Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
PrzewodzikHistoryczny
PrzewodzikKartograficzny
Wszyscy zapewne wiedzą, że Polska miała pewien epizod „wojenny” z Japonią – w grudniu 1941 roku, po ataku na Pearl Harbor, rząd RP, jako lojalny sojusznik USA, również wypowiedział wojnę Japonii i było to jedyne państwo, któremu wypowiedzieliśmy wojnę w XX wieku. „Konflikt” trwał 16 lat, bo dopiero w 1957 roku udało się sprawy uregulować, ale nasza kochana ojczyzna nie była jedyną, która weszła w, tak naprawdę wirtualny i dość groteskowy, konflikt na odległość z Japonią.
Otóż w 1904 roku, po tym jak wybuchła wojna rosyjsko-japońska malutka Czarnogóra, która była wówczas niepodległym krajem, solidaryzując się z Rosją wypowiedziała wojnę krajowi z Dalekiego Wschodu. Deklaracja ta była w dużej mierze symboliczna, gdyż Czarnogóra nie dysponowała znaczącym potencjałem militarnym, aby zaangażować się w jakąkolwiek realną walkę z Japonią.
Traktat z Portsmouth, który zakończył wojnę rosyjsko-japońską w 1905 roku, o Czarnogórze w ogóle nie wspominał, co doprowadziło do tego, że „konflikt zbrojny” między tymi krajami trwał w najlepsze przez następne… 100 lat. W tym czasie Czarnogóra zniknęła jako niepodległe państwo, a o sprawie przypomniano sobie dopiero w 2006 roku, kiedy to kraj ten ponownie stał się samodzielnym bytem, a Japonia postanowiła go uznać. Stan wojny między oboma krajami został w końcu formalnie zakończony po wizycie japońskiej delegacji w Podgoricy i podpisaniu odpowiednich dokumentów.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Japonia w latach 1926-1945 NIE BYŁA krajem faszystowskim.
Często dostaję to pytanie od czytelników i studentów, którym zdarzy się przeczytać niektóre prace zachodnich naukowców na siłę starajcie się udowodnić tę tezę.
Przyznaję; są również prace japońskich naukowców uderzające w te tony, ale żadna z nich nie dowodzi faszystowskiej naturze Japonii.
Żeby jednak nie było zaraz lamentu, że „Piegzik gloryfikuje zbrodniczy system”:
Owszem, Japonia miała ciągoty do ustroju faszystowskiego, ale zasadniczo pozostała w kategorii systemów autorytarnych. Zarówno pod kątem politycznym i prawnym.
Pomimo antyopozycyjnej legislacji i tłamszenia społecznych oznak niezadowolenia, w Japonii nie doszło do żadnego przewrotu politycznego ani zakulisowej rewizji ustroju opartego niezmienne na konstytucji Meiji. Nie ma też absolutnie mowy o tym, że krajem rządzili wojskowi albo wąskie grono osób.
To był system naczyń połączonych, gdzie ośrodek cywilny władzy miał decydujący głos, ale cierpiał na brak nadzoru nad siłami zbrojnymi. Same siły zbrojne nie miały zaś na tyle siły, aby wybić się nad rządzenie państwem i mocno zależały od cywilnych decyzji gabinetu.
Najgorszym momentem w historii japońskiego ustroju był ten, w którym gen. Tōjō został w październiku 1941 roku jednocześnie premierem i ministrem armii. Są papiery na to, że kilka osób przekonywało go wiosną 1942 roku, aby sięgnął po pełnię władzy: ubezwłasnowolnił gabinet, zredukował ośrodek decyzyjny do armii i floty oraz nie dopuścił do otwarcia kolejnej sesji parlamentu.
Tōjō nie poszedł na to, bo wiedział, że armia jest za słaba i nie przejmie efektywnej kontroli nad państwem. Nie chciał kultu jednostki. Nawet wiadomo, że nie mógł sobie na to pozwolić. Dodatkowo, wierzył on, że cesarz i tak popiera jego wizję polityki zagranicznej i krajowej, co jednak było niewłaściwym odczytaniem nastrojów na dworze.
Znamienne jest to, że w Japonii nie da się wskazać linearnego wzrostu wpływów określonej grupy na rządy w państwie. Klęski na frontach wojny nie doprowadziły do konsolidacji władzy sił zbrojnych w Japonii. Co więcej, armia stopniowo sama zaczęła wycofywać się od sterowania państwem, aby skupić się na obronie wysp macierzystych i pełnić rolę jednego z trzech głównych ośrodków decyzyjnych.
Twierdzenie, że Japonia była krajem faszystowskim de facto zrzuca odpowiedzialność za wybuch wojny na wąskie grono decydentów, najczęściej oczywiście armii. To jest wielkie nieporozumienie.
Kraj został popchnięty do wojny w równym stopniu przez ośrodek cywilny, który toczył swoją grę o podział stref wpływów w Azji Wschodniej w nie mniejszym stopniu niż siły zbrojne. Wina sił zbrojnych polega na tym, że chciała wszystko przyspieszyć i wymuszała politykę faktów dokonanych. Ale gabinet spokojnie mógł się z tego wycofać, pokazując zachodowi dobrą wolę i chęć zachowania status quo.
Tylko gabinet tego nie chciał. Bo działania armii były mu zwykle na rękę.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Jedno z ciekawszych zdjęć wojny na Pacyfiku.
Birmańska robotnicza zatrudniona przez Brytyjczyków do budowy wschodniej odnogi drogi birmańskiej. Według niektórych źródeł był to absolutnie najgorzej płatny zawód (oczywiście oprócz pracy przymusowej lub eksploatacji jeńców) w całym Imperium Brytyjskim w tamtym czasie.
Po zajęciu przez Japończyków miasta Lashio pod koniec kwietnia 1942 i tym samym południowego krańca drogi birmańskiej, drogocenna linia zaopatrzeniowa do Kunming uległa przerwaniu. Czang potrzebował alianckich dostaw jak kroplówki, więc oprócz dostaw lotniczych, podjęto decyzję o budowie wschodniej odnogi z Ledo w Indiach, która przeszła do historii pod nazwą “drogi Stilwella”.
W tamtym czasie każdy aliancki żołnierz był na wagę złota, aby nie przepuścić Japończyków przez Góry Arakańskie, zaś birmańscy mężczyźni specjalnie nie garnęli się do pracy dla Brytyjczyków, chyba nawet woleli, aby Japonia wygrała. Do budowy zaangażowano więc też kobiety i dzieci. Rzekomo dobrowolnie i odpłatnie. Amerykanie początkowo byli oburzeni, potem przymknęli oczy, bo Chińczycy byli ważniejsi od birmańskich wieśniaków, a do tego mieli dosyć poświęcania załóg w ryzykownych lotach wahadłowych do Yunnanu.
Wspomnienia Birmańczyków mówią, że było to i tak lepsze od śmierci głodowej, bo oprócz dniówki, dawano też jeden posiłek dziennie.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
PrzewodzikHistoryczny
PrzewodzikKsiążkowy (wypisy)
Tego dnia w 1945 cesarz Hirohito zwołał posiedzenie gabinetu na którym zapowiedział kapitulację Japonii oraz nagrał przemówienie do narodu, które wyemitowano w radiu następnego dnia w południe:
„Gdy 14 sierpnia niebo na wschód od Tokio zaczęło się rozjaśniać, wysoko w górze samotny B-29 nadleciał z buczeniem nad centrum miasta, wyrzucając z siebie sznur pocisków. Wybuchały jeden po drugim, rozrzucając chmury powiewających ulotek. Ich tekst został pospiesznie nakreślony w Waszyngtonie przez Biuro Informacji Wojennej, przetłumaczony na japoński i przesłany radiofotograficznie na Saipan.
DO NARODU JAPOŃSKIEGO
Dziś amerykańskie samoloty nie zrzucają na Was bomb. Zamiast nich zrzucają ulotki, ponieważ Rząd Japoński zaproponował kapitulację, a każdy Japończyk ma prawo znać warunki tej propozycji i odpowiedź, jakiej udzielił Rząd Stanów Zjednoczonych w imieniu własnym, Brytyjczyków, Chińczyków i Rosjan. Rząd Wasz ma obecnie szansę natychmiastowego zakończenia wojny.
Dalej przytoczone zostało japońskie warunkowe przyjęcie proklamacji poczdamskiej, a także odpowiedź Byrnesa.
Markiz Kido zaniósł jedną z ulotek, która spadła na terenach pałacowych, do obunko. Oznajmił cesarzowi, że gdyby wpadły one w ręce żołnierzy, nic nie wiedzących o negocjacjach, mogłyby wywołać powstanie. Jego Cesarska Mość powinien był niezwłocznie zwołać konferencję cesarską, aby powiadomić członków rady o zdecydowanym pragnieniu natychmiastowego zakończenia wojny.
Cesarz przejrzał ulotkę i nakazał strażnikowi tajnej pieczęci natychmiast odszukać Suzukiego. Szczęśliwym trafem premier był już w przedpokoju. Stwierdził, że w obecnych okolicznościach za wiele czasu zajmie zdobycie pieczęci obu szefów sztabów; zamiast tego musiałby poprosić cesarza, aby zdobył się na bezprecedensowy krok zwołania konferencji cesarskiej na mocy własnego autorytetu. Kido dostrzegł konieczność tak nadzwyczajnego działania. Ponadto uznał za konieczny inny bezprecedensowy krok: zamierzał towarzyszyć Suzukiemu w czasie spotkania z cesarzem. Nigdy wcześniej strażnik tajnej pieczęci nie był obecny na prywatnej audiencji premiera u monarchy. Jego Cesarska Mość nie tylko zgodził się zwołać posiedzenie na 10:30, ale posunął się znacznie dalej. W razie impasu zamierzał wydać rządowi „rozkaz” przyjęcia warunków noty Byrnesa. (…)
Obrady ledwo się rozpoczęły, gdy ogłoszono, że uczestnicy będą musieli przenieść się całą grupą do aneksu obunko na nadzwyczajną konferencję cesarską – pierwsze spotkanie w pełnym składzie z udziałem cesarza od czasu owego historycznego z 1 grudnia 1941 r. Nie dano im nawet czasu przebrać się w formalną odzież; minister uzbrojenia, przykładowo, musiał pożyczyć krawat od urzędnika Dworu Cesarskiego i poprosić ministra opieki społecznej o jego zawiązanie. Po raz drugi w ciągu pięciu dni siły zbrojne zostały wmanewrowane w konfrontację, na którą nie były gotowe, a na Suzukiego spadł główny ciężar ich rozżalenia.
Gdy wkroczyli do tajnej podziemnej sali obrad, zorientowali się, że stoły usunięto, a na ich miejsce wstawiono dwa długie rzędy krzeseł, aby pomieścić więcej uczestników. Czekali niecierpliwie w parnym, klaustrofobicznym pomieszczeniu. Około 10:50 cesarz w mundurze armii i białych rękawiczkach wkroczył z gen. Hasunumą, swoim głównym wojskowym adiutantem.
Suzuki przeprosił cesarza za to, że jego rząd nie zatwierdził jednogłośnie przyjęcia noty Byrnesa. Wskazał trzech głównych rozłamowców – Toyodę, Umezu i Anamiego – po czym poprosił, aby przedstawili swoją argumentację bezpośrednio Jego Cesarskiej Mości. Umezu wzywał do dalszego prowadzenia wojny.
Jeśli kapitulacja miała oznaczać kres istoty narodowej, to cały naród należało poświęcić w ostatecznej bitwie. Jego słowom wtórował adm. Toyoda. Dławiący się z emocji Anami chciał walczyć dalej, o ile alianci nie obiecają nieodwołalnie zagwarantować bezpieczeństwa cesarza. Wciąż istniała szansa na zwycięstwo, a jeśli nawet nie, to przynajmniej można by zakończyć wojnę na lepszych warunkach.
Cesarz zaczekał, ale nikt inny nie wstał z miejsca. W końcu skinął głową.
– Skoro nikt już nie ma nic do powiedzenia – stwierdził – to wyrażę własne zdanie. Chciałbym, byście wszyscy zgodzili się z moimi wnioskami. Starannie wysłuchałem wszystkich argumentów przeciwnych przyjęciu przez Japonię odpowiedzi aliantów w jej obecnej formie, ale nie zmieniłem zdania. Zapoznałem się z warunkami wewnętrznymi oraz międzynarodowymi i doszedłem do wniosku, że nie możemy już dalej prowadzić tej wojny.
– Dłonią w rękawiczce otarł łzy z policzków. Widok ten wytrącił z równowagi kilku uczestników, którzy nie zdołali stłumić szlochu. (…)
Wszystkie te uczucia są bardzo trudne do zniesienia, ale nie mogę pozwolić, aby moi poddani dalej cierpieli. Pragnę ocalić naród, ryzykując własnym życiem. Jeśli wojna będzie nadal trwać, cały naród legnie w gruzach, zginą kolejne setki tysięcy. Nie mogę tego znieść, a decyzja, którą muszę podjąć, przypomina decyzję cesarza Meiji w czasach potrójnej interwencji, gdy zniósł to, co nie do zniesienia, i wytrzymał to, co nie do wytrzymania. Teraz muszę to uczynić, a my wszyscy winniśmy się zjednoczyć, aby odbudować Japonię jako pokojowo nastawiony kraj”.
Znowu zrobił przerwę. Dwaj ministrowie upadli bezwładnie na podłogę”.
John Toland „Wschodzące słońce. Schyłek i upadek Cesarstwa Japonii 1936-1945. Tom II”, Oświęcim 2023
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Z pamiętników portugalskich gości w Japonii
Przypłynęli w celach handlowych, bo Japonia znana była w Chinach jako kraj zasobny w srebro oraz z dużym popytem na produkty z kontynentu.
Za kupcami pojawili się jezuici, którzy rozpoczęli działalność misyjną i naukową, bo podjęli się nauki języka japońskiego i przyswojenia zasad lokalnej kultury i struktur społecznych.
Przez Japończyków zostali nazwani namban, czyli „barbarzyńcy z południa”, co zrównywało ich do innych azjatyckich ludów, o których posiadano skrajnie złe zdanie. Japończyków zwłaszcza brzydziły duże i jasne oczy przybyszów z Europy, ponieważ przypominały im fizjonomię dzikich zwierząt, zwłaszcza bezpańskich psów.
Niepochlebnie też wypowiadali się o higienie Europejczyków, którzy (cytat) „śmierdzieli gównem jakby je żarli i próbowali zabić jego nieznośny zapach aromatycznymi olejkami, które tylko przyprawiają cywilizowanych ludzi o mdłości”.
Mimo wszystko relacje z Portugalczykami się pogłębiały. Jezuici szybko uzyskali wpływ na lokalne elity poprzez całkiem udaną działalność misjonarską, zwłaszcza na Kiusiu. Nie dość, że ludność zaczęła modlić się do „Iesu”, to jeszcze daimyō wspierali finansowo rozbudowę struktur kościoła katolickiego na wyspach.
W dziele jednego portugalskiego jezuity możemy jednak znaleźć ciekawy opis tego, jak bardzo „zeuropeizowani” i „schrystianizowani” zamożni Japończycy różnili się od samych Portugalczyków, nawet najprostszych kupców.
Chodziło o zasady ubioru.
Europejczycy swoje najlepsze ubrania posiadali zawsze na dole, czyli buty i spodnie, o które niezwykle dbali. Najgorsze części garderoby natomiast zakładali pod spód, np. spraną bieliznę czy też dziurawe koszule.
Dla odmiany Japończycy swoje najlepsze ubranie zakładali pod spód kimona. Jedwabna bielizna i delikatne koszule. Zupełnie nie przejmowali się dołem własnego wyglądu, bo buty (najczęściej sandały lub trzewiki) czy spodnie traktowano stricte roboczo, jako rzeczy do natychmiastowego pobrudzenia na ulicy.
To też tłumaczyło Portugalczykom dlaczego dla Japończyków wejście do czyjegokolwiek domu w butach jest aktem najwyższego chamstwa i braku kultury.
Choć dzisiaj Japończycy raczej zwracają uwagę na obuwie, ścisłe zasady ściągania butów są absolutną podstawą dobrego wychowania i szacunku do gospodarza domu. Coś, czego chodzący w butach po domu Amerykanie i Anglicy zrozumieć nie umieją (i nie chcą).
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Jak zawsze widzę te kulturoznawcze wysrywy pt. „jak prawidłowo jeść sushi”, to przypomina mi się komentarz mojego japońskiego sąsiada w Machidzie, który urodził się jeszcze przed wojną:
„Jedz jak lubisz, pod warunkiem, abyś nie narobił syfu i nie darł japy jak Amerykanie”. 👌
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Warto dodać okoliczności w jakich matka MacArthura umarła.
A była to przeprowadzka do Filipin w związku z przyjęciem przez Maca propozycji Quezona w kwestii zostania doradcą wojskowym, który miał zbudować armię państwa kroczącego ku niepodległości.
Lekarze mówili MacArthurowi, że to nie jest najlepszy pomysł targać chorą matkę przez Pacyfik, w dodatku do takiego klimatu jaki był na Filipinach. MacArthur jednak to wszystko zignorował i stwierdził, że musi być przy nim a on musi przeprowadzić się jeszcze przed okresem monsunowym.
Matka umarła ostatecznie w Manili w grudniu 1935 roku. Złośliwi twierdzili, że gdyby nie „miłość syna” to pożyłaby nieco dłużej, z pewnością bez męczącej przeprowadzki.
Ale niteczkę oczywiście polecam. ☺️
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Dziś opowiem Wam o pewnym niepozornym chłopaku.
St. bsm. Yoshikazu Nagahama, pilot myśliwca Zero, najpierw na lotniskowcu Kaga, potem Zuikaku.
W lutym 1942 przypadkowo oddalił się od grupy i został zaatakowany przez pięć amerykańskich myśliwców.
Zestrzelił cztery z nich.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
WYSŁANNICY NIEBIOS
14 lutego 1942 japońscy spadochroniarze armii, “Sora no Shimpei”, w brawurowym ataku zdobywają Palembang.
Trudno jest przecenić znaczenie tego wydarzenia, gdyż sami Japończycy wprost przyznają, że “wojna na Pacyfiku wybuchła o ropę w Palembang”.
Jak to było?
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Serial Pacyfik to czyste złoto.
Polecam go w ciemno, ale ten “atak banzai” (co to jest?) to chyba dla widza z zachodu.
Natarcia przełamujące (tokkomi) to setki żołnierzy, często pod osłoną nocy, w mgle. Był szok, pierwsze linie obrony padały. Dopiero potem szturm tracił impet.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Checklista każdego mundrego experta wypowiadającego się w mediach o Japończykach w wojnie na Pacyfiku:
- szarża banzai
- fanatyczni żołnierze ginący z przyjemnością za cesarza
- skubani chcieli walczyć do samego końca
- generał Wakamafu był w Ameryce, więc widział z kim walczy
- naloty na Tokio były przecież bardziej niszczące niż atomówki
- nie ratowali własnych pilotów
- czerpali garściami z niemieckiej technologii
- dokumenty zostały zniszczone i nie da się zbadać tego tematu
- wszystko już wiemy dzięki Amerykanom
- Flisowski napisał w 1670 roku, że…
- Yamamoto powiedział, że…
- mieli pogardę do innych narodów wyssaną z mlekiem matki
- za zbrodnie wojenne odpowiadało shintō
- Midway to prawie wygrali, gdyby nie…
- gdyby zrobili trzeci nalot na PH i zniszczyli zbiorniki z paliwem…
- wojna miała potrwać rok i Yamamoto powiedział, że tyle da radę
- lotniskowce Szokaku i Rjudżo
Jak słyszycie przynajmniej trzy-cztery podpunkty z tej listy, to możecie być pewni, że ziomek wypowiada się o temacie na podstawie dwóch książek przeczytanych w dzieciństwie i szybkiego skanu Wikipedii przed programem.
+10 punktów za przytoczenie dowolnej anegdoty, której nie idzie zweryfikować
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
TRAGEDIA ADMIRAŁA KIMMELA?
Dziś rocznica japońskiego ataku na Pearl Harbor.
Chciałbym napisać o czymś ciekawym z amerykańskiego punktu widzenia. Rok temu było o Japończykach, więc tym razem zapraszam na wątek o admirale Kimmelu, którego większość z Was zapewne dobrze kojarzy.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Czy Japonia musiała w ogóle atakować Stany Zjednoczone?
Jeśli po alianckim embargo zdecydowano się na wojnę dla pozyskania ropy naftowej w Azji Płd-Wsch, to czy nie wystarczyło opanować samych Holenderskich Indii Wschodnich?
Odpowiedź brzmi nie, a w tym wątku powiem Wam czemu.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Dlaczego Japonia zdecydowała się na wojnę z aliantami?
Moja ostatnia nitka dotyczyła wątku politycznego, dziś natomiast zapraszam do krótkiej analizy gospodarczej przez pryzmat jednego niezwykle ważnego surowca naturalnego.
Pewnie już domyślacie się, że chodzi o ropę naftową.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Dlaczego Japonia i Stany Zjednoczone się nie dogadały jesienią 1941 roku i doszło do wojny na Pacyfiku?
Mamy listopad, powoli zbliżamy się do kolejnej rocznicy Pearl Harbor. Ponadto, wielu z Was prosiło o wyjaśnienie, dlatego zapraszam dzisiaj na niteczkę polityczno-ekonomiczną.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Jedna z najbardziej kretyńskich scen współczesnej kinematografii wojennej.
Atak Dauntlessów na Akagi, “Midway” (2019).
Ja wiem, że trzeba było podkręcić dramatyzm, ale ta obrona przeciwlotnicza to chyba z Gwiezdnych Wojen, tak samo ten lot nurkowy rodem z teksańskiego rodeo.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
General Douglas MacArthur to chyba postać, której nie trzeba nikomu przedstawiać.
Sam się zastanawiam czemu akurat o nim mógłbym godzinami opowiadać różne anegdoty, ale wygląda na to, że po prostu miał magnetyczną osobowość i umiał się sprzedać.
Borneman opisuje jego dowodzenie w wojnie na Pacyfiku, począwszy od roli marszałka Filipin aż po kapitulację Japonii. Co ciekawe, autor należy do osób, które raczej nie przepadają za MacArthurem. Wskazuje dosyć jasno jego błędy, ale ciężko mu znaleźć człowieka podobnego formatu w US Army, łącznie ze słynnym gen. Marshallem.
Czy MacArthur był wybitny? Zdecydowanie tak.
Widzę jego błędy i słabości, ale nie da się zanegować tego, że obok Nimitza był on głównym architektem amerykańskiego zwycięstwa na Pacyfiku. Nie ma ludzi bezbłędnych, a MacArthur pokazał wiele razy, że jeżeli coś zawalił, to umiał to naprawić i przywrócić na właściwe tory.
Należy jednak pamiętać o tym, że był on bardziej strategiem z potężnym oddziaływaniem politycznym niżeli typowym „generałem polowym”.
Przy natłoku różnych prac o MacA, tę uważam za jedną z lepszych.
8/10.
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Angkor Wat in Cambodia is one of the most famous places in the world, and rightly so.
But what is it, who built it, and when?
Well, the first thing to say is that Angkor Wat stands at the heart of a colossal, abandoned city...
Dalekowschodnie Refleksje - Jacek Wachowiak retweeted
Pierwsza bitwa lotniskowców.
8 maja 1942 - rocznica kulminacyjnego dnia bitwy na Morzu Koralowym.
US Navy odnosi ważne strategiczne zwycięstwo i powstrzymuje ofensywę na Port Moresby.
MO Kidō Butai taktycznie wygrywa bitwę i jest od włos od zatopienia dwóch lotniskowców.




















