Przeanalizowałem raporty MI5, ASIO i Europolu o radykalizacji młodych ludzi.
Wniosek: opisujemy dziś zagrożenia językiem sprzed 10 lat.
Oto kilka rzeczy, które realnie się zmieniły (i o których w Polsce warto rozmawiać): 🧵
Spór o to czy napastnik był prawicowy i lewicowy jest pusty i jałowy. Nie wiem o nim nic co kilka stop klatek z jego social mediów i wypowiedzi losowych ludzi. To nie daje ŻADNEJ podstawy do stworzenia profilu psychologicznego ani nie upoważnia do tworzenia opowieści o nim, choć jedno i drugie to mechanizmy świata informacji i jedyne co można robić to nie ulegać nadawcom.
Ten człowiek mógł mieć deficyty wynikające z czystej biologii, żyć w dysfunkcji rodzinnej, mieć problemy osobowościowe, być w kryzysie zdrowia psychicznego. Biorąc pod uwagę współczesne media, platformizację, algorytmy, pop kulturę nowych mediów, edgy memy, dostęp do przemocy w sieci, treści radykalne, fandomy, grupki, trendy kulturowe to wszystko mogło mocno na mieszać w głowie. Rezultat tego mieszania może być losowy. Całkowicie NIEINTUICYJNY. Amplifikowany przez algorytmy i innych ludzi.
Rzucanie wzajemnych oskarżeń o afiliacje polityczne jest nieodpowiedzialne, skrajnie nieodpowiedzialne. Szczególnie gdy mierzymy się z bardzo dużymi wyzwaniami społecznymi na meta poziomie: kryzys zaufania, samotność, algorytmizacja, zrujnowane relacje społeczne, poturbowane instytucje, presję ekonomiczną itp.
Puenty na to nie mam. Może kilka innych tekstów, w których po swojemu próbuję opisać swoje obserwacje i zjawiska kształtujące nasze otoczenie i postawy ludzi.
Wydarzenia z Krakowa oraz z polskich szkół to objawy nowych zjawisk wynikających ze zmian sposobu w jaki radykalizują się młodzi ludzie.
Spór o to czy napastnik był prawicowy i lewicowy jest pusty i jałowy. Nie wiem o nim nic co kilka stop klatek z jego social mediów i wypowiedzi losowych ludzi. To nie daje ŻADNEJ podstawy do stworzenia profilu psychologicznego ani nie upoważnia do tworzenia opowieści o nim, choć jedno i drugie to mechanizmy świata informacji i jedyne co można robić to nie ulegać nadawcom.
Ten człowiek mógł mieć deficyty wynikające z czystej biologii, żyć w dysfunkcji rodzinnej, mieć problemy osobowościowe, być w kryzysie zdrowia psychicznego. Biorąc pod uwagę współczesne media, platformizację, algorytmy, pop kulturę nowych mediów, edgy memy, dostęp do przemocy w sieci, treści radykalne, fandomy, grupki, trendy kulturowe to wszystko mogło mocno na mieszać w głowie. Rezultat tego mieszania może być losowy. Całkowicie NIEINTUICYJNY. Amplifikowany przez algorytmy i innych ludzi.
Rzucanie wzajemnych oskarżeń o afiliacje polityczne jest nieodpowiedzialne, skrajnie nieodpowiedzialne. Szczególnie gdy mierzymy się z bardzo dużymi wyzwaniami społecznymi na meta poziomie: kryzys zaufania, samotność, algorytmizacja, zrujnowane relacje społeczne, poturbowane instytucje, presję ekonomiczną itp.
Puenty na to nie mam. Może kilka innych tekstów, w których po swojemu próbuję opisać swoje obserwacje i zjawiska kształtujące nasze otoczenie i postawy ludzi.
Spór o to czy napastnik był prawicowy i lewicowy jest pusty i jałowy. Nie wiem o nim nic co kilka stop klatek z jego social mediów i wypowiedzi losowych ludzi. To nie daje ŻADNEJ podstawy do stworzenia profilu psychologicznego ani nie upoważnia do tworzenia opowieści o nim, choć jedno i drugie to mechanizmy świata informacji i jedyne co można robić to nie ulegać nadawcom.
Ten człowiek mógł mieć deficyty wynikające z czystej biologii, żyć w dysfunkcji rodzinnej, mieć problemy osobowościowe, być w kryzysie zdrowia psychicznego. Biorąc pod uwagę współczesne media, platformizację, algorytmy, pop kulturę nowych mediów, edgy memy, dostęp do przemocy w sieci, treści radykalne, fandomy, grupki, trendy kulturowe to wszystko mogło mocno na mieszać w głowie. Rezultat tego mieszania może być losowy. Całkowicie NIEINTUICYJNY. Amplifikowany przez algorytmy i innych ludzi.
Rzucanie wzajemnych oskarżeń o afiliacje polityczne jest nieodpowiedzialne, skrajnie nieodpowiedzialne. Szczególnie gdy mierzymy się z bardzo dużymi wyzwaniami społecznymi na meta poziomie: kryzys zaufania, samotność, algorytmizacja, zrujnowane relacje społeczne, poturbowane instytucje, presję ekonomiczną itp.
Puenty na to nie mam. Może kilka innych tekstów, w których po swojemu próbuję opisać swoje obserwacje i zjawiska kształtujące nasze otoczenie i postawy ludzi.
Algorytmy - lustro czy maszyna do kształtowania człowieka?
Ludzie zadają sobie pytanie, czy algorytmy mediów społecznościowych tylko odbija nasze zainteresowania, czy raczej aktywnie kształtują to, kim się stajemy. W sieci krąży mem, w którym algorytm tłumaczy się użytkownikowi, że jest jedynie lustrem pokazującym to, co ten lubi. Taka narracja sugeruje neutralność systemu: użytkownik chce - system grzecznie dostarcza. Dla mnie to już brzmi oczywiście wysoce naiwnie.
Algorytmy nie są biernym zwierciadłem. To mechanizmy zaprojektowane po to, by jak najdłużej przykuwać naszą uwagę. Uczą się naszych reakcji, ale nie po to, by nas rozwijać, tylko po to, byśmy scrollowali dalej i dalej. Najlepiej działa oburzenie, zachwyt, lęk i gniew, więc to emocje, konflikty i skrajności dostają priorytet. Z czasem zaczynamy żyć w świecie podsuwanych nam treści, które tylko wzmacniają nasze nawyki, deformują obraz rzeczywistości i podsuwają nowe elementy tożsamości, które bierzemy za własne.
W tym sensie algorytm nie jest lustrem, lecz władcą naszej uwagi. Jeżeli ktoś zaczyna interesować się teorią spiskową czy skrajną ideologią, system natychmiast to wychwytuje i zasypuje go kolejnymi, często coraz radykalniejszymi materiałami. Nie po to, by go przekonać, ale po to, by go zatrzymać na dłużej lub zachęcić do interakcji. Powstaje soczewka, która wyostrza jedne elementy osobowości i zupełnie wygasza inne. Człowiek ma wrażenie, że sam wybiera, a tak naprawdę coraz częściej jest „prowadzony” przez mechanizm, którego nie widzi i nie rozumie.
Od prywatnej bańki do pękniętego społeczeństwa
Ten proces nie kończy się na pojedynczym użytkowniku. W skali milionów osób prowadzi do rozpadania się wspólnej przestrzeni informacyjnej. Algorytmy budują wokół nas bańki, w których widzimy głównie treści zgodne z naszymi poglądami i upodobaniami. W praktyce każdy z nas może dziś żyć w innej wersji rzeczywistości. To co wspólne szybko koroduje i rozpada się.
Jeszcze niedawno większość obywateli czerpała wyselekcjonowane przez człowieka informacje z kilku głównych mediów, co tworzyło pewien wspólny punkt odniesienia. Dziś mamy wrażenie, że zamiast kilku redakcji istnieją miliony prywatnych „dzienników” - tyle, ilu jest użytkowników mediów społecznościowych. Każdy ma swój informacyjny mikroświat, częściowo pokrywający się z innymi, ale jednak autonomiczny.
Na poziomie jednostki to bywa wygodne: dostajemy to, co lubimy, i to, co nas nie drażni. Algorytm działa jak uprzejmy dostawca przyjemności - podsuwa treści, które nas utwierdzają w światopoglądzie, a podważające go informacje odsuwa na margines. Skutkiem jest stopniowe odcinanie się od innych perspektyw i innych grup społecznych. Debata publiczna rozprasza się na dziesiątki równoległych dyskursów, z których każdy ma swoje fakty, swoje symbole i swoje emocje.
W takiej rzeczywistości coraz trudniej o poważną rozmowę. Długi, rzetelny tekst przegrywa z clickbaitowym nagłówkiem, a spokojna argumentacja - z agresywnym komentarzem. Dyskusja spłyca się do wymiany haseł, obelg i memów. Zaczyna wygrywać nie ten, kto lepiej argumentuje, ale ten, kto mocniej obrazi przeciwnika i zdobędzie więcej reakcji. To prosta droga do polaryzacji, brutalizacji języka polityki i zaniku wspólnego pola porozumienia. Wymarzony instrument dla tyranii.
Kto naprawdę rządzi informacją - obywatele czy algorytm?
Dla demokracji to nie jest drobny problem techniczny, lecz kwestia ustrojowa. Żeby demokracja działała, obywatele muszą dzielić chociaż minimalną wspólną rzeczywistość: orientować się w podobnych faktach i wartościach, rozumieć podstawowe spory, mieć dostęp do różnych argumentów i perspektyw. Tymczasem w erze algorytmów to nie obywatel świadomie wybiera, co czyta. To algorytm decyduje, co zobaczy obywatel, zanim ten w ogóle zdąży podjąć decyzję.
Platformy stały się nowymi liderami opinii. Selekcjonują dla nas tematy, ustalają hierarchię ważności, przesuwają jedne treści na wierzch, inne chowają w cień. W praktyce prywatne firmy technologiczne, kierujące się logiką zysku i maksymalizacji zaangażowania, uzyskały wpływ na kształt debaty publicznej większy niż większość tradycyjnych instytucji demokratycznych.
Zależność państwa i społeczeństwa od nieprzejrzystych algorytmów rodzi pytanie o suwerenność informacyjną. Jeżeli to obce, komercyjne systemy decydują, co dominuje w naszej info sferze, to kto w rzeczywistości formatuje zbiorową świadomość? W skrajnym ujęciu można mówić o miękkiej formie algorytmicznego autorytaryzmu: nikt niczego wprost nie zakazuje, ale selekcja, polaryzacja i amplifikacja treści powoli niszczą przestrzeń racjonalnej debaty.
Na tym tle szczególnie groźna jest podatność systemu na zewnętrzną manipulację. Bańki informacyjne można stosunkowo łatwo „zainfekować” propagandą, plotkami, teoriami spiskowymi czy skoordynowanymi kampaniami dezinformacji. Widzieliśmy już przykłady wykorzystywania danych i algorytmów do wpływania na wybory czy referenda. Tak przestrzeń nie tylko tworzy okazję do wypaczania jej, ale wprost zachęca do jej potajemnego przejęcia. Informacja staje się polem bitwy, a obywatel - celem precyzyjnego ostrzału. Jeżeli nie kontrolujemy tego, co widzimy i słyszymy, to w pewnym momencie przestajemy kontrolować również to, kim jesteśmy jako wspólnota.
Co można zrobić? Krótko o kierunkach działania
Nie mam złudzeń, że da się ten problem rozwiązać jednym prostym ruchem. Widzę jednak kilka podstawowych kierunków, o które warto się oprzeć - i traktuję je raczej jako ramę do działania niż gotową receptę.
Po pierwsze, edukacja i świadomość. Potrzebujemy obywateli, którzy rozumieją, że treści w ich telefonach są filtrowane i układane według określonej logiki. Już w szkołach i w edukacji dorosłych powinniśmy uczyć krytycznego podejścia do konsumpcji treści, rozpoznawania bańki informacyjnej i ograniczania cyfrowych nałogów. Chodzi o budowanie kultury świadomej uwagi - w której miejsce na dłuższy tekst, refleksję i własne myślenie nie jest luksusem, tylko normą. A dyskusja jest formą rozwiązywania sporu.
Po drugie, regulacje i przejrzystość. Instytucje publiczne muszą wymusić na największych platformach większą odpowiedzialność. Nie chodzi o cenzurę, ale o jasne zasady działania: audyty wpływu algorytmów na społeczeństwo, ograniczenia w mikro targetowaniu treści politycznych, możliwość wyboru nieprofilowanego, chronologicznego feedu, skuteczniejsze reagowanie na zorganizowaną dezinformację. Innymi słowy - wprowadzenie choćby minimalnych „przepisów ruchu drogowego” w świecie, który długo funkcjonował jak cyfrowy Dziki Zachód i coraz szybciej stacza się ku dystopii.
Po trzecie, własne kompetencje i technologie. Jeżeli całą naszą infrastrukturę informacyjną oprzemy na rozwiązaniach kilku wielkich, zagranicznych firm, będziemy skazani na ich interesy. Potrzebujemy rozwoju rodzimych narzędzi cyfrowych, przejrzystych algorytmów i choćby częściowej niezależności infrastrukturalnej - tak jak w przypadku energetyki czy obronności. Nie chodzi o budowanie od zera kopii globalnych platform, ale o dywersyfikację i odzyskanie choć odrobiny kontroli nad podstawowymi zasobami cyfrowymi. Państwo, narody muszą mieć zagwarantowane suwerenne narzędzia komunikacji i transferu informacji.
Na koniec: walka o umysł i przyszłość
Wszystko to sprowadza się do bardzo prostej, ale niewygodnej prawdy: stawką jest dziś nasz umysł. Razem z nim nasza samodzielność jako jednostki. Algorytmy mediów społecznościowych nie są niewinnym dodatkiem do życia, ale jednym z najważniejszych czynników kształtujących wyobraźnię obywateli, emocje społeczne i definicję normalności. Technologia dyktuje kulturę. Jeżeli pozostawimy tę sferę samoregulacji kilku korporacji, które rozliczane są głównie z wyników finansowych, nie z jakości debaty publicznej, to nie powinniśmy się potem dziwić skutkom. Siła inercji zjawiska wepchnie nas w ręce autokratów, którzy wezmą te narzędzia już nie tylko kierując się żądzą zysku tylko pełni władzy.
Nie proponuję odwrotu od technologii ani nostalgicznego powrotu do świata sprzed internetu lub romantycznej wizji internetu, gdzie każdy był dla siebie miły i pomocny. Platformy społecznościowe dały nam nowe możliwości komunikacji, organizowania się i zabierania głosu. Ale jak każda potężna technologia wymagają ram, zasad i świadomych użytkowników.
Dlatego uważam, że musimy sobie zadać bardzo konkretne pytanie: czy chcemy, by algorytmy były naszym narzędziem, czy narzędziem naszych panów, a może nawet z rozwojem sztucznej inteligencji panem. Jeśli nie zbudujemy odporności - w edukacji, w prawie i w sferze technologii - ktoś inny zaprojektuje za nas społeczeństwo jutra.
To jest moment, w którym polscy obywatele, decydenci i liderzy opinii powinni potraktować ten temat śmiertelnie poważnie. Chodzi nie tylko o komfort korzystania z aplikacji, ale o kształt naszej wspólnej przestrzeni informacyjnej, a w konsekwencji - o jakość demokracji i realną wolność. Jeśli nie odzyskamy kontroli nad algorytmami, ryzykujemy, że kolejne pokolenia nawet nie zauważą, że ktoś inny - gdzieś daleko - układa im świat w telefonie i posteruje losami kraju nie ruszając się zza biurka.
Replying to @turkows
Dziękuje za udostępnienia. W maju tworząc podsumowanie tych raportów nie przyszło mi do głowy, że tak szybko stanie się to tematem na skalę ogólnokrajową. Polecam lekturę pełnego artykułu, tak jest długi, tak też są tam artefakty z LLM, bo między pracą zawodową a pisaniem nie miałem czasu zrobić wszystkiego "z palca". Jeśli komuś to nie pasuje polecam źródłowe raporty służb: powstały w ślad za śledztwami z różnych zdarzeń o charakterze terroru w USA, UK, Australii itp., tym samym wiedza istnieje i z tego co wiem ABW jest świadoma tego co opisują służby innych państwa. Jeśli ktoś sobie życzy źródła to podeślę.
Dziękuje za udostępnienia. W maju tworząc podsumowanie tych raportów nie przyszło mi do głowy, że tak szybko stanie się to tematem na skalę ogólnokrajową. Polecam lekturę pełnego artykułu, tak jest długi, tak też są tam artefakty z LLM, bo między pracą zawodową a pisaniem nie miałem czasu zrobić wszystkiego "z palca". Jeśli komuś to nie pasuje polecam źródłowe raporty służb: powstały w ślad za śledztwami z różnych zdarzeń o charakterze terroru w USA, UK, Australii itp., tym samym wiedza istnieje i z tego co wiem ABW jest świadoma tego co opisują służby innych państwa. Jeśli ktoś sobie życzy źródła to podeślę.
Gdy rośnie odsetek osób w głębokim kryzysie psychicznym, wzrasta nie tylko liczba samobójstw czy osób niezdolnych do pracy - rośnie też ryzyko nieprzewidywalnych aktów agresji ze strony jednostek będących „tykającymi bombami”. W środowisku przesyconym lękiem i gniewem niektóre osoby chwiejne emocjonalnie szukają ujścia - nierzadko zwracając się ku radykalnym ideologiom i przemocy.
The Weaponisation of Everything: kryzys psychiczny – nowe wyzwanie dla polityki publicznej
Zachodnie społeczeństwa w stanie napięcia
Zachodnie demokracje mierzą się dziś z cichym kryzysem zdrowia psychicznego, który przenika wszystkie warstwy życia publicznego. Szereg nakładających się czynników – ekonomicznych, środowiskowych, kulturowych, technologicznych – powoduje pogorszenie kondycji psychicznej obywateli. Pandemia, wojna w Ukrainie, zmiany klimatu, galopujące koszty życia, presja mediów społecznościowych – wszystko to generuje zbiorowy niepokój i poczucie niepewności jutra. Szczególnie mocno odczuwa to młode pokolenie, które doświadcza narastającego „eko-lęku” związanego z kryzysem klimatycznym oraz frustracji wynikającej z niestabilności ekonomicznej i mieszkaniowej. Rosnące ceny energii i inflacja sprawiły, że 93% Europejczyków wskazuje dziś koszt utrzymania jako największe zmartwienie, co przekłada się na spadek dobrostanu fizycznego i psychicznego – nowy palący problem zdrowia publicznego.
Jednocześnie zmiany kulturowe i technologiczne osłabiają tradycyjne więzi społeczne. Coraz częściej relacje międzyludzkie zastępują cyfrowe algorytmy i ekrany – społeczeństwo mediów społecznościowych tworzy bańki informacyjne, sprzyja dezinformacji i polaryzuje debatę. Neurobiolog prof. Manfred Spitzer zauważa, że postęp tak zwanej singularyzacji (wzrost liczby jednoosobowych gospodarstw domowych), medializacji (więcej czasu spędzanego z mediami niż z ludźmi) oraz urbanizacji sprzyja poczuciu izolacji: „W mieście spotykam więcej ludzi niż na wsi, ale nie ma takich interakcji, jak tam, gdzie wszystkich znam”. Innymi słowy, kultura indywidualizmu i życia online osłabia więzi sąsiedzkie, rodzinne i wspólnotowe. Rezultat to społeczność coraz bardziej podzielona i osamotniona – prawdziwa epidemia samotności. Już przed pandemią COVID-19 samotność uznano na Zachodzie za poważny problem społeczny; dziś wiemy, że wiąże się ona z większym ryzykiem depresji, lęków, demencji, a nawet chorób serca. W Niemczech w szczycie lockdownów niemal 28% ankietowanych odczuwało dotkliwą samotność, wobec ok. 8% przed pandemią. W Polsce problem dotyczy wszystkich pokoleń, seniorzy tak jak młodzież zmagają się z kryzysem psychicznym i ponad 600 osób starszych rocznie odbiera sobie życie. To zatrważające statystyki, za którymi kryją się ludzkie dramaty, ale i realne koszty dla państwa. Już przed pandemią zaburzenia psychiczne dotykały 1 na 6 mieszkańców UE, a ich koszt ekonomiczny oszacowano na ponad 4% PKB (ponad 600 mld euro rocznie). Chorzy psychicznie częściej wypadają z rynku pracy, wymagają opieki i leczenia – obciążając system opieki zdrowotnej i hamując rozwój społeczno-gospodarczy.
Polaryzacja i utrata więzi społecznych
Wspomniane trendy przekładają się na pogłębiającą się polaryzację społeczną i narastający konflikt ideologiczny w codziennym życiu. Polityczne podziały przestały ograniczać się do parlamentu – przeniknęły do rodzin, miejsc pracy, szkół. Każda kwestia, od pandemii po prawa mniejszości, staje się zarzewiem sporu, często zażartego. Rok 2024 przyniósł wzrost skrajnych postaw ideologicznych na Zachodzie. Toczące się wojny (najwięcej konfliktów zbrojnych globalnie od II wojny światowej) to ekstremalna manifestacja tej polaryzacji, lecz również w czasach pokoju społeczeństwa przypominają kocioł pod ciśnieniem. Strach przed gospodarczą niepewnością, lęk przed obcymi (np. migrantami), szybkie zmiany obyczajowe (np. rozszerzanie praw dla różnych grup) i erozja zaufania do instytucji podsycają wzajemne uprzedzenia. W atmosferze ciągłego stresu zbiorowego łatwiej przychodzi odczłowieczanie oponentów, etykietowanie ich i traktowanie jak wrogów. To zaś podkopuje fundamentalne potrzeby psychiczne – poczucie wspólnoty, przynależności, bezpieczeństwa.
Efektem jest rekordowy poziom izolacji i osamotnienia jednostek. Ludzie wycofują się w swoje bańki (nierzadko zasilane przez algorytmy, które wzmacniają myślenie czarno-białe i podział na „nas” i „onych”). Pogrążeni w lęku obywatele coraz mniej ufają sobie nawzajem i państwu, co napędza błędne koło frustracji. Psycholodzy przestrzegają, że trwa zbiorowy kryzys zdrowia psychicznego, odzwierciedlający głębszą erozję życia społecznego. Zapomnieliśmy, jak ważne jest spokojnie się różnić, okazywać sobie nawzajem empatię i cenić różnorodność jako siłę – zamiast zamykać się w oblężonych obozach lęku. Innymi słowy, choroba psychiczna społeczeństwa stała się lustrem pokazującym pęknięcia w naszej wspólnocie.
Od kryzysu psychicznego do aktów przemocy
Tak zarysowany kryzys ma nie tylko wymiar indywidualny, ale i bezpieczeństwa publicznego. Gdy rośnie odsetek osób w głębokim kryzysie psychicznym, wzrasta nie tylko liczba samobójstw czy osób niezdolnych do pracy – rośnie też ryzyko nieprzewidywalnych aktów agresji ze strony jednostek będących „tykającymi bombami”. W środowisku przesyconym lękiem i gniewem niektóre osoby chwiejne emocjonalnie szukają ujścia – nierzadko zwracając się ku radykalnym ideologiom i przemocy. Według badania RAND, ponad połowa byłych ekstremistów politycznych przyznała, że to poczucie marginalizacji i osamotnienia pchnęło ich na drogę radykalizacji, a u większości istotną rolę odegrały problemy ze zdrowiem psychicznym. Co więcej, prawie 80% z nich zostało zrekrutowanych w sieci do ekstremistycznych grup – tam, gdzie znaleźli namiastkę wspólnoty i sensu. W skrajnych przypadkach spiralę tę widać w tragicznych wydarzeniach ostatnich lat: wielu masowych strzelców czy innych sprawców przemocy dzieliło się wcześniej w internecie swym gniewem i samotnością, zanim społeczności online utwierdziły ich w skrajnych poglądach. Gdy brak realnych więzi, internetowe echo-chambers potrafią niebezpiecznie podsycić resentymenty – a krok od resentymentu do radykalizacji bywa krótki.
Niestety, coraz częściej dochodzi do incydentów, w których kryzys psychiczny splata się z motywacją ideologiczną, prowadząc do tragedii. Polska doświadczyła tego na własnym podwórku: w maju br. na kampusie Uniwersytetu Warszawskiego młody 22-letni student prawa uzbrojony w siekierę zaatakował pracowników uczelni – zginęła 53-letnia kobieta, a ciężko ranny został strażnik, który próbował obezwładnić napastnika. Społeczność akademicka była w szoku; pojawiły się pytania, co doprowadziło sprawcę do tak bestialskiego czynu (media donosiły nieoficjalnie o możliwych problemach psychicznych lub zażywaniu substancji psychoaktywnych przez zatrzymanego).
Również na świecie mnożą się przykłady nagłych aktów przemocy, których podłoże wiąże się z polityczną wrogością i osobistym kryzysem. W Stanach Zjednoczonych właśnie doszło do ataku na znanego działacza konserwatywnego Charlie’ego Kirka – podczas spotkania na uniwersytecie został on postrzelony przez zamachowca, gdy odpowiadał na pytania studentów. Kirk, czołowy komentator prawicy i sojusznik Donalda Trumpa, trafił w stanie krytycznym do szpitala, gdzie zmarł mimo wysiłków lekarzy. Strzał padł z bliskiej odległości, siejąc panikę na kampusie. To dramatyczne wydarzenie jest częścią niepokojącego wzrostu przemocy politycznej w USA – dotykającej zarówno polityków i działaczy, jak i zwykłych obywateli, niezależnie od barw partyjnych. W ostatnich miesiącach doszło tam m.in. do zabójstwa stanowej parlamentarzystki z Minnesoty i jej męża w ich domu, podpalenia parady w Kolorado czy ataku na dom gubernatora Pensylwanii – incydentów motywowanych nienawiścią polityczną lub ideologiczną. Nawet były prezydent Trump padł ofiarą zamachu – został postrzelony podczas wiecu wyborczego w 2024 r.
Dlaczego dochodzi do takich czynów? Komentatorzy zwracają uwagę, że radykalizacja języka debaty publicznej w internecie przekłada się bezpośrednio na realne zagrożenia. „Ktokolwiek dziwi się, że doszło do ataku na Charlie’ego Kirka, nie zwracał uwagi. Wystarczy zajrzeć na Reddit czy Twitter – pełno tam jawnych wezwań do przemocy z powodów politycznych. Jeśli nie nazwiemy w porę tego zjawiska i nie zareagujemy, takie rzeczy będą dziać się nadal” – ostrzegał w mediach społecznościowych znany amerykański streamer Zack (ps. Asmongold), komentując zamach na Kirka. Ta opinia oddaje odczucia wielu – internet pełen jest skrajnych, “odczłowieczających” przekazów, które mogą trafić na podatny grunt osób chorych, sfrustrowanych czy pogrążonych w maniakalnych teoriach spiskowych. Gdy brak odporności psychicznej i wsparcia otoczenia, taka osoba może przejść od słów do czynów.
Gdy wrogowie to wykorzystują – psychika jako pole walki
Warto spojrzeć na ten kryzys również z perspektywy geopolitycznej. Osłabienie kondycji psychicznej społeczeństw zachodnich nie umyka uwadze wrogich aktorów międzynarodowych. Szczególnie Rosja od lat prowadzi operacje dezinformacyjne i działania z zakresu wojny hybrydowej, które celowo mają pogłębiać podziały społeczne na Zachodzie. Kreml wie, że społeczeństwo skłócone, zalęknione i nieufne to społeczeństwo słabe – bardziej podatne na wpływy zewnętrzne i mniej zdolne do kolektywnej odpowiedzi na zagrożenia. Jak ujął to jeden z analizujących te zjawiska ekspertów, Rosja realizuje strategię „wyposażania chaosu w broń”: poprzez cyberataki, sabotaż infrastruktury, tajne operacje i manipulację informacją stara się zdestabilizować Zachód od środka, poniżej progu otwartej wojny. W praktyce oznacza to zalew fałszywych lub skrajnie zmanipulowanych treści w przestrzeni online – od teorii spiskowych po fabrykowane newsy – które mają wzbudzać strach, wściekłość i wzajemną wrogość. To klasyczna taktyka określana przez analityków jako „firehose of falsehood” (strażacki wąż kłamstw): ogromna ilość niskiej jakości przekazów, która zalewa przestrzeń publiczną, zaciemnia prawdę i podsyca konflikty. Celem jest skłócić społeczeństwa zachodnie, skonfliktować obywateli między sobą – bo każde pęknięcie wewnętrzne jest dla Moskwy małym zwycięstwem.
Polska – z racji położenia i sytuacji geopolitycznej – również znajduje się na celowniku takich operacji. Służby niejednokrotnie ostrzegały przed rosyjskimi próbami siania paniki (choćby poprzez fałszywe alarmy bombowe w szkołach czy fake newsy dotyczące uchodźców). Weaponizacja zdrowia psychicznego może mieć bardziej subtelne formy: od promowania narracji antyszczepionkowych po podsycanie nienawiści wobec grup społecznych, co nakręca stres i agresję wśród co bardziej podatnych jednostek. Długofalowo, państwo zmagające się z epidemią depresji, uzależnień, samobójstw i przemocy domowej staje się mniej wydolne i stabilne. Kreml zdaje sobie z tego sprawę – osłabiając tkankę społeczną przeciwnika, realizuje swoje cele bez jednego wystrzału. Jest to element szerszej wojny psychologicznej, jaką autorytarne reżimy toczą z demokracjami. Dlatego dbałość o zdrowie psychiczne społeczeństwa to dziś nie tylko kwestia zdrowotna, ale i strategiczna – filar odporności państwa.
Jak odzyskać równowagę? Rekomendacje dla decydentów i społeczeństwa
Skala zjawiska jest alarmująca, ale nie pozostajemy bezradni. Aby odwrócić niebezpieczny trend ”uzbrajania wszystkiego” (w tym przypadku – ludzkich słabości), potrzebne są zintegrowane działania polityczne i społeczne. Kluczowe kierunki to:
Postawienie zdrowia psychicznego na pierwszym planie polityki – konieczne jest zwiększenie inwestycji w system opieki psychiatrycznej, terapię i profilaktykę. Eksperci UE podkreślają potrzebę pilnego wzmocnienia kadr psychiatrycznych, rozwijania poradni zdrowia psychicznego oraz walki ze stygmatyzacją chorób psychicznych. Zdrowie psychiczne powinno być traktowane na równi z fizycznym; niezbędne są kampanie edukacyjne uświadamiające, że szukanie pomocy to oznaka odwagi, nie słabości.
Walka z samotnością i odbudowa więzi międzyludzkich – rządy i samorządy powinny wspierać inicjatywy społeczne integrujące ludzi: od centrów społeczności lokalnych, przez programy sąsiedzkie i wolontariat, po tworzenie przyjaznych przestrzeni publicznych sprzyjających interakcji. W Wielkiej Brytanii powołano już Ministerstwo ds. Samotności – to sygnał, że problem jest systemowy. W Polsce warto rozważyć podobne podejście przekrojowe, łączące politykę senioralną, edukację i kulturę w celu przywrócenia wspólnotowości. Jak trafnie wskazała psycholog Kike Esnaola, musimy na nowo nauczyć się „doceniać różnorodność, z szacunkiem się spierać i budować jedność ponad podziałami” – inaczej nie obniżymy temperatury wrzącego kotła społecznego.
Łagodzenie polaryzacji politycznej – odpowiedzialność spoczywa tu zwłaszcza na klasie politycznej i mediach. Należy tonować agresywną retorykę i unikać języka wykluczenia. Politycy powinni dawać przykład poprzez dialog ponad podziałami w sprawach fundamentalnych dla państwa. W debacie publicznej trzeba przywrócić kulturę konstruktywnej dyskusji – tworzyć fora, gdzie obywatele o odmiennych poglądach mogą się spotkać i wysłuchać nawzajem. Tylko odbudowując minimum zaufania społecznego zahamujemy dalszą plemienną wojnę wszystkich ze wszystkimi.
Bezpieczniejsza przestrzeń informacyjna – platformy internetowe oraz organy państwa muszą skuteczniej reagować na mowę nienawiści i groźby pojawiające się online. Konieczne jest egzekwowanie regulaminów serwisów i prawa karnego wobec jawnych wezwań do przemocy. Równie ważna jest walka z dezinformacją: szybsze prostowanie fake newsów, edukacja medialna ucząca krytycznego myślenia, oznaczanie źródeł wpływu zewnętrznego (np. botów rozsiewających propagandę). Społeczeństwo poinformowane i odporne na manipulacje to społeczeństwo mniej podatne na strach i panikę.
Mobilizacja społeczna i empatia na co dzień – wreszcie, każdy z nas jako obywatel może pomóc odbudować społeczną solidarność. Czasem drobne gesty – rozmowa z samotnym sąsiadem, zainteresowanie się kolegą w kryzysie, zaangażowanie w lokalną inicjatywę – mogą uratować czyjeś zdrowie, a nawet życie. Opinia publiczna powinna otrzymać jasny przekaz: zdrowie psychiczne to nasza wspólna sprawa. Tylko poprzez współdziałanie obywateli, organizacji i władz możemy stopniowo odbudować kapitał zaufania i wzajemnego wsparcia, który stanowi najlepszą szczepionkę przeciw destabilizacji.
Kryzys zdrowia psychicznego na Zachodzie to w gruncie rzeczy objaw głębszych zjawisk społecznych. Politycy w Polsce i Europie powinni traktować go nie jak prywatny problem jednostek, lecz jak priorytet państwowy – wyzwanie zarówno dla systemu ochrony zdrowia, jak i dla bezpieczeństwa narodowego. Wzmocnienie psychicznej odporności społeczeństwa będzie bowiem w nadchodzących latach kluczowe dla utrzymania spójności, dobrobytu i stabilności naszych demokracji. Jak pokazują ostatnie wydarzenia, zaniedbanie tej sfery może mieć tragiczne konsekwencje. Pora więc rozbroić ten cichy kryzys, zanim zostanie on wykorzystany przeciwko nam. Zdrowa psychika społeczeństwa to dziś równie ważna broń obronna, co silna armia czy sprawna gospodarka.
Wszystko ma kulturowe podłoże. W kulturze ujawniają się trendy, staje się inspiracją, katalizatorem. Tymczasem współcześnie to technologia ją ksztaltuje wzmacniając jedne zjawiska w wygaszając drugie. Co zagrało w Krakowie tego jeszcze nie wiemy, ale są przesłanki.
Obserwujcie kto i co pisze o wydarzeniach w Krakowie, szczególnie przed wydaniem oficjalnych komunikatów.
Jedyne co z pewnością można napisać teraz to, że po wielu latach względnego spokoju został on Polakom odebrany w sposób najbrutalniejszy.
Zapewniam was, że pewni siebie Demokraci w ciągu 2 lat załatwią sobie kolejne problemy. Wygrana Trumpa to była część pewnej zmiany kulturowej, ona trwa i będzie po trwać po Trumpie.
Twórca działający jako colsto pokazał metodę wykorzystującą subtelne dźwięki samolotów śmigłowych zapisane w tle nagrania. Zmiany częstotliwości związane z efektem Dopplera można zestawić z publicznymi danymi o przelotach i szukać miejsca, z którego mikrofon „słyszałby” właśnie taki przebieg dźwięku. W demonstracji udało się wskazać lokalizację z dokładnością około stu metrów. Całkiem dużo informacji jak na coś, co odbiorca uznałby za nieistotny szum.
Oczywiście od udanego eksperymentu do narzędzia działającego na dowolnym filmie jest długa droga. Potrzebne są odpowiednie przeloty, dostępne dane i dostatecznie użyteczny zapis dźwięku. Jednak wpisy o tym, że „minuta nagrania ujawni twój adres” to przesada.
Najciekawsze jest tu niekonwencjonalne myślenie. Ktoś spojrzał na tło akustyczne jak na zapis geometrii zdarzenia. Połączył fizykę, publiczne dane i informację, którą większość odruchowo odrzuca. W analizie wywiadowczej właśnie takie pomysły bywają szczególnie wartościowe: dostrzec znaczenie tam, gdzie inni widzą zakłócenie.
Może to również pomóc w weryfikowaniu deklarowanego miejsca i czasu nagrania. Wskazuje się też na detekcję AI, ale rola kolejnego „detektora” to też nadmiarowy entujazm. Brak śladu samolotu niczego nie dowodzi, a prawdziwy dźwięk można podłożyć pod fałszywy obraz.
Coraz więcej potrafimy wyczytać z rzeczy, których autor nagrania nie zamierzał nam przekazać. Świat zostawia w tle sporo przypisów. Trzeba tylko wpaść na pomysł, żeby je przeczytać.
Usuwasz metadane, pilnujesz, żeby w kadrze nie było charakterystycznych budynków, nie pokazujesz tablic rejestracyjnych. Tymczasem lokalizację nagrania może zdradzić samolot, którego nawet nie zauważyłeś.
Grażyny i Janusze przynajmniej poznali życie bez algorytmu. Większy problem widzę w Zetkach, które wchodzą na rynek pracy, również na stanowiska wymagające skupienia dłuższego niż rolka i odporności na coś więcej niż przykry komentarz. Trzeba będzie przeczytać kilkadziesiąt stron, zrozumieć kontekst, połączyć fakty i sformułować własną myśl. Potem podjąć decyzję i ponieść za nią odpowiedzialność. Mem do dyskusji w pracy nie wystarczy, a tego, co nudne i skomplikowane, nie zawsze da się skipnąć.
Ciekawy eksperyment. Zwłaszcza dla tych, którzy będą od nich zależeć. Jedni słajpują sobie na emeryturze, drudzy dopiero wchodzą z tym w dorosłość. Gdzie się nie obrócisz, tam dupa. W alfach nadzieja.
O USA krótko:
Wzmocnieni demokraci mogą łatwo wpaść w wewnętrzne spory. Tak potrubowani Republikanie mogą urodzić większy radykalizm. Zwyciężył Technofaszym.
Przeciętne doświadczenie Polaka z przedstawicielem Senatu to gdy łapią jakiegoś Senatora przed kamerą, z pytaniem, na które udziela losowej odpowiedzi. Wbrew logice i swojemu obozowi politycznemu. W szczycie największej afery ostatniej kadencji. To ostatni raz gdy go zobaczysz.
Ruscy kochają symboliczne daty, 11.11
Replying to @LukaszzChojecki
Największe zagrożenie ocenia się na razie na 2–8 listopada. Zobaczymy, czy w tym okresie będą jakieś niepokojące informacje. Mieszkańcy na terenie powinni być wyczuleni, tak jak nie fotografować ruchów wojsk czy policji. Oby do niczego nie doszło jak poprzednio.
5/5
Cena spokoju będzie wysoka.
Mam wrażenie, że komentatorzy i politycy oceniający wydarzenia wokół TK ciągle pozostają w starym paradygmacie mediów i obiegu informacji. Warszawiacy rozjechali się do rodzin, więc być może ktoś liczy, że oddalenie od wydarzeń osłabi emocje.
Ale nie chodzi o szybkość informacji ani o mobilizację przez social media. Chodzi o spokój. Polacy, przebodźcowani zagrożeniem wojną, inflacją, pogorszeniem poziomu życia i niepewnością zatrudnienia, mają chwilę, żeby wyrwać się z codziennej presji. Nagle ktoś konfrontuje ich z kolejną polityczną eskalacją. Niezależnie od poglądów, jeżeli nie są kibolami lewej czy prawej strony, mogą odebrać to jako wtargnięcie w ich czas. Brutalne ściągnięcie do rzeczywistości, od której chcieli odpocząć.
A 1 listopada to nie tylko spotkania w wybranym gronie. Nad grobami spotyka się sąsiadów, znajomych, dalszą rodzinę. Ludzi o różnych poglądach i różnym odbiorze wydarzeń. To sprowokuje rozmowy, także poza własnymi bańkami.
Polacy są indywidualistami, dopóki jakaś skrajność ich nie zmobilizuje. Nie musi się to wydarzyć dzisiaj. Ale naruszenie spokoju może się politycznie zemścić w przyszłości. Zwłaszcza spokoju w tych kilku dniach, które ludzie chcieliby zachować dla siebie.













