepowstrzymanym marszu prawicy przez świat.
Historia polityczna zna już wielu takich niepokonanych wodzów. Zazwyczaj kończyli otoczeni pochlebcami, którzy do ostatniej chwili zapewniali ich o wielkości, a później pierwsi uciekali z tonącego okrętu. Niektórzy nawet zdążyli po drodze przebrać się w barwy zwycięzców, tłumacząc, że od początku byli po właściwej stronie!
A nasi prawicowi geniusze?
Przez lata z takim zapałem palili mosty z politycznymi przeciwnikami Trumpa, nawet w samych Stanach Zjednoczonych, że teraz mogą mieć problem z przejściem na drugi brzeg. Uwierzyli, że Demokraci już nigdy nie wrócą do władzy, a Trump zapewni im polityczną nieśmiertelność.
No i chuj z tej genialnej strategii!
Mosty spalone, Trump politycznie obdarty ze złudzeń, a wy zostaliście z ręką w nocniku pełnym gówna, które konsystencją i kolorem przypominało marmoladę od babci z Podlasia!
I żeby było jeszcze zabawniej, ten nocnik przez ostatnie lata z dumą nosiliście na głowach! Czerwony, z wielkim napisem „MAKE AMERICA GREAT AGAIN”! Byliście przekonani, że macie na głowach symbol amerykańskiej potęgi, a okazało się, że dumnie obnosiliście po świecie nocnik z zawartością, której nawet babcia z Podlasia nie odważyłaby się zapakować do słoików!
Teraz pozostaje wam udawać, że to nie wasz nocnik, nie wasze gówno i w ogóle nie wiadomo, kto tu nasrał! Pewnie jeszcze ogłosicie, że to wszystko wina Tuska, bo przecież ktoś musi odpowiadać za amerykańską demokrację!
A O TRYBUNALE KONSTYTUCYJNYM NAPISZĘ WAM NIEBAWEM!
Bo tam dopiero mamy widowisko! Święczkowski, zwany trybunalską Godzillą, broni swojej pozycji z zapałem godnym filmowego potwora pilnującego ostatniego wieżowca w Tokio. A prezydent Nawrocki? Ten 30 października zawrócił samolot lecący do Senegalu nad Hiszpanią i pognał do Warszawy, jakby ktoś właśnie ogłosił ewakuację Pałacu Prezydenckiego!
Przyznam, że takiego poświęcenia dla Trybunału dawno nie widziałem. Człowiek leci do Afryki, a tu nagle okazuje się, że sprawy w alei Szucha są pilniejsze niż cały Senegal. Jeszcze trochę i prezydencki samolot będzie krążył nad Warszawą w gotowości bojowej na wypadek, gdyby ktoś w Trybunale przesunął biurko!
A może przy okazji Trybunał w końcu weźmie się do roboty?! Bo sędziowie TK mają około 30 tysięcy na rękę, a na rozpoznanie czeka tam 1171 spraw! TAK, KURWA, PRAWIE 1200! DOBRZE PRZECZYTALIŚCIE! Tysiąc sto siedemdziesiąt jeden spraw! Za takie pieniądze wypadałoby czasem zajrzeć do akt, zamiast zajmować się wyłącznie pilnowaniem gabinetów, stołków i kluczy do Trybunału!
I właśnie dlatego ciekawi mnie, czego obaj panowie tak się obawiają. Co Święczkowski miał w swojej trybunalskiej szafie? Czy rzeczywiście jest tam coś poza starymi garniturami, wypierdzianą togą jak na słonia i wspomnieniami po Ziobrze? A jeśli są jakieś niewygodne tajemnice, to kogo mogłyby dotyczyć? Wyłącznie dawnego ministra sprawiedliwości czy może również kogoś z Pałacu Prezydenckiego?
Nie twierdzę, że istnieją jakiekolwiek haki. Ale zachowanie tych polityków rodzi pytania, na które warto poszukać odpowiedzi. Bo kiedy jeden z nich broni Trybunału niczym Godzilla swojego terytorium, a drugi zawraca samolot znad Hiszpanii, trudno nie zastanawiać się, skąd aż taka mobilizacja.
CHCECIE WZYWAĆ ARMIĘ POD TRYBUNAŁ? TO UWAŻAJCIE, BO MOŻECIE SIĘ BARDZO ZDZIWIĆ!
Nawoływanie do użycia wojska w celu rozstrzygania politycznych sporów jest sprzeczne z konstytucyjną zasadą neutralności Sił Zbrojnych. Art. 26 ust. 2 Konstytucji RP mówi wyraźnie, że wojsko ma zachować neutralność polityczną i podlegać demokratycznej, cywilnej kontroli. Dotarło, kurwa, czy trzeba wam to narysować?!
A teraz, mądrale od wzywania Armii, jako pułkownik rezerwy, który pół życia spędził w mundurze mam pytanko.
KTO WAM, KURWA, POWIEDZIAŁ, ŻE JEŻELI WOJSKO RAZ WKROCZY DO POLITYKI, TO PÓŹNIEJ BĘDZIE CHCIAŁO Z NIEJ WYJŚĆ?! BO CO? BO ŁĄDNIE POPROSICIE A ONI GRZECZNIE ZAWINĄ KITĘ I WRÓCĄ DO KOSZAR?
Kto wam zagwarantował, że generałowie, którzy raz poczują smak politycznej władzy, będą nadal posłusznie wykonywali polecenia prezydenta albo premiera?
A może pewnego pięknego poranka stwierdzą, że mają już serdecznie dość tych wszystkich cywilnych pajaców, którzy sami nie potrafią się dogadać, za to bez przerwy próbują wciągać armię we własne polityczne awantury?
Może uznają, że skoro politycy nie potrafią rządzić państwem, to wojsko zrobi to za nich? Że nie potrzebują żadnego, kurwa, cywilnego nadzoru, skoro dysponują czołgami, transporterami, uzbrojonymi żołnierzami i całym aparatem wojskowym?
I co wtedy, geniusze?!
Pójdziecie protestować pod jednostki wojskowe? Będziecie domagać się przestrzegania Konstytucji? Krzyczeć o demokracji, wolnych wyborach i prawach obywatelskich?
To możecie się, kurwa, bardzo zdziwić!
Bo wojskowa junta nie musi się przejmować waszymi protestami, partyjnymi legitymacjami ani tym, na kogo głosowaliście. Może rozwiązać parlament, zawiesić działalność partii politycznych, zamknąć media i wsadzić waszych ukochanych przywódców do pierdla. A wtedy Kaczyński z Nawrockim i Tuskiem oraz bandą przystawek jak Menzten Braun i pozostali, mogliby sobie siedzieć na jednej pryczy i godzinami pierdolić o Konstytucji, trójpodziale władzy oraz o tym, kto właściwie miał rządzić Polską.
Tylko że klucze do celi miałby już ktoś zupełnie inny!
I żeby było jasne, nie twierdzę, że polscy generałowie zamierzają przeprowadzić zamach stanu. Pokazuję wam, do czego może doprowadzić zniszczenie fundamentalnej zasady demokratycznego państwa: **ARMIA NIE JEST OD ROZSTRZYGANIA POLITYCZNYCH SPORÓW!**
Wojsko ma bronić Polski przed wrogiem, a nie rozstrzygać, który polityczny idiota ma rację! Cywilna kontrola nad armią nie jest żadnym pieprzonym kaprysem ustawodawcy. To jedno z najważniejszych zabezpieczeń demokracji przed dyktaturą.
Dlatego wszystkim tym, którzy dzisiaj tak ochoczo chcieliby zapraszać wojsko do polityki, radzę jedno: zanim otworzycie tę puszkę Pandory, zastanówcie się, czy potraficie ją później zamknąć.
Bo historia zna wiele przypadków, kiedy wojskowi wkraczali do polityki na zaproszenie cywilów, a później ci sami cywile musieli prosić generałów o pozwolenie na wyjście z więzienia.
I NA KONIEC JESZCZE JEDNO!
Nie po to zakładaliśmy demokratyczną Polskę i nie po to przez dziesięciolecia budowaliśmy cywilną kontrolę nad armią, żeby teraz banda politycznych nieudaczników urządzała sobie eksperymenty z wojskowym zamordyzmem!
**BO ŻYCIOWA, IRONIA POLEGA NA TYM, ŻE CI, KTÓRZY DZISIAJ NAJGŁOŚNIEJ WOŁAJĄ O WOJSKO, JUTRO MOGĄ NAJGŁOŚNIEJ BŁAGAĆ, ŻEBY WRÓCIŁO DO KOSZAR!**
Kafir retweeted
Czyli chuligan siła wszedł, usiadł przy stoliku, snuska wciągnął i wyszedl? 🤣. Gieroj. Nooo Jarek @OficjalnyJK zalatwil ci "temat" jak chciałeś. 🤣. A teraz można się rozejść i czynić przygotowania to jutrzejezego Święta. Ale dziadia Jarosław pamiętaj..roSSja z tobą.
ART. 10 KONSTYTUCJI RP! NAWROCKI, OD SĄDOWNICTWA WARA, KURWA!
Art. 10 Konstytucji RP ustanawia trójpodział władzy, a art. 173 mówi wprost: sądy i trybunały są odrębne i niezależne. Nawrocki, przeczytaj to, kurwa, dwa razy! Bo coś ci się najwyraźniej popierdoliło od tego boksu. Prezydent nie jest nadzorcą sądów ani właścicielem Konstytucji.
Widzieliście pod Trybunałem Tuska? NIE BYŁO! Za to Nawrocki zawrócił samolot, przyjechał w środku nocy i wlazł w sam środek sporu, przepychając się z ludźmi wybranymi przez Sejm na sędziów. Potem zaczął im ogłaszać, kto jest sędzią, a kto nie. Na jakiej podstawie, do ciężkiej kurwy nędzy?! Na podstawie prezydenckiego widzimisię?!
Kim on jest? Głową państwa czy pierwszym chętnym na dyktatora?! Komuś się chyba obwody przepaliły od tych ustawek w lesie i snusów. Panie Nawrocki, Trybunał Konstytucyjny to nie stadion, a spór o prawo to nie ustawka w lesie! Tutaj nie wygrywa ten, kto mocniej napiera barkiem!
Moim zdaniem zobaczyliśmy próbę narzucenia woli władzy wykonawczej niezależnemu organowi państwa. To polityczny zamach na trójpodział władzy! A przepychanki i naciski powinny zostać zbadane również pod kątem art. 128 § 3 Kodeksu karnego. O tym, czy doszło do przestępstwa, niech rozstrzygną właściwe organy, nie polityczny wrzask.
A teraz słucham, że rzekomo rządzi „junta Tuska”. No to wam, kurwa, wyjaśnię, czym jest junta, bo najwyraźniej historia niektórym wyparowała razem z rozumem!
Pamiętam, kiedy Jaruzelski wprowadzał stan wojenny. Pamiętam wojsko na ulicach, internowania, cenzurę i ludzi zamykanych za poglądy. Gdyby naprawdę rządziła ta wasza „junta Tuska”, cały polityczny pierdolnik pod Trybunałem rozpędzono by w kilka minut! Opozycyjne media zostałyby zamknięte, a dziennikarze, zamiast dzień w dzień pierdolić o dyktaturze, siedzieliby w pierdlu albo na emigracji. Politycy nie urządzaliby nocnych spektakli przed kamerami, tylko sprawdzaliby, czy na więziennym kocu nie ma pluskiew!
Więc przestańcie obrażać ludzi, którzy naprawdę przeżyli stan wojenny. Ja nie widzę „junty Tuska”. Widzę za to anarchię, którą nakręcają PiS, Kaczyński i Nawrocki. Dla nich każda instytucja to kolejny ring, a Polska to nagroda za polityczne mordobicie. Kurwa, to nie jest wasz prywatny folwark!
I dokąd to prowadzi?! Do takiego podziału, że Polak zacznie uważać drugiego Polaka za śmiertelnego wroga. Do ulicznych starć. Do rozlewu krwi. A w najgorszym scenariuszu nawet do wojny domowej. I kto zaciera ręce? KREML! Rosja nie potrzebuje lepszego prezentu niż Polska rozwalana od środka przez własnych polityków!
Pytam więc: co następne? Nawrocki pojedzie do Sądu Najwyższego wskazywać sędziów? Wpadnie do Sejmu unieważniać głosowania? A może zarządzi, kto ma rację, bo akurat głośniej wrzeszczy jego polityczna drużyna?!
I jeszcze art. 26 Konstytucji RP. Wojsko ma zachować neutralność polityczną i podlega cywilnej, demokratycznej kontroli. Nie jest prywatną armią Tuska, Kaczyńskiego ani Nawrockiego! Służy Rzeczypospolitej, nie do rozstrzygania partyjnych napierdalanek. Mówię to jako człowiek, który kawał życia przechodził w mundurze.
Dlatego panowie cywilni politycy, zamknijcie, kurwa, mordy i przestańcie igrać z ogniem! Bo kiedy poleje się polska krew, wasze wrzaski o „juncie” przestaną kogokolwiek śmieszyć. Wtedy może być za późno na ratowanie tego, co dzisiaj z taką beztroską rozpieprzacie.
Można nienawidzić Tuska, nie cierpieć Kaczyńskiego i mieć w dupie Nawrockiego. Ale Polska nie jest własnością żadnego z was! Konstytucja to nie papier toaletowy do podcierania politycznych dup, a patriotyzm to nie licencja na rozpierdalanie własnego państwa!
I jeszcze jedno: prawdziwy wróg siedzi na Kremlu. Jeśli sami zrobimy sobie tutaj piekło, Putin nawet nie będzie musiał zapalać zapałki.
# U NICH TEGO MNOGO! RUSKA ARMIA, W KTÓREJ CZŁOWIEK JEST TAŃSZY OD BUTÓW!
Zapoznałem się ostatnio z dokumentami przeanalizowanymi przez rosyjskich dziennikarzy śledczych z Centrum Dossier, one nie tylko potwierdziły moje wcześniejsze przypuszczenia dotyczące sposobu prowadzenia wojny przez ruską armię. Co więcej, rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej ponura, niż zakładałem.
Bo jeśli ktoś sądzi, że od czasów II wojny światowej w rosyjskiej armii zmieniło się podejście do ludzkiego życia, to mam dla niego przykrą wiadomość. Zmieniły się czołgi, karabiny, samoloty i systemy łączności. Pojawiły się drony, satelity i nowoczesne środki rozpoznania. Rosyjscy generałowie zamienili konie na luksusowe limuzyny, a wojskowe menażki na zastawione stoły w swoich rezydencjach.
Tylko ruski żołnierz nadal jest tym samym pierdolonym materiałem eksploatacyjnym, który można zużyć, wyrzucić i zastąpić następnym zaczynam podejrzewać, nowe skarpetki są tam więcej warte.
**Bo u nich tego mnogo!**
Zacznijmy od liczb, bo one najlepiej pokazują skalę tego wojskowego szamba.
Rosyjscy dziennikarze przeanalizowali dokumentację personalną jednej z dywizji walczących przeciwko Ukrainie. Nie ograniczyli się do wojskowych wykazów. Weryfikowali nazwiska, sprawdzali nekrologi, rejestry spadkowe, informacje od rodzin i dostępne bazy danych dotyczące poległych.
Wyniki? Prawdziwy pomnik rosyjskiej sztuki wojennej. Tyle że zamiast brązu i marmuru mamy mięso, krew i dziesiątki tysięcy rodzin szukających swoich bliskich.
Dywizja, której pełny stan etatowy nie powinien przekraczać 12–14 tysięcy żołnierzy, miała w dokumentach obejmujących okres około roku ponad 28 tysięcy nazwisk!
Rozumiecie, co to oznacza? Przez związek taktyczny przewinęło się ponad dwukrotnie więcej ludzi, niż wynosi jego maksymalna liczebność.
Oczywiście nie znaczy to, że wszyscy, którzy opuścili jednostkę, zginęli. Byli ranni, zaginieni, jeńcy, dezerterzy. Natomiast autorzy śledztwa oszacowali, że około 5 tysięcy żołnierzy mogło zginąć lub zaginąć, a kolejnych 10 tysięcy odnieść ciężkie obrażenia uniemożliwiające powrót do służby.
To szacunki, a nie piętnaście tysięcy imiennie potwierdzonych przypadków. Ale nawet przy zachowaniu całej wojskowej ostrożności analitycznej wynik kurwa dla nie jest jak nokaut!
W odpowiednich rubrykach wojskowej ewidencji znajdowało się zaledwie dwanaście zapisów o śmierci żołnierzy! Dwanaście! Za to niemal pięć tysięcy ludzi figurowało jako nieobecni bez wieści a im na pierwszej linie zginęło 12 bojsów! Jasne, kurwa reszta nieśmiertelni lub żywcem do nieba wzięci
Widać, że Rosyjska armia znalazła rozwiązanie problemu strat wojennych. Nie trzeba ich ograniczać, wystarczy odpowiednio prowadzić dokumentację! Jest rubryka, jest pieczątka, papier wszystko przyjmie! W tej armii łatwiej zgubić człowieka niż skrzynkę amunicji. Bo za amunicję ktoś może zostać rozliczony, a za żołnierza najwyraźniej niekoniecznie.
Ale nie sama ewidencja jest tutaj najważniejsza. Znacznie ciekawszy jest sposób prowadzenia działań wojennych.
W normalnej armii straty osobowe wpływają na zdolność bojową jednostki. Jeśli wykrwawisz kompanię, nie wystarczy postawić na jej miejscu setki przypadkowych idiotów z karabinami. Trzeba odtworzyć dowodzenie, przeszkolić uzupełnienia, zgrać pododdziały, zapewnić współdziałanie i logistykę. To elementarz wojskowości. Natomiast Rosjanie najwyraźniej uznali, że elementarz jest dla frajerów.
Rozbita drużyna? Następna! Stracony pluton? Kurwa kogo to obchodzi. Przyślijcie kolejny! Kompania przestała istnieć jako sprawny pododdział? Dosłać nowych kontraktowych! A jak się skończą, to zwerbować następnych. Przecież Rosja wielka, ludzi dużo, a władza obiecuje pieniądze.
I tak powstaje rosyjska taśma produkcyjna śmierci.
Różnica między fabryką a rosyjską piechotą polega na tym, że w fabryce z taśmy schodzi gotowy produkt. W rosyjskiej armii schodzą z niej ludzie, z których wielu już nie wróci. Tak zwany GRUZ200
Co szczególnie istotne, straty nie rozkładają się równomiernie. Sztab, łączność, logistyka i część pododdziałów wsparcia znajdują się w relatywnie bezpieczniejszej sytuacji. Tymczasem świeżo zwerbowany żołnierz najczęściej trafia tam, gdzie potrzeba nowych ludzi.
Czyli do piechoty szturmowej. Tam, gdzie największą liczbę wakatów zapewniają ukraińskie drony, artyleria i karabiny maszynowe.
I właśnie to jest najbardziej przerażające w rosyjskim systemie wojennym. On nie musi chronić żołnierza, żeby funkcjonować. Wystarczy, że zdąży dostarczyć następnego, zanim poprzedni zostanie zabity lub ciężko ranny.
W dodatku nie jest to wyłącznie kwestia bezmyślnego rzucania wielkich kolumn pod ogień przeciwnika. Rosjanie uczą się, zmieniają taktykę, wykorzystują małe grupy szturmowe i próbują przenikać przez ukraińskie pozycje. Tylko że zmiana taktyki nie oznacza automatycznie zmiany podejścia do strat.
Dawniej do szturmu szła kompania. Dzisiaj idzie kilka małych grup. Różnica polega głównie na tym, że dowódca otrzymuje meldunki o śmierci ludzi w mniejszych porcjach.
A teraz pytanie, które powinien postawić każdy, kto ma pojęcie o wojsku. Czy ci rosyjscy dowódcy są aż tak głupi? Otóż niekoniecznie!
I tu dochodzimy do sedna problemu. **Rosyjski system dowodzenia nie jest zorganizowany wokół ochrony życia własnych żołnierzy, lecz wokół wykonania zadania za cenę, którą władza uzna za dopuszczalną. **A władza uznaje za dopuszczalne straty, od których w niejednej zachodniej armii posypałyby się dymisje, śledztwa i zarzuty o niekompetencję.
W Rosji natomiast możesz stracić tysiące ludzi i nadal zostać bohaterem, jeżeli przesuniesz linię frontu o kilka kilometrów. Mało tego, możesz dostać awans! I rzeczywiście, śledztwo opisuje przypadki dowódców, których kariery rozwijały się mimo katastrofalnych strat ponoszonych przez podległe im jednostki. No bo przecież ktoś musi odebrać medale, skoro żołnierze zajęci są umieraniem.
Nie twierdzę, że wszyscy rosyjscy generałowie są idiotami. Niektórzy dobrze rozumieją, co robią. I właśnie dlatego uważam ich za szczególnie niebezpiecznych. Bo czym innym jest dowódca, który popełnia błąd i traci ludzi, a czym innym skurwysyn, który świadomie akceptuje olbrzymie straty jako normalny koszt realizacji rozkazu. A teraz cofnijmy się o ponad osiemdziesiąt lat.
II wojna światowa. Armia Czerwona. Setki tysięcy żołnierzy rzucanych do kolejnych operacji, ogromne straty, bezwzględna dyscyplina i system polityczny, dla którego pojedynczy człowiek znaczył niewiele.
Oczywiście nie każda sowiecka operacja była bezmyślnym szturmem. Sowieci potrafili planować i przeprowadzać skomplikowane operacje na ogromną skalę. Tylko że stosunek tamtego państwa do strat własnych był zupełnie inny niż ten, którego oczekujemy od współczesnych armii demokratycznych.
I teraz patrzę na rosyjską wojnę przeciwko Ukrainie i zastanawiam się, co się właściwie zmieniło.
Kiedyś towarzysz Stalin wysyłał ludzi na śmierć za światową rewolucję i potęgę Związku Sowieckiego. Dzisiaj towarzysz Putin wysyła ich za imperialne urojenia, interesy kremlowskich oligarchów i utrzymanie własnej władzy. Kiedyś o wszystkim decydowała komunistyczna wierchuszka, dzisiaj decyduje mafia zorganizowana wokół Kremla.
A zwykły ruski żołnierz nadal ma do wyboru wykonywanie rozkazów albo ponoszenie konsekwencji odmowy. Tyle że wielu najpierw dobrowolnie podpisało kontrakt, zwabionych pieniędzmi.
I żeby było jasne. Nie zamierzam robić z rosyjskich żołnierzy niewinnych baranków. Przyjechali na cudzą ziemię. Wielu świadomie uczestniczy w agresji. Niektórzy dopuszczają się zbrodni. Odpowiadają za swoje czyny i nikt ich z tej odpowiedzialności nie zwalnia. Ale to nie zmienia faktu, że własne państwo traktuje ich jak klient prezerwatywę w burdelu. Czyli dla Kremla to jednorazówki.
Kreml ma przecież ważniejsze sprawy na głowie.
Trzeba wyprodukować kolejny propagandowy film, zorganizować defiladę, udekorować generała i przekonać społeczeństwo, że wszystko idzie zgodnie z planem.
Niestety ta pierdolona metoda, mimo swojej brutalności, może przynosić ograniczone sukcesy terenowe. Dlatego nie wolno lekceważyć rosyjskiej armii. Przeciwnik gotowy poświęcać tysiące własnych ludzi pozostaje groźny nawet wtedy, gdy jego działania wydają się nam absurdalne.
Ale równocześnie pokazuje to słabość całego rosyjskiego państwa. Potrafią budować rakiety, produkować broń jądrową i wysyłać ludzi w kosmos, lecz nie potrafią stworzyć systemu, w którym człowiek byłby ważniejszy od interesu władcy.
I tak od pokoleń.
Car potrzebował poddanych. Stalin potrzebował mas. Putin potrzebuje mięsa armatniego.
Różne epoki, różne mundury, różne sztandary. A zasada ciągle ta sama.
**„U NICH TEGO MNOGO!”**
I na koniec taka refleksja. Kiedy patrzę na tych rosyjskich generałów, ich ordery, awanse i wypasione samochody, to dochodzę do wniosku, że pod pewnym względem rzeczywiście dokonali ogromnego postępu od czasów II wojny światowej.
Kiedyś sowiecki generał mógł dostać za zwycięstwo kolejny medal, mieszkanie i państwową daczę. Dzisiaj jego następca może dorobić się majątku, o którym tamtemu nawet się nie śniło.
A rosyjski szeregowy?
**TEN JAK ZDYCHAŁ W BŁOCIE ZA STALINA, TAK ZDYCHA W BŁOCIE ZA PUTINA.**
Bo w Rosji zmieniają się carowie, sekretarze generalni i prezydenci. Zmieniają się ustroje, hymny i flagi. Tylko człowiek nadal jest najtańszym materiałem, jaki to państwo ma do dyspozycji.
A jak go zabraknie?
**NIE ZABRAKNIE, KURWA. U NICH TEGO MNOGO! A JAK BY FAKTYCZNIE ZBRAKŁO DOKUPIĄ W AZJI I AFRYCE**
Rosja to stan umysłu, którego normalny Europejczyk nie pojmie nawet po litrze bimbru i ciężkim urazie głowy! Kreml stał się gigantyczną fabryką śmierci, której nie zamierza zatrzymać. Zbyt wielu ludzi już przemielił, zbyt wiele miliardów wpompował w machinę zabijania i zbyt wiele postawił na jedną kartę, żeby teraz przyznać się do klęski. Dlatego napaść na Polskę, jeśli posłuży rosyjskim celom strategicznym, nie jest żadną fantastyką. A nasza granica to nie mur z „Gry o tron”, za którym możemy spokojnie przeczekać nadejście barbarzyńców. Zanim nasi politycy skończą swoje patriotyczne pierdolenie, może się okazać, że zima już nadeszła. Winter is coming!
BÓG, HONOR, KURWA I ALFONS!
Czytam zeznania świadków w procesie Nawrockiego z Onetem i zastanawiam się, czy ja, kurwa, żyję w Polsce, czy w jakimś jebanym kryminale o sutenerach, burdelach i politycznej mafii! Dziewczyny sprowadzane do hotelu, możliwość dorobienia na doprowadzaniu ich do gości, opowieści o alfonsach. I to wszystko w sprawie dotyczącej przeszłości obecnego prezydenta RP! Nawrocki zaprzecza, sąd dopiero ustali prawdę, ale same zeznania są, cytując Macierewicza, PORAŻAJĄCE!
Pan Jerzy w DPS, historia z mieszkaniem, muzealne apartamenty i rezerwacje liczone w setkach dni, opowieści o kibolskich ustawkach, a teraz jeszcze alfonsi i prostytucja! Kurwa, czego jeszcze brakuje w tym scenariuszu? Narkotyków? Handlu żywym towarem? Bo w kryminalnym półświatku takie patologie potrafią ciągnąć się jedna za drugą jak smród za szambowozem! Nie twierdzę, że doszło do tych przestępstw, ale zaczynam się obawiać, co jeszcze może wypłynąć!
I pomyśleć, że przy tych wszystkich historiach ja, skromny bandyta z WSI, zaczynam się, kurwa, wstydzić! :)))) A nasza bogobojna prawica nadal pierdoli o moralności, rodzinie, tradycji i wartościach chrześcijańskich. Jeszcze trochę i do hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna” trzeba będzie dopisać „alfons i kurwy”, a na patriotycznych uroczystościach zamiast hymnu puszczać cennik usług hotelowych!
Kiedy z drugim autorem pisaliśmy „Układ Milczenia”, opisaliśmy polityczne szambo, handel kobietami i cynicznych skurwysynów. Zarzucano nam, że przesadziliśmy, przedstawiając prawicowe środowiska jako zbiorowisko moralnych degeneratów.
NO JASNE, KURWA, ŻE ŹLE ICH OPISALIŚMY! BO ZA SŁABO!
BO W POLSCE, KURWA, FIKCJA CORAZ CZĘŚCIEJ MUSI GONIĆ RZECZYWISTOŚĆ, A BOGOBOJNI MORALIŚCI POWINNI NAJPIERW SPRAWDZIĆ, CZY SAMI MAJĄ ZAPIĘTE ROZPORKI!
Link do książki poniżej.
empik.com/uklad-milczenia-ka…
WĘGIERSKA KASA, POLSCY PATRIOCI I KONTRWYWIAD Z RĘKĄ W NOCNIKU! KURWA, CZY KTOŚ TU JESZCZE MYŚLI?!
Wiecie, jakie z tego płyną zagrożenia kontrwywiadowcze? No powiedzcie, kurwa, że wiecie! Bo jak patrzę na tę polsko-węgierską współpracę, to zastanawiam się, czy w naszym kraju ktokolwiek jeszcze odróżnia działalność naukową od budowania zagranicznej sieci wpływów.
Według informacji krążących w mediach społecznościowych polscy prawnicy, sędziowie i politycy mieli otrzymać z węgierskiej Central European Academy łącznie prawie 3,8 miliona złotych. Wśród wymienianych nazwisk Czarnek, Piebiak, Muszyński, Wielec i inni. Sama współpraca jest udokumentowana, choć podane kwoty wymagają potwierdzenia. I żeby było jasne, nie twierdzę, że ci ludzie są szpiegami. Ale, kurwa, od tego właśnie jest kontrwywiad, żeby sprawdzać zagrożenia, zanim ktoś wyniesie dokumenty, a nie urządzać konferencję prasową, kiedy mleko już się rozlało!
Bo obcy wywiad, drodzy państwo, nie zawsze zaczyna od propozycji zdrady ojczyzny. Czasami zaczyna od sympatycznego profesora, zaproszenia na konferencję, dobrze płatnego wykładu, wspólnych badań i kolacji w eleganckiej restauracji. Potem przychodzą kolejne propozycje, znajomości, pieniądze i przysługi. Nikt nie musi nikogo werbować w ciemnej bramie. Wystarczy zbudować zależności, poznać ambicje, słabości, poglądy, potrzeby finansowe i możliwości wpływania na decyzje państwa.
I tu, kurwa, zaczyna się właściwy problem! Bo jeżeli zagraniczny ośrodek finansuje ludzi mających wpływ na polskie ustawodawstwo, wymiar sprawiedliwości i politykę, to kontrwywiad powinien ustalić, kto faktycznie za tym stoi, jakie są źródła pieniędzy, czego oczekuje finansujący i czy za wynagrodzeniem nie idą określone zobowiązania. Czy ktoś próbował wpływać na projekty ustaw? Czy uzyskiwał informacje niedostępne publicznie? Czy budowano środowisko gotowe w przyszłości realizować interesy polityczne Budapesztu?
A teraz najlepsze! Orbán od lat utrzymuje bliskie relacje z Moskwą. I naprawdę nie trzeba być Napoleonem kontrwywiadu, żeby zadać pytanie, czy rosyjskie służby mogłyby próbować wykorzystywać węgierskie kontakty do rozpoznawania polskich elit. Nie oznacza to, że tak się działo. Oznacza, że taki kierunek zagrożenia należy sprawdzić! Bo jeśli ktoś uważa, że służby państwa należącego do NATO nie mogą prowadzić działalności wywiadowczej przeciwko innemu sojusznikowi, to niech, kurwa, wraca do oglądania bajek.
Najbardziej rozbraja mnie jednak ta cała patriotyczna otoczka. Suwerenność, niepodległość, Polska wstająca z kolan, obrona przed zagranicznymi wpływami! A kiedy pojawiają się informacje o pieniądzach z Budapesztu, nagle okazuje się, że międzynarodowa współpraca jest piękną rzeczą. Jeszcze chwila i dowiemy się, że zagraniczny przelew to najwyższa forma polskiego patriotyzmu!
Dlatego pytam publicznie: czy ABW przeprowadziła rozpoznanie kontrwywiadowcze tej sieci? Czy sprawdzono przepływy finansowe, charakter umów, rzeczywiste świadczenia, powiązania organizacyjne i ewentualne konflikty interesów? Czy porównano otrzymywane wynagrodzenia z oświadczeniami majątkowymi tam, gdzie istnieje obowiązek ich składania? I wreszcie, czy oceniono możliwość oddziaływania tej sieci na bezpieczeństwo państwa?
Jako były oficer wojskowych służb specjalnych powiem jedno: zagrożenie kontrwywiadowcze nie zaczyna się w momencie udowodnienia zdrady. Ono zaczyna się wtedy, kiedy obcy ośrodek uzyskuje możliwość budowania zależności i wpływania na osoby uczestniczące w podejmowaniu decyzji państwowych. A pieniądze, kontakty i ambicje są do tego znakomitymi narzędziami.
Niech więc zainteresowani wyjaśnią, za co dokładnie otrzymywali wynagrodzenia, a właściwe służby sprawdzą, czy za naukową fasadą nie kryło się coś więcej. Uczciwi nie powinni mieć z tym problemu.
Bo, kurwa, suwerenności nie traci się wyłącznie wtedy, gdy przez granicę wjeżdżają obce czołgi. Czasami wystarczy, że przez granicę regularnie przychodzą przelewy, a razem z nimi oczekiwania.
I na koniec pytanie do naszych patriotycznych obrońców niepodległości: gdyby takie pieniądze płynęły z Berlina albo Brukseli do polityków Tuska, to już mielibyśmy zdradę narodową, niemiecką agenturę i komisję śledczą? A z Budapesztu to tylko, kurwa, działalność naukowa?
No to gratuluję. Polska suwerenność najwyraźniej też ma swój cennik. Tylko nikt nie powiedział obywatelom, kto go ustala!
Grupa Wagnera miała wkroczyć na terytorium Polski.
Mnie natomiast najbardziej interesuje coś innego. Co konkretnie zamierzał zrobić Prigożyn i w jaki sposób chciał przeprowadzić tę operację? Czy była to zwykła przechwałka bandyty, element rosyjskiej wojny psychologicznej, czy rzeczywisty zamiar poparty przygotowaniami? Kto miał wydać zgodę? Kto uczestniczył w rozmowach? Czy powstały jakiekolwiek plany i czy po śmierci Prigożyna trafiły do innych rosyjskich struktur? To są, kurwa, pytania, na które odpowiedzi powinien szukać nasz wywiad wojskowy. Kontrwywiad powinien natomiast ustalać, czy w związku z tym zamiarem prowadzono rozpoznanie polskich jednostek, infrastruktury i zabezpieczeń. Osobiście skoncentrowałbym szczególną uwagę obu służb na Przesmyku Suwalskim, nie zaniedbując pozostałych kierunków zagrożenia. Bo skoro Rosjanie rozważali taki wariant trzy lata temu, to warto wiedzieć, czy nadal figuruje on w ich planowaniu. I nie interesują mnie kolejne konferencje, sympozja ani eksperci z wypielęgnowanymi dupami przyklejonymi do foteli. Interesują mnie wyniki pracy operacyjnej, rozpoznanie zamiarów przeciwnika i zdolność uprzedzania zagrożeń. Bo wywiad, kurwa, jest od zdobywania informacji, zanim coś się wydarzy, a nie od czytania gazet po fakcie i kiwania głową, że rzeczywiście sytuacja jest poważna. Samo się przecież nie zrobi! A skoro ruscy to planowali to raczej im to dalej po głowie chodzi...
Jak pisałem o tym 2 lata temu, to eksperci się śmiali... Teraz wychodzi. A wy dalej nie rozumiecie mentalności ruskiej.... Grupa Wagnera miała wkroczyć na terytorium Polski? Ujawniono szczegóły tajnej operacji
msn.com/pl-pl/wiadomosci/oth…
CZYM SIĘ RÓŻNI BMW OD GLOCKA? KURWA, JEDNYM I DRUGIM MOŻNA ZABIĆ, NATOMIAST POLITYCY WIDZĄ TYLKO JEDNO ZAGROŻENIE!
Co 5 lat, mając broń do ochrony osobistej, grzecznie zapierdalam do psychiatry, psychologa i okulisty. A kierowca Ferrari osiągającego 330 km/h? Kategoria B, bez rutynowego psychologa! Może kocha sylwetkę auta, a może ma mózg na urlopie i chce być Kubicą na A1.
Ferrari niech kupuje każdy, kto ma kasę i mam to w dupie! Ale państwo powinno sprawdzić, czy za kierownicą nie siedzi idiota! Po kolizji, gdy ustalono jazdę ponad 200 km/h, automatycznie kierować delikwenta na badania psychologiczne i psychiatryczne! Niektórzy robią wyścigówkę z kombi, gdy żona z dziećmi wysiądzie. „Teraz wam, kurwa, pokażę!”
Za umyślne zabicie trzech osób jednym czynem z pistoletu grozi od 15 lat do dożywocia. Na A1 zginęła rodzina, a winowajca dostał nieprawomocnie 8 lat. To maksimum za przypisany mu wypadek. Wiem, prawo odróżnia zamiar od nieumyślności. Ale przy 300 km/h naprawdę nie przewiduje się śmierci? To co taki idiota ma pod kopułą? Zdechłego muzgojada?
Nie chcę ulg dla posiadaczy broni. Chcę badań co 5 lat dla kierowców aut zdolnych przekraczać 300 km/h.
ZRYTE BERETY, A NIE MOHEROWE
Pod Trybunałem emerytom marznie dupa, a politycy PiS grzeją dupę w ciepłych domach. Czasem któryś wyskoczy z limuzyny, strzeli selfie z wiernym elektoratem, uściśnie grabę, pomacha do kamery i spierdala do ciepłego auta, zanim mu tyłek przymarznie do garnituru.
Emeryt zostaje na mrozie bronić prezesa, któremu dawno odjechał pociąg razem z peronem. W przerwie może jeszcze wpłacić parę złotych na Republikę. BLIKA od blinów nie odróżni, ale numer konta jakoś znajdzie.
Kiedyś stali w kolejkach po papier toaletowy. Dziś stoją pod Trybunałem i jeszcze płacą za transmisję własnego marznięcia.
Uczcie się, tak wygląda dobrze przeprowadzona indoktrynacja! Tylko teraz nazywa się to patriotyzmem, a rachunek płaci emeryt.
PANIE TUSK, ZMIEŃ PAN DORADCÓW! KWADRATOWA ŚWINIA Z MINECRAFTA TO TYLKO ŚWINIA!
Wiem temat stary, bo minął tydzień, ale problem nie zniknie. Więc Panie Tusk, ostrzeganie przed radykalizacją młodzieży jest potrzebne, ale wyciąganie Minecrafta w rozmowie o przemocy to komunikacyjny strzał w kolano! Rodzice pomyślą, że winna jest gra, a nastolatki zrobią z tego mema i polewkę ze starego boomera. Zmień pan doradców na bardziej połapanych.
Można mieć rację i kompletnie spierdolić przekaz!
Problemem nie są kwadratowe świnie, lecz ludzie, którzy przez czaty, Discorda i zamknięte grupy zdobywają zaufanie dzieciaków i próbują nimi manipulować. W czasach wojny hybrydowej ostrzeżenia premiera muszą trafiać do młodych, nie stawać się kabaretem. Bo gdy zagrożenie będzie prawdziwe, mogą już nie słuchać.
PREZYDENT ZAWETOWAŁ USTAWĘ O WYKONYWANIU WYROKÓW EUROPEJSKIEGO TRYBUNAŁU PRAW CZŁOWIEKA. I TO JEST, KURWA, DRAMAT!
Bo mam coraz silniejsze wrażenie, że niektórym marzy się władza absolutna.
ABSOLUTNIE!
Tyle że moim zdaniem niektórym absolutnie potrzebna jest konsultacja psychiatryczna, bo ich wyobrażenie o sprawowaniu władzy zaczyna przypominać mokry sen dyktatora, któremu ktoś nieopatrznie wmówił, że demokracja polega na tym, iż raz wybrany może już robić, co mu się żywnie podoba.
Wyobraźcie sobie taką sytuację. W Polsce władzę przejmuje partia, która wyprowadza nas z Unii Europejskiej. Ale na tym nie kończy. Idzie dalej, wypowiada Europejską Konwencję Praw Człowieka i zaczyna urządzać państwo według własnego widzimisię. Nowe ustawy, nowe zasady, nowe sądy, a obywatel ma siedzieć cicho, płacić podatki i nie podskakiwać. Bo przecież władza wie lepiej, co dla niego dobre. Nawet wtedy, kiedy właśnie robi mu z życia piekło.
Pewnego dnia trafiasz przed sąd. Masz rację, ale przegrywasz. Odwołujesz się, walczysz latami, aż wyczerpiesz wszystkie możliwości w kraju. A jeśli wcześniej władza pozbawiła cię również ochrony wynikającej z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, to gdzie, kurwa, masz jeszcze szukać sprawiedliwości? U Pana Boga? Bo na ziemi wszystkie drzwi już zamknięte, a klucze trzymają ci sami ludzie, którzy cię urządzili.
I właśnie dlatego wczorajsze weto prezydenta Nawrockiego tak mnie wkurwia.
Demokracja, do cholery, nie polega na tym, że raz na cztery lata wybieramy sobie pana i władcę, któremu później możemy co najwyżej bić brawo albo pocałować go w dupę. Demokracja polega również na tym, że obywatel może powiedzieć państwu: NIE MACIE RACJI! I ma gdzie dochodzić swoich praw.
Niektórym najwyraźniej marzy się państwo, w którym władza ma zawsze rację a to nazywa się dyktaturą. I jakoś, kurwa, nie przypominam sobie, żeby ludzie masowo uciekali do niej w poszukiwaniu sprawiedliwości.
Dzisiaj możecie takiej władzy klaskać nawet uszami, jutro możecie stanąć przed jej sądem. Bo dyktatura ma tę paskudną właściwość, że wcześniej czy później zaczyna wpierdalać również własnych wielbicieli.
A wtedy, kurwa, może się okazać, że jedyną instancją odwoławczą pozostał wam Sąd Ostateczny. Tylko na termin rozprawy trzeba będzie trochę poczekać. No, chyba że nowy pan i władca postanowi wam to oczekiwanie skrócić, wprowadzając karę śmierci. Wtedy nawet osobiste spotkanie ze Stwórcą będzie można załatwić w trybie przyspieszonym.
WŁADZA ABSOLUTNA? ABSOLUTNIE NIE. ABSOLUTNIE TO NIEKTÓRYM PRZYDAŁABY SIĘ KONSULTACJA PSYCHIATRYCZNA.
PREZYDENT DEBATUJE O DOSTĘPIE DO BRONI. A MOŻE, KURWA, O OBRONIE KONIECZNEJ?!
Bandyta rozpierdala zamki w twoich drzwiach. W domu śpią żona i dzieci. Nie wiesz, czy ma nóż, czy jest sam, czy przyszedł kraść, czy zabijać. Adrenalina wywala sufit razem ze strychem. Walczysz o życie.
A po wszystkim pan prokurator z kawką liczy ciosy: dlaczego siedem, a nie trzy? Może należało grzecznie trafić w nogę?
Kilka razy walczyłem o życie na misjach. Nie liczysz wtedy ciosów ani sekund. Nawet wyszkolony żołnierz czy policjant nie jest robotem. Policjantów z Antoninka oskarżono po gwałtownej interwencji. Przez lata musieli tłumaczyć się ze strzałów.
Mój postulat: MINIMUM 5 LAT WIĘZIENIA za siłowe wtargnięcie do zamieszkanego domu w celu popełnienia przestępstwa. I ani złotówki odszkodowania dla agresora za obrażenia odniesione przy odpieraniu jego napaści.
Nikt mu, kurwa, nie kazał wyważać drzwi. ON WYBRAŁ PRZEMOC. DOMOWNIK CHCE PRZEŻYĆ.
KAFIR
DEMOKRACJA JEST DLA LUDZI MĄDRYCH. A CO, JEŚLI WIĘKSZOŚĆ WYBORCÓW TO IDIOCI?
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że ELITARYZM jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż demokracja. Wiem, zaraz podniesie się wrzask, że faszyzm, dyktatura i zamach na świętą wolę narodu. Tylko że demokracja ma jedną zasadniczą wadę. Głos człowieka, który przez trzydzieści lat prowadził przedsiębiorstwo, zatrudniał ludzi, płacił podatki i zna się na ekonomii, waży dokładnie tyle samo co głos idioty, który nie potrafi obliczyć procentów, ale doskonale wie, kto powinien rządzić państwem.
I żeby było jasne, nie chodzi mi wyłącznie o przedsiębiorców, ludzi bogatych czy posiadaczy dyplomów wyższych uczelni. Chodzi również o zwykłych, ciężko pracujących ludzi, którzy czytają książki, interesują się światem, zdobywają wiedzę, rozwijają swoje umiejętności i potrafią samodzielnie myśleć. O robotnika, który po pracy sięga po wiedzę, mechanika, który stale uczy się nowych technologii, pielęgniarkę, nauczyciela czy rolnika, który rozumie ekonomię lepiej niż niejeden poseł z trzema fakultetami. Bo elitarność nie polega na grubości portfela ani liczbie literek przed nazwiskiem, tylko na tym, co człowiek ma w głowie i czy potrafi z tego korzystać.
Można mieć doktorat i być kompletnym idiotą. Można skończyć zawodówkę i mieć więcej wiedzy, rozsądku oraz życiowej mądrości niż połowa parlamentu razem wzięta. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek, który przez całe życie nie przeczytał nawet instrukcji obsługi pralki, jest święcie przekonany, że doskonale wie, jak należy zarządzać niemal czterdziestomilionowym państwem. A jeszcze większy, kiedy milion podobnych geniuszy wybiera spośród siebie największego krzykacza i robi z niego męża stanu.
Bo demokracja nie wymaga od wyborcy ani wiedzy, ani rozumu, ani nawet elementarnej umiejętności odróżniania faktów od politycznego pierdolenia. Wystarczy dowód osobisty i umiejętność postawienia krzyżyka. I właśnie dlatego czasami zastanawiam się, czy największym problemem demokracji są naprawdę politycy, czy jednak ci, którzy ich wybierają.
Niektórzy jeszcze wczoraj zapierdalali po promocjach w Lidlu i Biedronce, sprawdzali ceny żywca w skupie, a ich największym osiągnięciem ekonomicznym było kupienie schabu o trzy złote taniej. Dzisiaj z miną profesorów ekonomii rozstrzygają, kto powinien zarządzać finansami państwa. Jeden nie rozumie, czym jest inflacja, drugi uważa, że budżet państwa to wielka skarbonka, a trzeci jest przekonany, że skoro rząd rozdaje pieniądze, to znaczy, że ma ich w chuj dużo. Skąd? A kogo to obchodzi! Ważne, że daje. Kurwa, Akademia Nauk Ekonomicznych w Biedronce, wydział promocji, przecen i darmowych reklamówek.
I żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie ma nic złego w oszczędzaniu na zakupach czy sprawdzaniu cen skupu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś uważa, że umiejętność znalezienia tańszej kiełbasy daje mu kompetencje do oceny polityki monetarnej, energetycznej i budżetowej państwa. A kiedy próbujesz mu coś wytłumaczyć, słyszysz, że jesteś lewakiem, zdrajcą, agentem albo innym chujem, bo przecież jego ulubiony polityk powiedział w internecie coś zupełnie innego.
Do polityki ciągną tymczasem całe tabuny cwaniaków i nieudaczników, często absolwentów kierunków humanistycznych, którzy na wolnym rynku nie mają wiele do zaoferowania. Żeby nie było, sam dyplom humanisty nikogo nie dyskwalifikuje. Dyskwalifikuje pustka pod czaszką połączona z przekonaniem o własnym geniuszu. Taki zawodowy działacz, który nigdy nie stworzył miejsca pracy, nie prowadził firmy, nie zarządzał większym budżetem ani nie odpowiadał własnym majątkiem za podejmowane decyzje, nagle zostaje ministrem i decyduje o miliardach złotych. W normalnym przedsiębiorstwie nie powierzono by mu nawet zamówienia papieru toaletowego, bo jeszcze kupiłby trzy wagony za cenę pięciu. Ale w polityce? Proszę bardzo, panie ministrze, oto pańska limuzyna, gabinet i kilkanaście miliardów do przepierdolenia.
Zabawni a zarazem niebezpieczni są jednak ci, którzy budują partie prawicowe, powołują się na Boga, tradycję, rodzinę i wartości narodowe, a jednocześnie marzą o silnej władzy, najlepiej takiej, której nikt nie będzie kontrolował. Oczywiście pod warunkiem, że to oni będą trzymali naród za mordę. Bo kiedy władzę ma przeciwnik, to dyktatura, ale kiedy mają ją oni, to już narodowe odrodzenie. Kurwa, jakie to proste! Wystarczy przykleić orła, postawić krzyż, odśpiewać hymn, pocałować biskupa w pierścień i nawet największy debil może uchodzić za męża stanu. Ekonomia? Niepotrzebna. Wiedza? Przeszkadza. Kompetencje? Lewacki wymysł. Najważniejsze, żeby klęczał w odpowiednim kościele i darł mordę, że kocha Polskę.
I teraz mam do was jedno pytanie. Takie zwyczajne, z życia wzięte, żebyście nie musieli kończyć ekonomii na Harvardzie, żeby je zrozumieć.
Kiedy wasz dzieciak przyniesie ze szkoły pałę z matematyki, to co robicie? Wysyłacie go do kościoła, żeby pomodlił się o lepszą ocenę, czy każecie mu zapierdalać przy książkach, aż nauczy się ułamków, procentów i równań?
Bo ja zaczynam mieć poważne wątpliwości. Może naprawdę wierzycie, że wystarczy odmówić trzy zdrowaśki, a tabliczka mnożenia sama wejdzie do łba? Może zamiast korepetycji lepiej kupić świeczkę, a zamiast podręcznika różaniec? Dzieciak nie umie rozwiązać równania? Niech się pomodli. Nie zna geografii? Niech pójdzie na pielgrzymkę. Nie rozumie fizyki? Niech poprosi o cud, najlepiej taki, żeby jabłko zamiast spadać z drzewa, spierdalało z powrotem na gałąź, bo Newton najwyraźniej był lewakiem.
Tylko że jakoś nie słyszałem, żebyście własnym dzieciom pozwalali zastępować naukę modlitwą. Kiedy przychodzą złe oceny, nagle przypominacie sobie, że wiedzę zdobywa się pracą, a nie klęczeniem. Nagle wymagacie kompetencji, odpowiedzialności i wyników. Kupujecie podręczniki, organizujecie korepetycje, pilnujecie odrabiania lekcji, bo doskonale rozumiecie, że bez wiedzy dzieciak daleko nie zajedzie. Ale kiedy idziecie wybierać ludzi, którzy mają zarządzać państwem, wszystkie te wymagania możecie sobie wsadzić w dupę. Wystarczy, że kandydat pomacha krzyżem, pocałuje flagę i obieca, że Polska wstanie z kolan po raz setny.
**Kurwa, własnego dziecka nie puścicie do następnej klasy bez zdanej matematyki, ale do Sejmu jesteście gotowi wysłać przygłupa, który na pytanie o deficyt budżetowy odpowie, że po pierwsze on nie jest żaden Ficyt a najważniejsza jest obrona chrześcijańskich wartości.**
A przecież zarządzanie państwem to nie prowadzenie procesji. Tu trzeba liczyć, przewidywać, analizować i podejmować decyzje, których skutki odczują miliony ludzi. Modlitwą nie spłaci się długu publicznego, różańcem nie obniży inflacji, a patriotycznym darciem mordy nie wybuduje elektrowni. Gdyby od samej religijności rosło PKB, Watykan byłby największą potęgą przemysłową świata, a polskie sanktuaria produkowałyby chipy, a nie Tajwan. O dziwo tam chrześcijan jak na lekarstwo. Tymczasem cuda gospodarcze jakoś częściej zdarzają się tam, gdzie ludzie inwestują w naukę, technologię i kompetencje, zamiast liczyć na nadprzyrodzoną interwencję w sprawie cen energii.
Zróbcie więc prosty eksperyment. Dajcie swojemu dziesięcioletniemu dziecku portfel, dostęp do konta i pełną władzę nad domowym budżetem. Niech robi zakupy, opłaca rachunki, planuje wydatki i decyduje, ile możecie wydać, a ile musicie odłożyć. Oczywiście bez waszej kontroli, bo przecież ograniczalibyście jego demokratycznie przyznaną władzę.
Zobaczymy, po ilu tygodniach będziecie żreć suchy makaron, siedząc przy świeczkach, bo zabrakło na prąd. Za to dzieciak może wam obiecać, że od przyszłego miesiąca wszyscy dostaniecie po pięć tysięcy kieszonkowego, darmowe wakacje i nowe telefony. Skąd weźmie pieniądze? A chuj wie! Najwyżej pożyczy od sąsiada, a spłatą niech się martwi następne pokolenie. Kiedy zabraknie pieniędzy, zwoła konferencję prasową w kuchni, oskarży rodziców o sabotaż i ogłosi wielki sukces programu „Rodzina na swoim, rachunki na cudzym”.
Brzmi znajomo?
I właśnie na tym polega problem. Własnemu dziecku nie pozwolicie zarządzać domowym budżetem, dopóki nie nauczy się liczyć, ale jakiemuś politycznemu debilowi bez wiedzy ekonomicznej powierzacie miliardy złotych z waszych podatków. Co więcej, kiedy ten debil doprowadzi finanse do ruiny, zamiast go wyjebać, wybieracie go ponownie, bo obiecał wam kolejne pieniądze, których nie ma. A kiedy ktoś próbuje wam wyjaśnić, że państwo nie ma własnych pieniędzy, tylko gospodaruje pieniędzmi obywateli i zaciąga zobowiązania, zaczynacie wrzeszczeć, że nie kocha Polski.
Tragedią nie jest nawet to, że politycy kłamią. Oni kłamali, kłamią i będą kłamać, bo odkryli, że na ludzkiej głupocie można zbudować całkiem wygodną karierę. Największą tragedią jest to, że ludzie coraz częściej nie chcą wiedzieć. Nie chcą czytać, sprawdzać, analizować ani myśleć. Chcą mieć rację, najlepiej podaną w trzydziestosekundowym filmiku przez jakiegoś politycznego pajaca, który krzyczy tak głośno, że zagłusza nawet własną niewiedzę.
„A potem jeszcze klękacie w kościele i modlicie się, żeby Polska była bogata, silna i bezpieczna.”
Może zamiast kolejnego cudu przydałoby się wreszcie trochę rozumu? Bo Bóg, zakładając, że istnieje, chyba nie po to dał wam mózgi, żebyście używali ich wyłącznie do zapamiętywania promek w markecie.
I na koniec mam jeszcze jedno pytanie. Skoro od własnego dziecka wymagacie nauki, zanim dostanie dobrą ocenę, to dlaczego od polityka nie wymagacie wiedzy, zanim dacie mu władzę?
Bo jeżeli odpowiedzią jest to, że chodzi do kościoła, kocha ojczyznę i ładnie śpiewa hymn, to równie dobrze możecie zatrudnić organistę na prezesa Narodowego Banku Polskiego. Przynajmniej będzie wiedział, na jakich klawiszach grać, chociaż z inflacją poradzi sobie raczej chujowo.
A teraz możecie mnie wyzywać od wrogów demokracji. Tylko zanim zaczniecie, sprawdźcie, ile wynosi siedem procent z 460 bo tylu jest posłów ale mądrych maks 7 procent. Tylko bez kalkulatora ale możecie się pomodlić może suma się objawi, przecież wierzycie w cuda 😉
Więc jeśli nie potraficie policzyć własnych pieniędzy, to może przynajmniej zastanówcie się, dlaczego tak ochoczo powierzacie je ludziom, którzy potrafią tylko liczyć na waszą głupotę.
CZY TRUMP PRZED WYBORAMI POŁÓWKOWYMI ZROBI STRIPTIZ, BY RATOWAĆ WŁASNĄ DUPĘ?
NIE ZDZIWIŁBYM SIĘ.
Trump chce taniego diesla, żeby wejść w dupę własnym wyborcom przed połówkowymi w listopadzie. Problem w tym, że Ukraina wali w rosyjskie rafinerie. Więc USA grożą jej ograniczeniem danych wywiadowczych, choć Putin dalej napierdala rakietami w ukraińskie miasta. A Trump? Rżnie gołąbka pokoju i marzy o Noblu. No kurwa, wręczcie mu go przy dystrybutorze, najlepiej z kartą rabatową! Tylko zmieńcie nazwę na NAGRODA JOBLA ;)
DISCORD. RODZICE, ZAJRZYJCIE DZIECIOM DO KOMPUTERÓW. KOPARA WAM, KURWA, OPADNIE!
Drodzy rodzice, zamiast po raz kolejny zwalać wszystko na nauczycieli, szkołę, państwo i cały ten spierdolony świat, zainteresujcie się wreszcie tym, co wasze dzieci robią w internecie. Zajrzyjcie od czasu do czasu w historię komputera, sprawdźcie, na jakich platformach przesiadują, z kim rozmawiają i do jakich grup należą. Gwarantuję, że niejednemu z was kopara opadnie do samej ziemi.
DISCORD. Zapamiętajcie tę nazwę. Dla tych, którzy nie kojarzą, to platforma do komunikacji, wspólnego grania i tworzenia własnych społeczności. Są tam serwery, zamknięte grupy, prywatne kanały i rozmowy, do których przypadkowy człowiek nie ma dostępu. Korzystają z tego również dwunastolatki, choć formalnie nie powinny jeszcze mieć tam kont.
I teraz robi się, kurwa, ciekawie. Docierają do mnie informacje o zamkniętych grupach, w których dzieciaki mogą być poddawane indoktrynacji. Nie wiem jeszcze, jaka jest skala tego zjawiska w Polsce, ale sam mechanizm jest doskonale znany. Najpierw wspólne granie, żarciki, filmiki, trochę prowokacji. Potem coraz mocniejsze treści, oswajanie z przemocą, nienawiścią i wmawianie dzieciakowi, że należy do jakiejś wyjątkowej grupy, której reszta świata nie rozumie.
I kiedy usłyszycie, jak wasz nastolatek opowiada dowcip o komorach gazowych, Żydach, mordowaniu ludzi albo inne podobne gówno, to zamiast machnąć ręką i powiedzieć, że młodzież ma teraz takie poczucie humoru, zastanówcie się, kurwa, skąd on to wziął. Od kolegi? Ze szkoły? A może z internetu? A jeśli od kolegi, to skąd ten kolega to usłyszał? I tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Bo może się okazać, że źródłem jest kolega kolegi, którego nikt nigdy na oczy nie widział. Jakiś użytkownik zamkniętej grupy na Discordzie, o którym nikt nic nie wie. Nie wiadomo, ile ma lat, kim jest, gdzie mieszka ani jakie ma zamiary. Ale wszyscy traktują go jak swojego, słuchają, co mówi, udostępniają mu ekrany komputerów i wpuszczają do swojego cyfrowego świata. Tylko wam, kurwa, własnym rodzicom, tego ekranu nie pokażą! I naprawdę nie zastanawia was, dlaczego obcy człowiek w internecie może wiedzieć o waszym dziecku więcej niż wy sami?
A dzieci są chłonne jak gąbki. Szczególnie te, które szukają akceptacji, uznania i swojego miejsca w grupie. Wystarczy odpowiednio cierpliwy skurwysyn po drugiej stronie monitora, żeby zacząć im urządzać światopogląd według własnego pomysłu. I wcale nie musi to być rówieśnik. Może to być dorosły człowiek, który doskonale wie, jak manipulować małolatem.
I wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej przerażające? Że rodzice często mają o tym gówniane pojęcie. Dzieciak siedzi w pokoju, nie włóczy się po ulicach, nie pije, nie pali, więc wszystko jest zajebiście. Tymczasem może od miesięcy przebywać w internetowym środowisku, w którym ktoś systematycznie pierze mu mózg.
A potem, kiedy dochodzi do tragedii, zaczyna się narodowe szukanie winnych. Gdzie byli nauczyciele? Gdzie była szkoła? Gdzie policja? Gdzie państwo? No kurwa, a gdzie byli rodzice? Kto ostatnio zainteresował się nie ocenami z matematyki, ale tym, z kim dzieciak spędza codziennie po pięć godzin przed monitorem? Mamusia marzy, że synek zostanie lekarzem, tatuś widzi w nim przyszłego inżyniera, a tymczasem może się okazać, że wcześniej zostanie mordercą. I nie będzie już miało znaczenia, że miał świadectwo z czerwonym paskiem.
Nie twierdzę, że każdy Discord to wylęgarnia psychopatów. Większość młodych ludzi po prostu tam gra i rozmawia. Ale zamknięte społeczności mogą być również doskonałym miejscem dla manipulatorów, radykałów i zwykłych zwyrodnialców.
Nie chodzi o robienie dzieciakom rewizji osobistej i traktowanie ich jak podejrzanych. Chodzi o zainteresowanie, rozmowę i zwykłą rodzicielską czujność. Historia przeglądarki nie pokaże wszystkiego, dlatego warto również wiedzieć, z jakich aplikacji i serwerów dziecko korzysta.
I jeszcze jedno. Przestańcie zakładać, że skoro wasze dziecko jest inteligentne, dobrze się uczy i pochodzi z porządnego domu, to nikt nie zrobi mu wody z mózgu. Inteligencja nie daje odporności na manipulację, a internetowy skurwysyn nie pyta o świadectwo szkolne, zanim zabierze się do roboty.
Zwracam wam na to uwagę jako były oficer służb specjalnych. Manipulacja nie zaczyna się od rozkazu. Zaczyna się od zdobycia zaufania.
Więc zanim znowu zaczniecie rozliczać nauczycieli i cały świat z wychowania waszych dzieci, zainteresujcie się, kto naprawdę ma na nie wpływ. Bo może się okazać, że od dawna wychowuje je ktoś zupełnie obcy, a wy nawet nie wiecie, jak ma, kurwa, na imię.
















