Pinned Tweet
Czytać i się uczyć jak się robi politykę
Replying to @padrinio
Przypiął pan wpis, ale strony już nie ma.
Znalazłem w archiwum.
Ostatnia migawka z 2022 roku.
web.archive.org/web/20220705…
Andrzej Filipowicz retweeted
Panie Berek @MaciejBerek , swoimi wpisami tylko pan potwierdza iż ma rację Pan Prezydent iż sędziom TK być pan nie może. Drobne uzasadnienie.
1. Odróżnienie istnienia sporu od przeszkody procesowej w jego rozpoznaniu. Autorzy pisma twierdzą, że skoro do rozstrzygnięcia sporu w pełnym składzie potrzeba co najmniej 11 sędziów (art. 37 ust. 1 pkt 1 lit. a w zw. z art. 37 ust. 2 u.o.t.p.TK), a obecnie 5 z 15 nie jest dopuszczanych do orzekania, to spór jest pozorny, bo nie da się go rozstrzygnąć. W nauce prawa procesowego i konstytucyjnego wyraźnie oddziela się materialnoprawne zaistnienie sporu od zdolności sądu do wyłonienia składu orzekającego. Spór kompetencyjny powstaje w momencie, gdy dwa centralne konstytucyjne organy państwa (tutaj: Sejm oraz Prezydent RP) prezentują sprzeczne i wykluczające się stanowiska co do zakresu swoich kompetencji przy kreowaniu składu TK oraz skuteczności aktu ślubowania. Trudność w zebraniu kworum (11 sędziów) jest kwestią czysto techniczną i ustrojową wewnątrz samego Trybunału, a nie dowodem na nieistnienie konfliktu kompetencyjnego między organami państwa. Przejściowy brak kworum nie sprawia, że wniosek staje się „nieistniejący” – do czasu formalnego umorzenia lub rozstrzygnięcia przez TK sprawa ma status zawisłej (lis pendens).
2. Rzeczywisty przedmiot sporu to wykładnia art. 194 ust. 1 Konstytucji RP i rola Prezydenta RP.
Autorzy dokumentu stoją na stanowisku, że „jedynym organem uczestniczącym w wyborze sędziego TK jest Sejm”, a złożenie ślubowania miało miejsce „tylko i wyłącznie wobec Prezydenta”, co w ich ocenie zamyka temat. To właśnie to twierdzenie stanowi istotę rzeczywistego sporu kompetencyjnego między Sejmem a Prezydentem RP. Stanowisko Sejmu (i autorów pisma): Wybór przez Sejm jest wyłączny i samowystarczalny, a udział Prezydenta ma charakter czysto ceremonialny i notarialny (bierne „wysłuchanie” ślubowania). Stanowisko Prezydenta RP (oraz Prezesa TK): Zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy o statusie sędziów TK oraz utrwalonym orzecznictwem samego Trybunału (m.in. wyroki z 2015 r., sygn. K 34/15 i K 35/15), proces kreacji sędziego ma charakter złożony, a odebranie ślubowania przez Prezydenta RP jest aktem współkształtującym status sędziego, umożliwiającym objęcie urzędu i rozpoczęcie kadencji. Spór dotyczy również sposobu złożenia ślubowania, czy jednostronne odczytanie roty „wobec” Prezydenta (np. korespondencyjnie, bez jego zgody lub bez dochowania procedury w Pałacu Prezydenckim) jest prawnie równoważne z odebraniem ślubowania przez głowę państwa. Ponieważ oba organy (Sejm i Prezydent) roszczą sobie wyłączną kompetencję do wiążącej oceny skuteczności tego aktu, mamy do czynienia z klasycznym, realnym sporem o granice kompetencji konstytucyjnych.
3. Skutek zawieszający z mocy prawa (art. 86 ust. 1 u.o.t.p.TK). W tekście podniesiono zarzut, że spór „nie może niczego wstrzymywać” i stanowi jedynie „pretekst” do niedopuszczania sędziów do orzekania. Wstrzymanie działań nie wynika z arbitralnej woli sędziego Bogdana Święczkowskiego czy Kancelarii Prezydenta, lecz wprost z art. 86 ust. 1 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK, który stanowi: „Wszczęcie postępowania przed Trybunałem powoduje zawieszenie postępowań przed organami, które prowadzą spór kompetencyjny”. Jest to skutek następujący z mocy samego prawa (ex lege) z chwilą prawidłowego zainicjowania postępowania przez podmiot uprawniony w art. 192 Konstytucji RP.Co więcej, dopuszczenie tych 5 osób do składu 11 sędziów rozstrzygających ten konkretny spór kompetencyjny prowadziłoby do złamania fundamentalnej zasady prawa: nemo iudex in causa sua (nikt nie może być sędzią we własnej sprawie). Sędziowie, których status i skuteczność objęcia urzędu są bezpośrednim tłem sporu między Sejmem a Prezydentem, nie mogą orzekać o tym, czy procedura ich własnego zaprzysiężenia była prawidłowa, gdyż obarczałoby to wyrok wadą nieważności.
4. Kwestia zaproszenia sędziego Sławomira Patyry przez Prezydenta RP autorzy argumentują, że o pozorności sporu świadczy fakt, iż Prezydent po jego wszczęciu zaprosił sędziego Sławomira Patyrę do złożenia ślubowania w Pałacu Prezydenckim. Działanie Prezydenta RP nie obala sporu, lecz potwierdza konsekwencję jego stanowiska kompetencyjnego. Jak sami autorzy zauważają w ostatnim akapicie, sędziowie TK są wybierani „indywidualnie”. Oznacza to, że sytuacja prawna każdego z nich (np. wakat, na który zostali wybrani, czy przebieg procedury) podlega odrębnej ocenie. Zapraszając wybranego sędziego do Pałacu Prezydenckiego w celu formalnego odebrania ślubowania, Prezydent RP realizuje dokładnie tę kompetencję, o którą toczy spór – wykazuje w ten sposób, że do skutecznego objęcia urzędu niezbędne jest oficjalne i czynne odebranie ślubowania przez głowę państwa w wyznaczonym przez nią trybie, a nie jednostronna czynność wybranych osób dokonana z pominięciem woli Prezydenta.
@NawrockiKn @prezydentpl @BoguckiZbigniew @MarekWoch2 @Zaradkiewicz_K @Szafarowicz2001 @KidaOskar @Kamilabormosz @D_Tarczynski
Andrzej Filipowicz retweeted
Najbardziej bulwersujące nie jest nawet to, że Maciej Berek został wybrany do TK mimo poważnych zastrzeżeń dotyczących spełnienia ustawowych wymogów. Najbardziej bulwersująca jest sugestia, że posłowie koalicji rządzącej mieli pełną świadomość tych zastrzeżeń, a mimo to zagłosowali za jego wyborem. Czyżby polityczne polecenie Donalda Tuska i obawa o utratę stanowisk okazały się ważniejsze niż ustawa i Konstytucja? Jeżeli parlamentarzyści świadomie głosowali za kandydaturą osoby niespełniającej wymogów ustawowych, to nie mamy do czynienia z pomyłką, lecz z problemem świadomego naruszenia prawa. A wtedy pytanie dotyczy już nie tylko Berka, ale również odpowiedzialności tych, którzy umożliwili jego wybór.
Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że marszałek Sejmu miał próbować przyjąć od niego ślubowanie, mimo poważnych wątpliwości co do legalności jego wyboru. Jeżeli te zarzuty się potwierdzą, oznaczałoby to próbę nadania pozorów legalności procedurze obciążonej istotnymi zastrzeżeniami prawnymi
Andrzej Filipowicz retweeted
Panowie sędziowie, spór kompetencyjny nie znika tylko dlatego, że ogłosiliście go pozornym. Prawo nie działa na zasadzie deklaracji zainteresowanych.
Po pierwsze, art. 194 ust. 1 Konstytucji przyznaje Sejmowi kompetencję do wyboru sędziego TK, ale nie do samodzielnego określania sposobu objęcia przez niego obowiązków orzeczniczych.
Po drugie, art. 4 ust. 1 ustawy o statusie sędziów TK jednoznacznie wymaga złożenia ślubowania wobec Prezydenta RP, a art. 5 wiąże ze złożeniem ślubowania nawiązanie stosunku służbowego i podjęcie obowiązków. Proszę wskazać przepis, który upoważnia Marszałka Sejmu do organizowania czynności zastępujących ustawową procedurę ślubowania. Nie polityczną interpretację ani opinię, lecz konkretną normę prawną.
Po trzecie, autorzy oświadczenia sami przyznają, że Prezydent nie uznał czynności z 9 kwietnia za skuteczne ślubowanie. Jednocześnie twierdzą, że ślubowanie zostało prawidłowo złożone. A więc istnieje rzeczywista rozbieżność dotycząca skutków prawnych czynności związanych z wykonywaniem kompetencji organów konstytucyjnych. Czy rozbieżność ta spełnia przesłanki sporu kompetencyjnego z art. 85 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK, powinien rozstrzygnąć Trybunał, a nie osoby bezpośrednio zainteresowane wynikiem sprawy. Po czwarte, argument, że skoro część sędziów wykonuje obowiązki, pozostali również muszą zostać dopuszczeni, jest prawniczo absurdalny. Skuteczność ślubowania ocenia się indywidualnie, a nie przez głosowanie większości. I wreszcie rzecz najważniejsza: art. 7 Konstytucji nie pozwala organom państwa zastępować ustawowych procedur własnymi konstrukcjami prawnymi, nawet jeżeli uznają je za politycznie konieczne. Można dyskutować, czy Prezydent prawidłowo wykonuje swój obowiązek odebrania ślubowania. Nie można jednak z tego automatycznie wyprowadzać kompetencji Sejmu do zastąpienia ustawowego trybu innym.
Największy paradoks tego oświadczenia? Osoby, których status prawny jest przedmiotem sporu, same ogłaszają, że spór nie istnieje, a następnie oczekują uznania tej deklaracji za rozstrzygającą. To nie jest rozstrzyganie sporu prawnego. To próba zastąpienia rozstrzygnięcia własnym stanowiskiem.
Taka ciekawostka
Prof. Krzysztof Ślebzak przegrał proces z Trybunałem Konstytucyjnym. Sąd orzekł jasno –,,bez ślubowania nie ma uposażenia”.
Prof. Krzysztof Ślebzak został wybrany na jednego z sędziów Trybunału Konstytucyjnego jesienią 2015 'na zapas' przez Sejm zdominowany przez ekipę Tuska i Kamysza. Nowy Sejm VIII kadencji ten wybór unieważnił i powołał na to miejsce inną osobę. Mimo wyroku TK z 3 grudnia 2015 r., potwierdzającego legalność wyboru m.in. prof. Krzysztofa Ślebzaka, prezydent nigdy nie odebrał od niego przysięgi. Ten pomimo to domagał się wypłaty uposażenia i to w stanie spoczynku.
Sąd orzekł, że warunkiem do nabycia tego prawa jest czynna służba, która w przypadku powoda nigdy się nie rozpoczęła. Sąd zdecydował, że Krzysztof Ślebzak nigdy jej nie rozpoczął, ponieważ nie złożył ślubowania przed prezydentem, więc stosunek służbowy pomiędzy nim a Trybunałem nie powstał.
W uzasadnieniu sędzia Adam Pruszyński mówił, że ,,sąd pracy nie jest powołany do naprawiania deliktów konstytucyjnych władzy wykonawczej za pomocą przepisów płacowych”.
Ciąg dalszy duskusji
Replying to @AIHumorGPT
Mój główny wpis opierał się na tym, że komisja posiadając tylko szczątkowe dokumenty i pomimo zgłoszonych wątpliwości przystąpiła do głosowania. Powino się zrobić przerwę w posiedzeniu, poprosić kandydata o stosowne dokumenty i wrócić do sprawy dzień później lub kilka dni później. To by pokazało przejrzystość procesu weryfikacji kandydata. Jak wiemy, tak się nie stało.
Zatem proszę nie oczekiwać od Komisji czy jego Przewodniczącego jakichkolwiek wyjaśniej. Pod postami posła Śliża wklejono dziesiątki postów z moją nitką. I nic. Zero reakcji.
Co do samego stażu, to Komisja nawet nie podjęła próby jego weryfikacji. Maciej Berek o to pytany, powiedział że wpis do rejestru wystarczy. Oglądałem posiedzenie Komisji na żywo i takie sformułowanie mnie ubodło. Do TK powinni trafiać wybitni prawnicy, co nie zawsze ma miejsce, ale przynajmniej tacy, którzy znają prawo.
Maciej Berek pomimo ogromnej reklamy jego osoby przez przedstawicieli koalicji rządzącej, w mojej ocenie wykazał się w tym momencie laikiem prawnym. Skoro Pan to wie i ja również, że wpis w ewidencji to nie jest właściwy sposób udokumentowania stażu pracy, to wybitny prawnik a zarazem radca prawny też powinien to wiedzieć.
Nie wiem jak to nazwać. Buta, arogancja czy może jednak zbyt krótki staż pracy jako radca prawny. Nie znajduję odpowiedzi na to pytanie.
Tym samym nikt nie wie jaki staż pracy został mu zaliczony. Podejrzewam że jak z Noblem dla Obamy. Na zachętę.
Ja przeprowadziłem własne wyliczenie i wyszło mi jak wyszło. Podobnie staż pracy ocenił poseł Jabłoński. A jeszcze gorzej Redaktor Patryk Słowik. Ten uznał tylko własną kancelarię za wykonywanie zawodu radcy prawnego. A to ciągle daleko od 10 lat.
Jeżeli ma Pan ochotę, to proszę samemu ocenić ten staż pracy. Odpowiedzi z instytucji zatrudniających Macieja Berka są na stronie berek-fakty.pl. Polecam też użycie tej grafiki z wpisu do ewidencji OIRP, uzyskanej przez Tomasza Grodeckiego. Też dostałem odpowiedź z OIRP, ale była tak płytka, że wolałem bazować na bardziej szczegołowej odpowiedzi.
A może doczekamy się w końcu odpowiedzi samego Berka, który uparcie milczy w tej sprawie i podobnie jak Marszałek Czarzasty uważa temat za zamknięty.
A temat nie jest zamknięty i wybuchnie z większą mocą niż teraz.
Na wstępie proszę mi powiedzieć, dlaczego nie odpowiedział pan na moje pytanie: czy na podstawie trzech dokumentów, które otrzymałem z Kancelarii Sejmu, uznałby pan, że Maciej Berek spełnia ustawowe wymogi formalne do objęcia stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego?
Podstawą moich wątpliwości jest art. 7 Konstytucji RP, zgodnie z którym organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, w związku z art. 3 ustawy o statusie sędziów TK i przepisami ustawy o Sądzie Najwyższym, do których ten artykuł odsyła. Skoro ustawa określa wymagania wobec kandydatów, komisja powinna je rzetelnie zweryfikować przed wydaniem opinii. Powinna przeanalizować odpowiednie dokumenty, ustalić, które okresy można zaliczyć do wymaganego stażu, i dopiero wtedy ocenić, czy kandydat spełnia ustawowe kryteria.
Jeżeli chodzi o staż radcowski, przeanalizowałem dostępne odpowiedzi instytucji państwowych, w których Berek pracował lub na rzecz których miał świadczyć usługi, stanowisko Ośrodka Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych oraz orzecznictwo Sądu Najwyższego. Odpowiedzi instytucji nie potwierdzają, by był w nich zatrudniony na stanowisku radcy prawnego. Oczywiście zawód można wykonywać również na podstawie umów cywilnoprawnych, ale wtedy trzeba ustalić, jakie umowy zawarto, jakie czynności wykonywano i w jakich okresach. Sam wpis na listę radców prawnych potwierdza uprawnienie do wykonywania zawodu, ale nie przesądza, że wymagany staż został rzeczywiście wypracowany.
Sam również przeanalizowałem dostępne informacje i spróbowałem obliczyć okresy, które potencjalnie można zaliczyć do stażu. Było to wyłącznie pomocnicze wyliczenie, pokazujące, jak trudne jest ustalenie pełnych dziesięciu lat. Z moich obliczeń wynika, że zebranie wymaganego okresu budzi poważne wątpliwości. Taką analizę, na podstawie kompletnych dokumentów, powinna jednak przeprowadzić komisja sejmowa, a nie obywatel, który po fakcie próbuje odtworzyć sposób weryfikacji kandydatury.
W dokumentacji przekazanej mi przez Kancelarię Sejmu nie było umów cywilnoprawnych ani innych materiałów pozwalających prześledzić sposób obliczenia stażu.
Osobną kwestią jest zaświadczenie Okręgowej Izby Radców Prawnych. Dokument, który Maciej Berek pokazał publicznie, różnił się od wersji zaprezentowanej przez dziennikarza Tomasza Grodeckiego z portalu Niezależna. Ta druga była bardziej szczegółowa, dzięki czemu łatwiej było zestawić podane okresy z datami, miejscami pracy i stanowiskami w przebiegu kariery Berka. To właśnie takie informacje są potrzebne, aby przeprowadzić rzetelne wyliczenie stażu, zamiast poprzestawać na ogólnym potwierdzeniu wpisu na listę radców prawnych.
Uwzględniam również alternatywne ścieżki kwalifikacyjne wynikające z art. 3 ustawy o statusie sędziów TK i przepisów, do których ten artykuł odsyła. Ustawa o Sądzie Najwyższym przewiduje między innymi wymóg odpowiedniego stażu oraz wyjątek dotyczący osób posiadających tytuł profesora lub stopień doktora habilitowanego nauk prawnych, pod określonymi warunkami. Sam stopień doktora nie jest równoznaczny ze stopniem doktora habilitowanego i nie zwalnia automatycznie z wymogu stażowego.
Nie wystarczy zatem przedstawić życiorysu, wskazać uprawnienia zawodowe i zapewnić, że kandydat ma duże doświadczenie. Trzeba jeszcze wykazać, że spełnia konkretne kryteria określone w ustawie. Komisja powinna zgromadzić i przeanalizować odpowiednie materiały, obliczyć staż i na tej podstawie ocenić spełnienie wymagań. To należy do jej obowiązków w procesie opiniowania kandydatury.
PS. Czy czytał pan stenogram albo oglądał posiedzenie Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z 3 września 2026 r.? Mam wrażenie, że nie, ponieważ w tym zapisie nie ma nawet informacji, że Maciej Berek ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Gdańskim. Jest mowa o uzyskaniu przez niego stopnia doktora nauk prawnych w 2016 r. oraz o jego związkach z UMCS i UW, ale nie wskazano, gdzie ukończył studia magisterskie.
Panie Andrzeju, dziękuję za rzeczową odpowiedź. Tak właśnie powinna wyglądać dyskusja o praworządności: przepisy, dokumenty, daty, a nie polityczne deklaracje.
Przyznaję Panu rację w zasadniczej kwestii: sam wpis na listę radców prawnych nie dowodzi jeszcze dziesięcioletniego wykonywania zawodu.
Zgadzam się również, że dokument wystawiony po posiedzeniu komisji nie mógł stanowić podstawy jej wcześniejszej oceny, jeśli rzeczywiście został udostępniony dopiero później.
Mam jednak trzy pytania.
1. Który konkretnie przepis nakładał w procedurze wyboru sędziego TK obowiązek dołączenia do zgłoszenia odpisu dyplomu, umów cywilnoprawnych i szczegółowego wyliczenia stażu? Rozróżnijmy obowiązek posiadania kwalifikacji od obowiązku przedstawienia określonych dokumentów.
2. Czy ustalił Pan, że Maciej Berek faktycznie nie wykonywał zawodu radcy prawnego przez wymagany okres, czy że nie przedstawił dokumentów potwierdzających ten okres? To dwie różne tezy.
3. Czy Pańska analiza obejmuje obie ścieżki kwalifikacyjne z art. 3 ustawy o statusie sędziów TK, czyli wymagania przewidziane dla sędziów SN i NSA?
Co do wykształcenia: już oficjalny zapis posiedzenia komisji sejmowej z 2015 r. potwierdza ukończenie przez Berka magisterskich studiów prawniczych na Uniwersytecie Gdańskim. Brak odpisu dyplomu w udostępnionej dokumentacji nie jest zatem dowodem braku wykształcenia.
Nie zamierzam bronić nieprawidłowości tylko dlatego, że dopuściła się ich obecna większość parlamentarna. Jeżeli procedura była wadliwa, należy to wykazać i nazwać.
Ale równie stanowczo sprzeciwiam się przekształcaniu nieudokumentowanego zarzutu w udowodniony fakt.
Praworządność wymaga jednakowych standardów dowodowych wobec wszystkich. Niezależnie od tego, kto sprawuje władzę.
Chętnie poznam Pańską odpowiedź na te trzy kwestie.
Andrzej Filipowicz retweeted
Wszystkim, którzy wyrywkowo przytaczają rozstrzygnięcie TK K 34/15 przypominam, że tam jest napisane, że ślubowanie wobec Prezydenta czyni procedurę nominacyjną nieodwracalną i dlatego panowie prof. Sitek i Sokala pożegnali się ze stanowiskami sędziów TK. Swoją drogą tak właśnie potraktowali politycy tej samej opcji osoby, które zgodziły się na kandydowanie, że dziś udają, że kadencje pozostałych trzech nominatów z 2015 r. minęły. Czyli wszystkich pięciu zostawili samym sobie, z czego jeden dochodzi statusu stanu spoczynku na drodze sądowej.
Skoro tyle osób, łącznie z Marszałkiem Sejmu, zapewniało, że Maciej Berek spełnia wszystkie wymagania do objęcia urzędu sędziego Trybunału Konstytucyjnego, powiedziałem: sprawdzam. Wystąpiłem do Kancelarii Sejmu o dokumentację, na podstawie której Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka opiniowała jego kandydaturę. I co otrzymałem? Trzy dokumenty: zgłoszenie kandydata przez grupę posłów, oświadczenie lustracyjne i zgodę na kandydowanie. Nie było wśród nich ani odpisu dyplomu ukończenia studiów prawniczych, ani dokumentów potwierdzających wymagany staż zawodowy.
Dlaczego dyplom jest ważny? Ponieważ ustawa o Sądzie Najwyższym określa konkretne wymagania kwalifikacyjne. Art. 30 § 1 pkt 5 wymaga ukończenia wyższych studiów prawniczych i uzyskania tytułu magistra albo uznania zagranicznych studiów prawniczych w Polsce. Z kolei art. 30 § 1 pkt 8 określa wymagania dotyczące stażu zawodowego. Art. 30 § 2 przewiduje wyjątek od wymogu stażu dla osób posiadających tytuł naukowy profesora albo stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych, pod warunkiem spełnienia określonego w tym przepisie warunku pracy w jednej ze wskazanych placówek naukowych. Sam doktorat nie jest habilitacją, a posiadanie stopnia naukowego nie oznacza automatycznego zwolnienia z wymogu stażu.
Komisji nie przedstawiono odpisu dyplomu ukończenia studiów prawniczych. Nie przedstawiono również umów cywilnoprawnych, wykazu tych umów ani dokumentacji pozwalającej ustalić, w jakich okresach i na jakiej podstawie kandydat wykonywał zawód radcy prawnego. Brakowało dokumentów, na podstawie których można byłoby prześledzić sposób wyliczenia wymaganego dziesięcioletniego stażu.
Ważne jest również rozróżnienie dotyczące zaświadczenia Okręgowej Izby Radców Prawnych. Dokument potwierdzający wpisy w ewidencji i odnotowane okresy nie musi sam w sobie dowodzić, jakie konkretne czynności zawodowe dana osoba wykonywała w każdym z tych okresów. Nie oznacza automatycznie, że Izba zweryfikowała każdą umowę, zakres czynności i faktyczne wykonywanie zawodu przez cały wymagany okres.
Co więcej, podczas posiedzenia 3 września 2026 r. komisja nie dysponowała żadnym zaświadczeniem z Okręgowej Izby Radców Prawnych. Zaświadczenie wystawione przez Izbę tego dnia pojawiło się dopiero po posiedzeniu komisji. Nie mogło więc zostać przeanalizowane przez jej członków przed wydaniem opinii. Późniejsze publiczne powoływanie się na ten dokument nie oznacza, że był on dostępny komisji w chwili rozpatrywania kandydatury.
Podczas posiedzenia komisji 3 września 2026 r. posłowie, w tym Paweł Jabłoński i Kazimierz Smoliński, zgłaszali konkretne wątpliwości dotyczące stażu Berka. Pytali o umowy cywilnoprawne i sposób wyliczenia wymaganych dziesięciu lat. W ramach interwencji poselskiej Paweł Jabłoński uzyskał odpowiedzi instytucji, w których Berek pracował. Z odpowiedzi tych wynikało, że nie był w nich zatrudniony na stanowisku radcy prawnego. Rodziło to konkretne pytanie: które okresy i na jakiej podstawie można zaliczyć do stażu wymaganego ustawą?
Panie Andrzeju, zaproszenie przyjmuję z przyjemnością. Wreszcie propozycja dyskusji o konkretnych przepisach i dowodach.
Znam zasadniczą tezę Pańskiej argumentacji: wpis na listę radców prawnych nie jest automatycznie dowodem dziesięcioletniego wykonywania zawodu. Zgoda.
Ale proponuję rozstrzygnąć trzy kwestie:
Który konkretny przepis naruszył Sejm podczas weryfikacji Berka i jakim dokumentem Pan to wykazuje?
Czy posiada Pan dowód, że Berek nie wykonywał zawodu przez wymagane 10 lat, czy dowodzi Pan jedynie niewystarczającego udokumentowania tego okresu? To zasadnicza różnica.
Nawet gdyby wykazał Pan uchybienie Sejmu, który przepis upoważnia prezydenta do samodzielnego rozstrzygnięcia o skutkach tego uchybienia i wielomiesięcznego wstrzymywania ślubowania?
Przypominam standard z K 34/15: przeszkoda musi być obiektywna, oczywista i niebudząca wątpliwości.
Nie interesuje mnie wygranie pojedynku na długość prawniczych nitek. Interesuje mnie ustalenie prawdy.
Proszę przedstawić najmocniejszy dowód. Zacznijmy od niego.
Art. 3 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego odsyła do wymagań kwalifikacyjnych określonych w ustawie o Sądzie Najwyższym, w tym do art. 30 § 1 pkt 5 i 8. Art. 7 Konstytucji RP zobowiązuje organy władzy publicznej do działania na podstawie i w granicach prawa. Art. 17 ust. 2 Regulaminu Sejmu określa komisje również jako organy kontroli sejmowej, a art. 151 ust. 1 pkt 7 przewiduje opiniowanie kandydatur na stanowiska państwowe. Art. 150 ust. 1 pkt 4 dotyczy zapewnienia członkom komisji odpowiednio przygotowanych materiałów, natomiast art. 150 ust. 4 pozwala zwrócić się do właściwych instytucji o stanowisko w sprawie uwag zgłoszonych przez posłów.
Nie twierdzę, że Regulamin Sejmu nakazywał automatycznie odroczyć posiedzenie. Twierdzę, że w obliczu konkretnych wątpliwości dotyczących ustawowych wymagań należało je rzetelnie wyjaśnić, zamiast wydawać pozytywną opinię bez dokumentacji pozwalającej zweryfikować wymagany staż. Komisja mogła zażądać dodatkowych dokumentów i wyjaśnień, a dopiero potem ocenić kandydaturę. Zamiast tego zakończono dyskusję i przegłosowano pozytywną opinię dzień przed wyborem przez Sejm jednego sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że polityczne tempo było ważniejsze niż dokładne sprawdzenie, czy kandydat spełnia ustawowe wymagania.
W związku z tą sprawą zostanie złożone zawiadomienie do prokuratury, która oceni, czy zachodzą przesłanki odpowiedzialności z art. 231 lub art. 271 Kodeksu karnego. Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Ustalenie, czy zostały spełnione ustawowe znamiona czynu, należy do właściwych organów.
Zrobiłem to, co powinien zrobić każdy, kto nie chce przyjmować politycznych zapewnień na wiarę: powiedziałem „sprawdzam”, wystąpiłem o dokumenty i pokazałem, co otrzymałem.
A teraz pytanie do pana: czy zaliczyłby pan komukolwiek dziesięcioletni staż zawodowy na podstawie trzech dokumentów: zgłoszenia grupy posłów, oświadczenia lustracyjnego i zgody na kandydowanie? Czy na tej podstawie uznałby pan, że kandydat udokumentował spełnienie wymogów ustawowych?
Andrzej Filipowicz retweeted
Panie Profesorze, „myślę, że tak” nie jest podstawą prawną do przejmowania kompetencji prezesa Trybunału. Art. 7 ust. 2 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK powierza zwoływanie Zgromadzenia Ogólnego prezesowi. Wyjątek dotyczący procedury przedstawiania kandydatów na prezesa określa art. 11. Nie ustanawia on swobody „samozwoływania” posiedzeń budżetowych. Ustawa przewiduje również zastępstwo. Art. 12 ust. 4 pozwala zastąpić prezesa przez sędziego o najdłuższym stażu, obliczanym według ustawowych zasad, w przypadku niemożności upoważnienia wiceprezesa lub innego sędziego. Trzeba jednak wykazać, że właśnie taka sytuacja zachodzi. W mojej ocenie samego niezwoływania posiedzenia nie można automatycznie utożsamiać z niemożnością udzielenia upoważnienia. Najdłuższy staż nie daje bezwarunkowego prawa do przejęcia kompetencji prezesa. Pozostaje jeszcze art. 8: wymogi dotyczące większości, kworum i obecności prezesa, z uwzględnieniem ustawowych wyjątków oraz reguł zastępstwa. Znalezienie sali i zebranie grupy sędziów nie przesądza o skuteczności podejmowanych uchwał. Konieczność zapewnienia budżetu zasługuje na poważne potraktowanie. Nie stanowi jednak samodzielnego źródła kompetencji. Art. 7 Konstytucji wymaga działania na podstawie i w granicach prawa, a art. 197 powierza ustawie określenie organizacji Trybunału. Nawet zarzut bezprawnej bezczynności wymaga wskazania prawnie dopuszczalnego sposobu jej przezwyciężenia. Najbardziej uderza jednak pytanie profesora, czy sędziowie „przejdą na tę stronę”. Takie sformułowanie sprowadza spór o funkcjonowanie sądu konstytucyjnego do przeciągania sędziów między obozami. Tymczasem art. 195 Konstytucji gwarantuje ich niezawisłość i podległość wyłącznie Konstytucji. Ocena prawna powinna rozstrzygać, kto ma rację, niezależnie od tego, kto kogo wybrał.
Od byłego prezesa TK oczekiwałbym wskazania przepisu, wykazania przesłanek jego zastosowania i obrony niezawisłości sędziów. Samo przekonanie, że cel jest słuszny, nie wystarcza.
Prawnicy zaczęli więc rozmawiać o możliwości "samozwołania" Zgromadzenia Ogólnego.
Rozwiązanie paraliżu w TK?
Prof. Zoll: to może być klucz
W związku z sytuacją pojawił się pomysł "samozwołania" Zgromadzenia Ogólnego TK w momencie, kiedy nie jest ono zwoływane przez prezesa TK.
"Fakt" zapytał prof. Andrzeja Zolla, czy sędziowie TK mogliby coś takiego zrobić.
— Myślę, że tak. Nieznana jest pozycja wiceprezesa TK, nie wiadomo, jakie stanowisko zajmie.
Gdyby też nie zwoływał Zgromadzenia Ogólnego, to myślę, że mogłaby to zrobić pani sędzia Anna Korwin-Piotrowska jako najstarsza stażem — powiedział nam były prezes Trybunału Konstytucyjnego.
— To wymaga jeszcze ustalenia, gdzie by to się odbyło, bo wejście do Trybunału jest teraz utrudnione. Ale zwołanie posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego jest konieczne również z uwagi na budżet. To jest chyba jakiś klucz do rozwiązania tej sprawy — podkreślił prof. Zoll.
— Kluczową kwestią są tu też sędziowie wybrani przez PiS. Pytanie, czy przejdą na tę stronę, czy nie — dodał.
fakt.pl/polityka/bogdan-swie…
Andrzej Filipowicz retweeted
Idą Państwo na rozmowę o pracę na stanowisku kierowcy autobusu. Właściciel firmy prosi o okazanie prawa jazdy kategorii D, a wówczas możecie powiedzieć - „przepisy nie przewidują takiej weryfikacji uprawnień. Proszę mnie zatrudnić!”. Okazuje się, że według niektórych na tym właśnie polegać ma zatrudnienie na stanowisku sędziego TK.
Wydawało mi się, że do tego poziomu kretynizmów prawniczych jednak nie są w stanie się zniżyć. Myliłem się.
To jeszcze proszę odjąć 3 lata na stanowisku Zastępcy Dyrektora Departamentu Budżetu i w latach 2017-2020. I co wtedy wyjdzie?
unavailable
RT @Zaradkiewicz_K: „Posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego, z wyjątkiem posiedzeń, o których mowa w art. 11, zwołuje Prezes Trybunału, który us…
This quoted post is unavailable.
Mądrego to jest aż miło cytować. Szacunek Panie Piotrze!
Problem w Pana rozumowaniu polega na tym, że myli się obowiązek przestrzegania prawa międzynarodowego z możliwością tworzenia nowych kompetencji organów państwa na podstawie opinii międzynarodowych gremiów.
Art. 9 Konstytucji rzeczywiście nakazuje przestrzeganie wiążącego Polskę prawa międzynarodowego. Ale proszę zauważyć słowo „wiążącego”. Nie każda opinia, rekomendacja czy stanowisko instytucji międzynarodowej stanowi normę prawną. Konstytucja w art. 87 określa źródła prawa powszechnie obowiązującego, a art. 91 reguluje miejsce ratyfikowanych umów międzynarodowych w krajowym porządku prawnym. Tymczasem Komisja Wenecka jest organem doradczym Rady Europy. Jej opinie nie są ani ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi, ani prawomocnymi orzeczeniami sądowymi, ani samodzielnym źródłem kompetencji organów państwa. Co więcej, miesza Pan dwie zupełnie różne kategorie: wiążące orzecznictwo sądów międzynarodowych oraz niewiążące opinie organów doradczych. Ich znaczenie prawne jest zasadniczo odmienne. I najważniejsze: nawet zobowiązania międzynarodowe nie oznaczają automatycznie, że Marszałek Sejmu otrzymuje kompetencję do zastąpienia Prezydenta w procedurze ślubowania sędziów TK. Proszę zatem wskazać konkretny przepis prawa międzynarodowego, który taką kompetencję ustanawia.
Twierdzenie, że oba porządki prawne opierają się na podobnych wartościach, jest argumentem aksjologicznym, a nie normą kompetencyjną. Art. 7 Konstytucji nie przestaje obowiązywać tylko dlatego, że ktoś powołał się na art. 9. Pańska argumentacja nadal nie odpowiada na podstawowe pytanie: na jakiej podstawie prawnej Marszałek Sejmu może zastąpić Prezydenta RP? Zamiast odpowiedzi otrzymujemy ogólne rozważania o wartościach i zasadach. Państwo prawa polega jednak na tym, że najpierw istnieje kompetencja, a dopiero później organ z niej korzysta. Nie odwrotnie. Konstytucja nie jest zbiorem wartości, z których aktualna większość parlamentarna może dowolnie wyprowadzać nowe uprawnienia. Jest przede wszystkim aktem prawnym wyznaczającym granice władzy. I właśnie o przestrzeganie tych granic toczy się ten spór.
Doskonała nitka. Polecam się zapoznać z całym wątkiem.
Razem z koleżanką chcemy stworzyć ciekawą nitkę o mrocznej postaci polskiego sądownictwa, Krystianie Markiewiczu.
Ma on na sumieniu naprawdę wiele rzeczy, które w państwie prawa niechybnie by się skończyły zarzutami karnymi i infamią społeczną. Niestety żyjemy w Polsce.
Stay tuned!
Andrzej Filipowicz retweeted
Replying to @Krzys_W @popiel303
Pan doczyta stosunek wykonywania zawodu radcy prawnego a potem zajrzy do tej grafiki i zobaczy zajmowane stanowiska. Czy sekretarz Rady Ministrów (7 lat) i Zastępca Dyrektora Departamentu Budżetu i Finansów (3 lata) to wykonywanie zadań radcy prawnego? Tylko serio proszę.
Andrzej Filipowicz retweeted
Kto i na jakiej podstawie potwierdził, że Maciej Berek spełniał wymogi wyboru do Trybunału Konstytucyjnego? Dokumenty wymagają konkretnych odpowiedzi, a odpowiedzialność za tę procedurę obejmuje również osoby kierujące pracami Sejmu.
Andrzej Filipowicz @padrinio wystąpił w trybie dostępu do informacji publicznej o dokumenty, którymi dysponowały Kancelaria Sejmu oraz Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka podczas rozpatrywania kandydatury Berka. Według jego relacji otrzymana odpowiedź nie wymienia dokumentów samorządu radcowskiego potwierdzających uprawnienia i okresy wykonywania zawodu przez kandydata. Powstaje pytanie: jak udokumentowano sprawdzenie ustawowych przesłanek?
Już samo zgłoszenie zawiera rozbieżność. W druku sejmowym nr 3006 z 14 sierpnia 2026 r. napisano, że Berek wykonuje zawód radcy prawnego od 2001 roku, a w uzasadnieniu — że czynnie wykonuje go od 25 lat. Wskazano również, że w latach 2022–2023 prowadził kancelarię, natomiast w pozostałym okresie wykonywał zawód na podstawie umów cywilnoprawnych.
Tymczasem zaświadczenie OIRP w Warszawie z 3 września 2026 r. podaje, że na listę radców prawnych został wpisany 26 czerwca 2002 r., a uprawnienia uzyskał po ślubowaniu 25 września 2002 r. Informacja o wykonywaniu zawodu już od 2001 r. wymaga zatem wyjaśnienia.
Zaświadczenie potwierdza ponadto zgłoszenie w ewidencji wykonywania zawodu w dwóch okresach: od 1 stycznia 2006 r. do 31 lipca 2009 r. oraz od 1 sierpnia 2012 r. do dnia jego wystawienia. Nie zawiera jednak wykazu umów ani informacji pozwalających ustalić, na jakiej podstawie i dla jakich podmiotów świadczono pomoc prawną. Wątpliwości sygnalizowano wcześniej, m.in. w pytaniach Patryka Słowika. Podczas posiedzenia komisji 3 września Paweł Jabłoński przedstawiał odpowiedzi instytucji zatrudniających Berka. Kandydat odpowiadał, że jego status i okres wykonywania zawodu można sprawdzić w rejestrze samorządu radcowskiego. Zaświadczenie opublikował po posiedzeniu komisji, ale jeszcze przed wyborem przez Sejm 4 września.
Co wynika z odpowiedzi urzędów?
Kancelaria Senatu wskazała, że żadne z zajmowanych przez Berka stanowisk nie było stanowiskiem radcy prawnego w rozumieniu ustawy. Nie udzielano mu pełnomocnictw procesowych, a w latach 1997–2026 nie zawierano z nim umów cywilnoprawnych.
Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich poinformowało, że Berek nie świadczył na jego rzecz pomocy prawnej jako radca prawny, nie był zatrudniony na takim stanowisku i nie zawierano z nim umów cywilnoprawnych.
Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła bardziej złożony obraz. Berek zajmował m.in. stanowisko doradcy prawnego. Izba wskazała, że zatrudnienie mianowanego kontrolera na stanowisku radcy prawnego nie było możliwe, ale równocześnie opisała obowiązki zbieżne z zadaniami radców: sporządzanie opinii, opiniowanie projektów aktów prawnych oraz reprezentowanie NIK. Tego fragmentu nie wolno pomijać. Spór dotyczy prawnej kwalifikacji tej pracy jako wykonywania zawodu radcy prawnego.
Andrzej Filipowicz @padrinio przywołuje stanowisko OBSiL KRRP z 22 sierpnia 2019 r. Wynika z niego, że praca na urzędniczym stanowisku „nieradcowskim”, nawet obejmującym zadania prawne, nie stanowi wykonywania zawodu radcy prawnego w ramach tego zatrudnienia. Jednocześnie możliwe jest świadczenie pomocy prawnej innym podmiotom w odpowiedniej formie. Dlatego trzeba zbadać deklarowane umowy cywilnoprawne, ich przedmiot i okres obowiązywania. Same nazwy stanowisk ani sam wpis w ewidencji nie wyjaśniają wszystkich wątpliwości. Ma to zasadnicze znaczenie: w powoływanej w tej sprawie ścieżce kwalifikacyjnej wymagane jest co najmniej dziesięć lat wykonywania zawodu. Sam doktorat i działalność dydaktyczna nie zapewniają zwolnienia z wymogu stażowego przewidzianego dla określonych kandydatów z habilitacją lub tytułem profesora. Według zestawienia Andrzeja Filipowicza @padrinio , przy zaliczeniu również dwóch okresów pracy jako doradca prawny w NIK, staż wynosi 1345 dni — około 3 lat i 8 miesięcy. Po ich odjęciu autor wskazuje 387 dni związanych z prowadzeniem kancelarii. To wynik jego analizy dostępnych materiałów i przyjętej kwalifikacji poszczególnych okresów, a nie prawomocne rozstrzygnięcie o niespełnieniu wymogów. Tym bardziej potrzebna jest udokumentowana odpowiedź Sejmu.
Sprawa wymaga także zbadania odpowiedzialności osób kierujących Sejmem, pracami komisji oraz urzędników, którym powierzono weryfikację kandydatury. Jeżeli świadomie nie dopełnili konkretnych obowiązków, działając na szkodę interesu publicznego, powinni ponieść odpowiedzialność na podstawie art. 231 § 1 k.k. Także nieumyślne niedopełnienie obowiązków może stanowić przestępstwo — art. 231 § 3 k.k. wymaga wówczas wyrządzenia istotnej szkody. Nazwanie uchybień „niedopatrzeniem” nie zamyka więc sprawy. Należy ustalić indywidualnie: kto miał obowiązek sprawdzić kwalifikacje, jakie dokumenty zbadał, które okresy zaliczono do stażu i jak odniesiono się do zgłoszonych rozbieżności. Odpowiedzialność karna wymaga wykazania naruszonego obowiązku, winy i pozostałych przesłanek przestępstwa.
Przy wyborze sędziego Trybunału Konstytucyjnego obywatele mają prawo oczekiwać sprawdzalnych dokumentów i jasnego wskazania, kto odpowiadał za rzetelność procedury.
Jak zapewne część z Państwa wie, że w ramach dostępu do informacji publicznej wystąpiłem do Kancelarii Sejmu o udostępnienie dokumentów jakimi dysponowała Kancelaria oraz Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka przy wyborze Macieja Berka na urząd sędziego TK.
W końcu otrzymałem stosowne dokumenty, które wszystkim prezentuję, a następnie uporządkuję w wątku wszelkie dostępne publicznie informacje o pracy Sejmu i Komisji opiniującej kandydata, wymaganiach wobec kandydata, zdania samego Macieja Berka, stanowisku samych radców prawnych odnośnie stażu pracy, orzeczeniach SN które badały podobne przypadki, a także oficjalne odpowiedzi z instytucji zatrudniających Macieja Berka na przestrzeni wielu lat.
No to jedziemy:
@prezydentpl @BoguckiZbigniew @paweljablonski_ @PatrykSlowik @jprusinowski @OficjalneZero @KancelariaSejmu @PolsatNewsPL @RepublikaTV @tvn24 @tvp_info @PRAWNICYdlaPOL @ppraworzadna @StAdVocem @SVotum @sjastrzebowski @R_A_Ziemkiewicz @rafalhubert





















