Alan (@AsderAlan) header
Alan (@AsderAlan) profile picture
🇵🇱Earth🇵🇱
Joined April 2022
Photo by Alan (@AsderAlan)Photo by Alan (@AsderAlan)Photo by Alan (@AsderAlan)Photo by Alan (@AsderAlan)Photo by Alan (@AsderAlan)Photo by Alan (@AsderAlan)Photo by Alan (@AsderAlan)Photo by Alan (@AsderAlan)Photo by Alan (@AsderAlan)Photo by Alan (@AsderAlan)
Mała, ale bardzo ciekawa informacja, szczególnie jeśli ktoś interesuje się tym, co dzieje się obecnie wokół dżumy płucnej na Syberii. Autorką książki „Biological War: A Scenario” jest Annie Jacobsen amerykańska dziennikarka śledcza specjalizująca się w wojskowości, broni, wywiadzie i najbardziej utajnionych programach amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa. To nie jest przypadkowa autorka. Jacobsen jest autorką m.in. „The Pentagon's Brain”, książki o DARPA, która w 2016 r. została finalistką Nagrody Pulitzera w kategorii historii. Pisała również o Area 51 oraz Operation Paperclip, czyli amerykańskim programie sprowadzania niemieckich naukowców po II wojnie światowej. Jej książka o Operation Paperclip była nawet przedmiotem recenzji opublikowanej przez CIA w Studies in Intelligence. I teraz robi się naprawdę interesująco. W lipcu 2026 r. Jacobsen wydała „Biological War: A Scenario”. Książka nie jest klasycznym opracowaniem historycznym. Autorka konstruuje scenariusz wojny biologicznej, opierając go na rozmowach z osobami związanymi z polityką, administracją państwową, medycyną i wojskiem. A pierwszym elementem tego scenariusza jest właśnie laboratoryjny incydent na Syberii i dżuma płucna. Jacobsen sama mówiła w CNN, że jej scenariusz zaczyna się od wycieku w laboratorium na Syberii, a następnie pokazuje, jak szybko taki patogen mógłby doprowadzić do globalnego kryzysu. I teraz spójrzmy na kalendarz. Książka ukazuje się 28 lipca 2026 r. A w październiku pojawiają się doniesienia z obwodu irkuckiego o śmierci 28-letniej pracownicy laboratorium, u której podejrzewano dżumę płucną. Według lokalnych doniesień miało dojść do kontaktu z patogenem w laboratorium, choć szczegóły zdarzenia pozostają niejasne i nie należy przedstawiać medialnych doniesień jako potwierdzonego laboratoryjnego wycieku. I właśnie tutaj robi się ciekawie z punktu widzenia OSINT. Bo mamy książkę, której scenariusz zaczyna się od laboratoryjnego incydentu z dżumą płucną na Syberii oraz rzeczywiste doniesienia o podejrzeniu dżumy płucnej u pracownicy laboratorium w Syberii kilka miesięcy później. To nie oznacza, że jedno ma związek z drugim. Nie ma podstaw, żeby tak twierdzić. Ale jest to bardzo dobry przykład tego, dlaczego warto śledzić łańcuch informacji, a nie tylko pojedynczą wiadomość. Jacobsen od lat porusza się dokładnie w tym obszarze: DARPA, Pentagon, wywiad, programy biologiczne, technologie wojskowe i scenariusze wykorzystania broni masowego rażenia. A jej najnowsza książka bierze konkretny problem patogen + laboratorium + Syberia + możliwość rozprzestrzenienia i buduje wokół niego scenariusz. Dlatego informacja o Syberii jest dziś znacznie ciekawsza niż samo nagłówkowe: „Podejrzenie dżumy płucnej”. Ciekawsze pytanie brzmi: dlaczego właśnie dżuma płucna, dlaczego Syberia i dlaczego ten sam motyw pojawia się jako punkt wyjścia w książce jednej z najbardziej rozpoznawalnych autorek zajmujących się tajnymi programami wojskowymi i biologicznymi? I tutaj właśnie zaczyna się prawdziwa analiza OSINT nie od dopisywania związku, którego nie potrafimy udowodnić, tylko od zauważenia, że dwa pozornie odległe elementy znalazły się w tym samym miejscu i czasie.
18
28
3
168
24,251
POLSKA SÓL CZY EUROPEJSKIE SKŁADOWISKO ODPADÓW? Myślałem, że to kolejny clickbait. Sprawdziłem. I kurwa… temat jest prawdziwy. Kopalnia Soli Kłodawa chce uruchomić podziemne składowanie odpadów. Mowa o 274 kodach odpadów. 106 z nich to odpady NIEBEZPIECZNE. Wśród nich mogą znajdować się odpady zawierające ołów, kadm, rtęć, azbest, substancje rakotwórcze, mutagenne czy pozostałości niektórych środków ochrony roślin. A teraz skala. Na początku 15–25 TYSIĘCY TON ROCZNIE. Docelowo nawet 100–150 TYSIĘCY TON ROCZNIE. Pod ziemią. W kopalni soli. Tej samej Kłodawie, z której od lat znamy naturalną polską sól kamienną. Kopalnia ma około 20 MILIONÓW METRÓW SZEŚCIENNYCH pustych wyrobisk. A po 2025 roku wykazała około 25 milionów złotych straty. I nagle pojawia się nowy biznes: ODPADY. Rozumiem ekonomię. Rozumiem, że kopalnia musi zarabiać. Rozumiem też argument, że górotwory solne są na świecie wykorzystywane do izolowania określonych odpadów. Ale kiedy słyszę: 106 rodzajów odpadów niebezpiecznych i do 150 tysięcy ton rocznie, to nie interesuje mnie zapewnienie, że wszystko będzie dobrze. Chcę wiedzieć: co będzie za 20 lat? Za 50? Za 100? Co w przypadku zalania wyrobisk? Co w przypadku migracji zanieczyszczeń? Jak daleko od miejsc wydobycia soli będą składowane odpady? Kto będzie monitorował to przez kolejne dziesięciolecia? Kto poniesie odpowiedzialność, jeżeli kiedyś coś pójdzie nie tak? I jeszcze jedno pytanie, które powinno paść bardzo głośno: CZY DO KŁODAWY BĘDĄ TRAFIAŁY TYLKO ODPADY Z POLSKI? Bo Polska już dziś przyjmuje odpady z zagranicy, również niebezpieczne. Więc zanim ktoś urządzi pod naszymi nogami gigantyczny magazyn odpadów, chcę wiedzieć czarno na białym: czy przyszłe zezwolenia dopuszczą odpady z Niemiec i innych państw Europy? Projekt jest w procedurach. I właśnie TERAZ jest moment na pytania. Nie wtedy, kiedy wszystko będzie już podpisane. Bo mam coraz większy problem z jednym sposobem myślenia: najpierw robimy interes, potem zapewniamy ludzi, że jest bezpiecznie, a na końcu pytamy, dlaczego ktokolwiek miał wątpliwości. Mówimy głośno - Nie. Najpierw transparentność. Pełna lista odpadów. Pełna dokumentacja hydrogeologiczna. Niezależne ekspertyzy. Monitoring. Odpowiedzialność finansowa. I jasna odpowiedź, SKĄD te odpady będą pochodziły. Bo Kłodawa to nie jest jakaś dziura w ziemi, o której nikt nigdy nie słyszał. To część polskiego dziedzictwa surowcowego. Produkujemy tam najlepszą sól. Mamy tam turystykę. I chcemy równocześnie stworzyć tam biznes oparty na składowaniu dziesiątek tysięcy ton odpadów rocznie. przy takiej skali jedno słowo mi nie wystarczy: ZAUFAJCIE. Ja wolę: SPRAWDŹMY. Bo jeśli coś zostanie zamknięte kilkaset metrów pod ziemią… to później naprawdę nie jest łatwo powiedzieć: kurwa, pomyliliśmy się. ŁĄCZMY KROPKI. za Sebastian Zachara
105
1,591
52
3,387
48,002
Alan retweeted
The cat 🤣🤣🤣
492
4,328
300
38,270
1,152,976
W jakich warunkach będzie się broniła Polska? Nie sądzimy, że Rosja zaatakuje Państwa Bałtyckie przed wyraźnym rozstrzygnięciem wojny w Ukrainie, a później Polskę przed całkowitym upadkiem Ukrainy i Państw Bałtyckich. Dlatego możemy z bardzo dużym prawdopodobieństwem założyć, że wojna z Polską zacznie się w warunkach panowania Rosji na obszarze od Elbląga po Ustrzyki Górne przy styku granic Polski, Słowacji i Ukrainy. Wszystko za wschodnią granicą będzie pod kontrolą Rosji, bo Białoruś też trudno uznać za całkiem niepodległe państwo. Drugim czynnikiem będzie fakt, że nasze państwo może być wcześniej zdezorganizowane. Zakładamy, że Rosja nie zdecyduje się na atak do momentu kiedy odpowiednio nie przygotuje swojej przyszłej ofiary. Czyli po pierwsze, spowoduje wyjście Polski z Unii Europejskiej lub sprawi, że członkostwo w tej organizacji będzie praktycznie martwe. Zakładamy też, że do tego momentu uda się skutecznie skłócić Polskę z sojusznikami, a jeśli nie to przynajmniej bardzo negatywnie nastawić do nich społeczeństwo polskie. Kolejna sprawa to wywołanie chaosu w państwie poprzez działanie fazy drugiej konfrontacji: poprzez intensywną wojnę informacyjną, działania lokalnej agentury wpływu i tej klasycznej, akty dywersji i sabotażu, poprzez cyberataki, wywoływanie zamieszek i podburzanie ludności, wspieranie powstawania samozwańczych bojówek uzurpujących sobie prerogatywy władz i służb państwowych, itd. W momencie ataku Polska może być w stanie wrzenia, zamieszania i dezorganizacji instytucji państwa, z kompletnie skłóconym społeczeństwem, które toczy między sobą różne fizyczne starcia. Uważamy, że uprzednie doprowadzenie Polski do takiego stanu będzie Rosji potrzebne do skutecznego przeprowadzenia militarnej fazy konfrontacji. W momencie, kiedy do niej dojdzie, niezbędne będzie powstrzymanie Rosjan przed dojściem do Warszawy. W takim stanie państwa nie będzie to łatwe, ale Rosjanie też mają świadomość, że aby zwyciężyć i podporządkować sobie Polskę, będą musieli być w Warszawie w ciągu maksymalnie dwóch tygodni, przed rozmieszczeniem w Polsce sojuszniczych sił wzmocnienia NATO. Gdyby wojska sojusznicze wspomogły obronę Polski, wówczas Rosja nie miałaby szans na wygranie takiej wojny. Mając tę świadomość, jeśli dojdzie do wtargnięcia, Rosja skieruje główne uderzenie wprost na Warszawę, najkrótszą drogą z Białorusi. Zakładam (jako hipotezę), że jedno uderzenie pomocnicze zostanie skierowane z Obwodu Królewieckiego i okupowanej Litwy w kierunku Elbląga, a następnie dalej ku ujściu Wisły, by jak najszybciej dotrzeć do trójmiasta o odciąć je od reszty kraju. Drugie pomocnicze uderzenie zostanie skierowane z okupowanej Ukrainy w stronę Sandomierza, by odciąć od reszty kraju główne zaplecze przemysłu zbrojeniowego na południowym wschodzie Polski i uchwycić przyczółki na Wiśle w południowej części jej biegu. Najciekawsze zacznie się z chwilą rozmieszczania sił wzmocnienia NATO w Polsce. Zgodnie z ustaleniami w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, za obronę wschodniej części terytorium sojuszu odpowiada Allied Joint Force Command (JFC) Brunssum, czyli połączone dowództwo sojusznicze z Holandii, które zapewne wystawi swoje stanowisko dowodzenia w Polsce (typujemy Poznań). W momencie objęcia dowództwa nad całością wielonarodowych sojuszniczych sił w Polsce, nasze Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) staje się ciałem koordynującym decyzje JFC Brunssum z organami i siłami państwa polskiego, odpowiadając też za kierowanie HNS (Host Nation Support – wsparcie i zabezpieczenie państwa-gospodarza). Obecnie dowódcą JFC Brunssum jest niemiecki gen. Ingo Gerhartz z Luftwaffe, a jego zastępcą jest Brytyjczyk, gen. por. John Robert Mead. Szefem sztabu tego dowództwa jest francuski gen. por. Pierre Perrin. Za rozpoznanie odpowiada Holender, za planowanie bieżące Belg, za planowanie długofalowe Norweg, a za łączność i informatykę Polak. Zgodnie z planem, niedługo na czele tego dowództwa stanie Polak, gen. Maciej Klisz. Zgodnie z umową dowodzenie JFC Brunssum na kolejne kadencje przejmuje Niemiec lub Polak. Jak nasi obywatele przyjmą fakt, że obroną Polski będzie dowodził niemiecki generał, jak akurat wypadnie jego kadencja? A jednak musimy być na to przygotowani, bowiem inaczej możemy bronić się sami. Albo bronią nas siły sojusznicze w ramach NATO, albo walczymy w osamotnieniu. Jesteśmy przekonani, że Rosjanie będą to rozgrywali, dlatego należy być z góry na to przygotowanym. I należy się też przygotować, że jeśli uda nam się zatrzymać Rosjan przed Warszawą, to oni przejdą, jak w Ukrainie, do długotrwałej wojny na wyniszczenie. Nie wiadomo, czy uda ich się szybko wypchnąć z zajętych przez nich terenów, z Białej Podlaskiej, Łukowa, Siedlec, Olsztyna, Elbląga, Rzeszowa czy Lublina, Mielca, itd. NATO oczywiście będzie dążyło do odzyskania utraconych ziem. Ale czy jak wojna się będzie przedłużać, władze w poszczególnych państwach zmieniać, czy nie pojawią się na nas naciski, byśmy oddali zajęte już tereny i zgodzili się na jakiś kompromisowy pokój? Jesteśmy przekonani, że takie sugestie, a nawet naciski będą. Dlatego utracone ziemie należy odzyskać śmiałymi, zdecydowanymi działaniami. Miejmy nadzieję jednak, że do tego w ogóle nie dojdzie. Dlatego trzeba trzymać się zachodnich przyjaciół, bo oni mają bezpośredni interes w tym, żeby nas bronić (oni będą następni), a w osamotnieniu będziemy walczyć jak Ukraina, jeśli tyle wytrzymamy. Doświadczeń właściwie nie ma Całą rewolucja jaka dokonała się na naszych oczach zaczęła się stopniowo od lata 2022 r. Tymczasem manewrowa faza konfliktu w Ukrainie trwała do początku kwietnia 2022 r. Wtedy zaczęło się słynne rosyjskie wycofanie spod Kijowa. Na tym etapie podjęto nieśmiałe próby zastosowania małych komercyjnych dronów do prowadzenia obserwacji pola walki i po krótkim czasie okazało się, że jest to doskonały pomysł. Aparaty kupowane po to, by polatać sobie nimi dla przyjemności, by w ciekawy sposób zarejestrować wesele czy zrobić ładne zdjęcia na wakacjach, nagle stały się świetnym narzędziem, by zajrzeć nad przeciwnika i podejrzeć co robi. Te kupowane za stosunkowo niewielkie pieniądze małe aparaciki okazały się być niezwykle trudnymi do zestrzelenia, bowiem stanowiły bardzo mały cel. A przecież nikt nie będzie do tego strzelał z rakiet przeciwlotniczych, które i tak nie są się w stanie naprowadzać na tak mały obiekt. Z czasem zaczęto stosować zakłócenia ich systemów łączności, ograniczając ich użycie. Jednakże odpowiedzią na zakłócanie była odpowiednia przebudowa systemów łączności, tak by druga strona nie wiedziała na jakich częstotliwościach one pracują i jak jest szyfrowana ich transmisja. Owo nieustanne ulepszanie systemów łączności oraz ich oprogramowania trwa nadal. Pewnym rozwiązaniem problemów zakłóceń było użycie dronów sterowanych leciutkim, rozwijanym światłowodem, Takie drony mają jednak swoje ograniczenia, głównie co do zasięgu działania na rozciągniętym światłowodzie. Wiele różnych niedoskonałości dronów uderzeniowych które zaczęto stosować latem 2022 r., są rekompensowane ilością w jakiej są one stosowane. Mają więc one mały ładunek bojowy, niewielki zasięg, ich działania w nocy się komplikują, zaś we mgle, w opadzie śniegu czy marznącym deszczu nie są one już tak doskonałe. W wielu niesprzyjających warunkach nie mogą one w ogóle latać. Dodatkowo ze względu na mały zasięg łączności operatorzy musieli się znajdować blisko linii styczności wojsk, a co za tym idzie, byli bardzo narażeni na wrogi ostrzał. Dziś się to zmieniło, bowiem zbudowano system sieci typu MESH, tworzonych przez liczne roje dronów operujących nad nieprzyjacielem. Te, które są bliżej, transmitują sygnały tych dronów, które są dalej. Na operatorów urządza się prawdziwe polowania, dlatego nie są oni w stanie normalnie funkcjonować, bez stresu i silnych obaw. Muszą często i bardzo umiejętnie zmieniać swoje położenie tak, by wróg nie mógł ich łatwo zlikwidować. Jednakże ta śmiesznie niska cena w porównaniu do klasycznego uzbrojenia wojskowego powoduje, że są one kupowane dosłownie milionami (w skali roku). W ilościach wyraźnie większych od ilości pocisków artyleryjskich. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że trzy czy cztery miliony użytych dronów uderzeniowych pola walki, popularnych FPV zwanych „efpefałkami”, nie przekłada się na taką samą ilość zabitych czy nawet rannych żołnierzy rosyjskich. Oczywiście część z tych dronów niszczy sprzęt który został porzucony po uszkodzeniu i w innym przypadku mógłby zostać ewakuowany, naprawiony i skierowany ponownie do służby. Trafiane są też pojazdy z załogą która z powodu dobrej ochrony pancernej wychodzi z opresji cało, wstrząśnięta ale nie zmieszana, a porzucony pojazd dobijany jest przez drony. Niszczą one też różne systemy elektroniczne czy radarowe pracujące bezobsługowo. Niemniej jednak jak posłużymy się twardą matematyką, to się okaże, że na zabicie bądź zranienie jednego rosyjskiego żołnierza zużywa się 12-15 dronów, a uwzględniając fakt, że część niszczy sprzęt nie robiąc krzywdy ludziom, to jest to jakieś 7-10 dronów na żołnierza, zabitego lub ciężko rannego. Skuteczność nie jest więc powalająca i przypomina skuteczność ognia artyleryjskiego strzelającego „powierzchniowo”, bo jeśli strzelamy z działa precyzyjnie do określonego celu, a ogień jest korygowany przez drona obserwacyjnego, to skuteczność wielokrotnie rośnie. Właśnie z powodu owej masowości użycia wynikającej z niewielkich kosztów i prostoty produkcji, skumulowany efekt użycia dronów jest niewiarygodnie znaczący. To chyba jedyny przypadek, kiedy wierzymy w jedną z zasad dialektyki: „ilość przechodzi w jakość”. Wojna pozycyjna, a wojna manewrowa Wojna manewrowa polega na zdobywaniu terenu w szybkim tempie. Sam teren nie jest celem samym w sobie, tak naprawdę nadal istotą jest zniszczenie wrogich wojsk. Ale robi się to nie ogniem, jak w wojnie pozycyjnej, ale manewrem. Jeśli otoczymy zgrupowanie wrogich wojsk, odetniemy je od zaopatrzenia, zmusimy do zużycia posiadanej amunicji, to nie pozostanie im nic innego jak się poddać. Przecież saperkami nie będą walczyć, ani rzucać kamieniami. Aby przejść do działań manewrowych trzeba przełamać nieprzyjacielską obronę. Jeśli takowa jest, bo jeśli wyślemy wojska na teren zaskoczonego państwa, to nie natrafimy na przygotowaną obronę. Nasze wojska będą się mogły posuwać tak szybko, na ile pozwoli im zapas paliwa w zbiornikach pojazdów. Jeśli natrafią one na punkty oporu, to trzeba je obejść, zostawiając ich likwidację tym, co idą z tyłu. Jeśli się nie da, bo obrona jest za szeroka i za bardzo rozbudowana, wtedy ją trzeba przełamać, innego wyjścia nie ma. I tu zaczynają się schody. Wszyscy bowiem wiedzą, że przełamanie wymaga rzucenia na wąskim odcinku sporej masy wojsk oraz użyć do wsparcia wiele środków ogniowych (dział, moździerzy, wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, czołgów). Ale jak to wszystko zgromadzić przy tym poziomie „zadronowania” pola walki? Przecież operatorzy bezpilotowców wroga zrobią z tego jesień średniowiecza! Przypuszczalnie panaceum na to byłoby wejście kolejnymi rzutami sił uderzeniowych z głębi własnych linii, na pełnej prędkości, bez zatrzymania się. Musi nastąpić głęboka infiltracja wrogiej obrony, która na szczęście jest dość rozrzedzona (drony!), ale za to mocno rozciągnięta w głąb. Dlatego właśnie trzeba wprowadzać kolejno mniejsze rzuty idące z głębi własnego ugrupowania, by wbijały się dalej i dalej. Co prawda straty będą wielkie, ale utrzymanie wysokiego tempa i możliwość wprowadzania kolejnych sił może pozwolić na przebicie się przez całą, głęboką obronę. Wtedy trzeba szybko poszerzyć wyłom i wprowadzić przygotowane wcześniej siły czekające z tyłu na taką możliwość, by te popędziły odcinać nieprzyjaciela od zaopatrzenia. Po analizie ogólne wnioski są takie: - przełamanie jest możliwe, ale będzie się wiązało ze stratami. Można je osiągnąć gromadząc znaczne siły w głębi i w sposób zdecydowany, z dużą prędkością, wprowadzać je do walki, dbając by się nie zatrzymywały; - jeśli uda się przejść do działań manewrowych to spadnie niebezpieczeństwo ze strony dronów, bo jednostki bezpilotowe wroga muszą się znaleźć w pobliżu jadącego zgrupowania, mogą zadać mu straty, ale jeśli nie dadzą rady zatrzymać, to im się ono wymknie; - działania dronów są skuteczne w warunkach wojny pozycyjnej, w warunkach wojny manewrowej skuteczność dronów spadnie, bowiem grupy operatorów same będą musiały być w ruchu, a wraz z nimi ich logistyka (zaopatrzenie w drony, ich warsztaty i obsługa techniczna jak choćby ładowanie baterii, łączność, uzupełnienia); - jeśli uda się przeciwnika spowolnić lub zatrzymać, skuteczność dronów wzrośnie i przejście do działań manewrowych będzie już trudniejsze; - na możliwości obronne i natarcia wpłynie wysokie zurbanizowanie Polski (wzmocni obronę) oraz rozwinięta sieć dróg (ułatwi działania ofensywne). Wojna będzie więc inna od tej obserwowanej w Ukrainie, ale jednocześnie też zupełnie już inna niż ta którą znamy i dotąd ćwiczyliśmy. Drony po prostu zostaną już z nami i nie ma na to rady. Otwarta pozostaje kwestia, na ile te możliwości których nie ma Ukraina (przede wszystkich możliwości bojowe sił lotniczych) wpłyną na obraz pola walki, ale od razu widać, że będziemy toczyć taką wojnę, jakiej jeszcze nikt nie toczył i doświadczeń nie ma. Wszystko zależy od zdolności do adaptacji i pomysłowości. A nade wszystko od chęci obrony Polski. Na zdjęciu Rosomak wyposażony w specjalne siatki antydronowe, poprawiające odporność pojazdu, choć oczywiście nie całkowicie. Próba do defilady, noc z 8 na 9 sierpnia 2026 r. Fot. Michał Fiszer Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. buycoffee.to/dafiszer
49
68
5
448
45,817
Część 6. #Wlam_MyDr_GPS65. Tajemnica kwietnia 2024. Czy wyciek z MyDr to efekt zapomnianego kartonu po przeprowadzce do chmury? W poprzednim wpisie analizowałem możliwy łańcuch ataku na infrastrukturę MyDr i zadałem kluczowe pytanie: dlaczego gigantyczna baza danych, skradziona rzekomo w 2026 roku, urywa się nagle na kwietniu 2024 roku? Jeden z komentujących podrzucił mi genialny w swojej prostocie trop. Jeśli nałożymy na niego publicznie dostępne informacje biznesowe i standardy rynkowe IT, otrzymujemy niezwykle spójny, inżynieryjny scenariusz tego, co mogło się wydarzyć. Głównym podejrzanym staje się tutaj tzw. osierocony snapshot po migracji. W styczniu 2023 roku spółka MyDr została przejęta przez giganta branży medycznej — grupę Docplanner (znaną w Polsce jako ZnanyLekarz). W świecie wielkiego IT takie przejęcie to dopiero początek drogi. Po załatwieniu formalności prawnych przychodzi czas na integrację, czyli łączenie systemów i przenoszenie zasobów na nowe serwery. Taka głęboka migracja infrastruktury to skomplikowana operacja, która w rynkowych realiach zajmuje zazwyczaj ponad rok. 15 miesięcy od ogłoszenia przejęcia daje nam dokładnie kwiecień 2024 roku! To podręcznikowy termin na zakończenie wielkiej migracji lub zrobienie ostatecznego zrzutu starej bazy. Kierunek: Chmura AWS Docplanner od lat mocno opiera swoją architekturę na zaawansowanych rozwiązaniach chmurowych Amazon Web Services (AWS). Jest całkowicie logiczne, że po przejęciu mniejszej firmy (MyDr), podjęto decyzję biznesową o ujednoliceniu systemów i zmigrowaniu starszej infrastruktury MyDr do chmury AWS — dla lepszego skalowania i zarządzania. Tu wracamy do samego ataku i tzw. snapshotu. Podczas każdej dużej migracji bazy danych, inżynierowie robią jej pełną kopię zapasową (zrzut, czyli właśnie snapshot) i umieszczają w bezpiecznej przestrzeni tymczasowej — na przykład w chmurowych koszykach. Bardzo często zdarza się tak, że po udanym przepięciu ruchu na nowe serwery, ktoś po prostu zapomina o usunięciu tego tymczasowego zrzutu lub zablokowaniu dostępu do starego środowiska. Baza zostaje zamrożona w czasie. To tłumaczy, dlaczego sprawcy nie potrzebowali włamywać się do żywego systemu. Hakerzy sami przyznali, że zdobyli tajemnice deweloperskie. W środowisku chmurowym oznacza to przejęcie cyfrowych kluczy i tokenów dostępu (np. do API AWS). Posiadając takie klucze, napastnicy mogli po prostu przeskanować zasoby chmurowe firmy, znaleźć zapomniany, cyfrowy karton ze starą bazą pozostawiony w korytarzu po przeprowadzce, i po cichu go wynieść. Co z oświadczeniem Docplannera? W pierwszych godzinach po wybuchu afery Grupa Docplanner opublikowała komunikat, w którym odcina się od incydentu, podkreślając, że infrastruktura MyDr jest odrębna od reszty grupy. Z punktu widzenia inżynierii sieciowej — to wcale nie wyklucza scenariusza z migracją do AWS. W architekturze chmurowej "odrębna infrastruktura" oznacza najczęściej po prostu to, że systemy MyDr zostały przeniesione na całkowicie oddzielne konto lub wydzieloną wirtualną sieć w ramach jednej wielkiej organizacji na Amazonie, aby nie mieszać uprawnień z głównym serwisem ZnanyLekarz. Jeśli ta hipoteza się potwierdzi, będzie to potężna lekcja dla całej branży. Pokaże dobitnie, że nawet najdroższe zabezpieczenia głównego systemu są bezużyteczne, jeśli w firmie kuleje higiena IT i procedury sprzątania po wdrożeniach. Często bowiem najsłabszym ogniwem nie jest haker łamiący szyfry, ale cyfrowy bałagan pozostawiony na starych serwerach. Jak jeszcze dodamy do tego KSeF, którego szpiegowskiego charakteru żaden ekspert nie zauważa, to coraz wyraźniej widać, że polskie IT to środowisko zarządzane przez partaczy, patałachów i ignorantów.
Replying to @gps65
Prawdopodobnie wtedy odbywała się ich migracja na AWS po tym jak kupił ich Docplanner.
24
49
8
235
23,300
Amerykanie zrobili przykrego psikusa Niemcom. Ujawnili brzydkie rzeczy o tatusiach i dziadziusiach dosłownie wszystkich niemieckich polityków.
329
3,301
90
10,567
236,614
"Tylko gotówka!!! W związku z akcją w mediach społecznościowych coraz większą popularność zdobywa ten oto tekst nieznanego autora: ,,Mam w kieszeni banknot 50 zł. Idę do restauracji i zapłacę banknotem za obiad. Właściciel restauracji następnie wykorzystuje banknot do zapłaty za pranie. Właściciel pralni następnie wykorzystuje banknot, aby zapłacić fryzjerowi. Fryzjer wykorzysta banknot na zakupy. Po nieograniczonej liczbie płatności nadal pozostanie banknotem 50 zł, który spełnił swoje zadanie dla każdego, kto użył go do płatności, a bank wyskoczył z każdej transakcji płatności gotówkowej. Ale, jeśli przyjdę do restauracji i zapłacę cyfrowo - karta, opłaty bankowe za moją transakcję płatniczą pobierane od sprzedawcy wynoszą 3%, czyli około 1,50 zł, podobnie jak opłata 1,50 zł za każdą kolejną transakcję płatniczą lub ponowne pranie właściciela lub płatności właściciela pralni, płatności fryzjera itp. Dlatego po 30 transakcjach początkowe 50 zł pozostanie tylko 5 zł, a pozostałe 45 zł stało się własnością banku dzięki wszystkim cyfrowym transakcjom i opłatom. Płacę tylko gotówką i polecam to innym" za Kinga Arciszewska
258
1,264
34
4,400
283,743
Państwo o populacji 1 412 914 089 osób nie musi już wysyłać 2 milionów ludzi do potencjalnego boju. Państwo o populacji 1 412 914 089 osób, może już wysłać do boju 2 miliony humanoidalnych maszyn. To są Chiny 2026. Technologicznie nikt już im nie dorównuje.
136
189
8
1,328
130,382
Niezły HIT wysmażyli rolnicy o eurokouchozie. BRAWO.
139
785
63
2,308
248,477
"Japończycy potrafią pozyskiwać drewno bez wycinania drzew. W XIV wieku w Japonii narodziła się niezwykła technologia daisugi, która jest stosowana do dzisiaj. Dzięki daisugi, ​​drzewa służą kolejnym pokoleniom. Nie są wycinane, ale przycinane tak, jakby były gigantycznymi drzewkami bonsai. Dzięki zastosowaniu tej techniki, przykładowo w wypadku cedrów uzyskuje się drewno jednolite, proste i bez sęków, praktycznie idealne do budowy. Przycinanie jako zasada sztuki, która pozwala drzewu rosnąć i kiełkować. Korzystanie z drewna, bez ścinania drzewa. Nadzwyczajna technika. " za Sir David Attenborough
9
69
385
18,851
Polska właśnie zrobiła coś, o czym mówi się za cicho. Za niespełna rok na nasze tory wyjedzie najnowocześniejszy pociąg w historii Polski. I nie powstał w Niemczech. Nie powstał we Francji. Nie powstał w Japonii. Powstał w Nowym Sączu. Polska firma NEWAG wyprodukuje dla PKP Intercity 35 hybrydowych pociągów, które: • pojadą tam, gdzie dziś nie dociera kolej • przejadą nawet 920 km bez tankowania • obsłużą dziesiątki miast wykluczonych komunikacyjnie • i będą symbolem technologicznej dojrzałości polskiego przemysłu To inwestycja o wartości ponad 3,36 miliarda złotych. Ale prawdziwa wartość jest gdzie indziej. To dowód, że: 👉 Polska nie musi być tylko rynkiem zbytu 👉 Polska może być producentem technologii 👉 Polska może być liderem Przez lata słyszeliśmy, że „w Polsce się nie da”. A jednak. Dziś polscy inżynierowie projektują i budują rozwiązania, które zmieniają mobilność milionów ludzi. To nie jest tylko pociąg. To sygnał. Polska przestaje gonić. Polska zaczyna tworzyć. I to jest kierunek, w którym powinniśmy iść jako gospodarka. Jeśli wierzysz, że polskie firmy mogą być globalnymi liderami - daj 👍 Chcę zobaczyć, ile osób naprawdę w to wierzy. Czy Polska stanie się krajem, który tworzy technologie przyszłości — czy zawsze będzie tylko ich odbiorcą?
335
1,888
68
8,787
253,923
Mia Anderson. WAŻNY KOMUNIKAT RODACY ‼‼‼ Dziś przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu zapadł OGROMNIE WAŻNY WYROK DLA POLAKÓW I DLA NASZEJ OJCZYZNY Sąd ten uznał, że wystarczy 1 osoba, która NIE ŻYCZY SOBIE aby na danym budynku Urzędu Miasta (dowolnym budynku administracji publicznej, np. Urząd Gminy, Urząd Wojewódzki etc.) była inna niż POLSKA FLAGA to TERAZ, KAŻDY Z WAS MA PRAWO BEZ JAKICHKOLWIEK KONSEKWENCJI JĄ ZDJĄĆ, I powinien nawet bez jakiegoś niańczenia oddać ją dowolnemu pracownikowi tego Urzędu (Bądź odstawić np. na parterze takiego urzędu). Nie ma potrzeby składania jej, zwijania, niańczenia itd, to już tylko Wasza sprawa. ZAPAMIĘTAJCIE, KAŻDY 🇵🇱 (wystarczy tylko 1 osoba) KTO NIE ŻYCZY SOBIE FLAGI INNEJ NIŻ POLSKA U SIEBIE W MIEŚCIE, GMINIE ITD. , WTEDY TO KAŻDY Z WAS RODACY BEZ KONSEKWENCJI MA PRAWO JĄ ZDJĄĆ. Wyrok jest prawomocny, ostateczny. Koniec z solidaryzowaniem się z tym czy tamtym. Definitywny koniec! Koniec! Wasz Burmistrz, Prezydent czy Wójt może prywatnie solidaryzować się u siebie w domu czy na balkonie. Ale nie ma prawa tego robić używając do tego elewacji budynku Urzędu, w którym pracuje i w którym pracuje. Koniec. Uwaga ‼, proszę takich flag nie niszczyć, nie palić, nie wkładać i nie wrzucać do śmietników. Po prostu ZDJĄĆ i dać pierwszemu lepszemu pracownikowi danego Urzędu, lub odstawić. Na polskich urzędach TYLKO POLSKA FLAGA 🇵🇱 TYLKO FLAGA DANEGO MIASTA CZY EW. DANEGO WOJEWÓDZTWA. Flagi Nato, ideologiczne czy państw obcych można bez konsekwencji ZDJĄĆ. Jest to w pełni legalne. Wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 29 maja 2025 r. sygn. akt II AKa 445/24 Wyrok jest prawomocny i ostateczny. 💪💪‼‼ Jeżeli ktoś Was miałby z tego powodu być straszony, to proszę zrobić sobie screen i powołać się na ten wyrok i na Pana sędziego SSA Piotr KACZMAREK (oprócz niego orzekało jeszcze 2 innych, na sali był też poza stronami, prokurator, i liczna publiczność. Jesteśmy DUMNYM NARODEM. DBAJMY O NASZĄ POLSKĘ 🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱 DBAJMY WSZYSCY DBAJMY CODZIENNIE. Proszę udostępniać. Potrzebni teraz chętni by w Waszych miastach zrobić, TO CO TRZEBA ‼‼‼‼ 🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱 Od jutra nie powinno być żadnej obcej flagi. PROSZĘ ZADBAJCIE O TO 🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱
131
3,615
208
9,795
306,805
Dziewięcioletni Polak, Teodor Zajder pobił rekord świata w układaniu kostki Rubika.
193
1,446
98
16,025
1,018,592
The hand signal for help Teach it, share it for awareness
564
4,070
116
27,320
7,574,308